<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-2606491076929490737</id><updated>2011-10-07T01:20:25.220-07:00</updated><title type='text'>Western Point: Dzień jak codzień</title><subtitle type='html'>Historia pewnego małego miasta na Dzikim Zachodzie.</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://apophiss.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Apophis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08497767129635473616</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/_1NnYA3PcCpA/Sz0UYPNiqsI/AAAAAAAAABA/JzkS6HhYWtM/S220/apophis2.png'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>40</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2606491076929490737.post-7884838980528210246</id><published>2011-10-07T01:20:00.000-07:00</published><updated>2011-10-07T01:20:25.244-07:00</updated><title type='text'>Powiało czymś</title><content type='html'>U nas, jak zwykle spokój.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziadzio Vincent mówi (&lt;i&gt;w tych rzadkich chwilach, kiedy nie żuje fajki czy czegoś, co mu z gęby dynda i trochę fajkę przypomina, ale nikt z nas go już nie pyta, co to jest&lt;/i&gt;), że spokój jak cholera. Pastor, jak to pierwszy raz usłyszał, to się przesłyszał. Zrozumiał, że u nas jest cholera i poleeeciał jak na skrzydłach wiatru (&lt;i&gt;albo po wyżerce u Onufrego&lt;/i&gt;) pozałatwiać najważniejsze sprawy w odpowiedniej kolejności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czyli najpierw do kościoła pobiegł się wyspowiadać.&lt;br /&gt;Tam napotkał pewien problem, bo nie za bardzo miał go kto wyspowiadać - nasz pastor jest jedyny na setki kilometrów dookoła. W tym pomocny okazał się Groo Thun, który po krótkiej wyprawie do niedalekiej wioski indiańskiej, przywiózł pastorowi coś, co zostało po gościnnie przebywającym u Indian od bardzo dawna, wędrownym pastorze z Rio. Nasz pastor się wyspowiadał, a Groo Thun odwiózł resztki wędrownego do Indian, bo pora obiadowa u nich się zaczynała, a Onufry odmówił przyrządzania steków w oparciu o artykuły spożywcze niewiadomego pochodzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sam Groo Thun to ciekawa postać, szary jakiś taki odkąd się do nas sprowadził, nie bywa w saloonie a chwiejnym krokiem zawsze podąża. Jego koń też jakiś taki podobny, chwieje się nawet bez wiatru. Ciekawe, czym on go poi?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziadzio Vincent się ożenił, z tym, że tutaj jest nam trochę niewygodnie o tym mówić. No niby nie wina Dziadzia, Pastor wtedy też jeszcze do końca do siebie nie doszedł po aplikowaniu sobie szczepionki przeciw cholerze (&lt;i&gt;trzeba przyznać, że całe miasto inaczej spojrzało na Onufrego: takiego czegoś to jeszcze nikt nie pił, a powalało po pierwszej szklance!&lt;/i&gt;), poza tym ciemno było, bo Włochaty targnął się z głodu intelektualnego na świece i spił całą naftę z jedynej lampy w kościele, więc jakby niczyja wina. Ale jednak trochę dziwnie się zrobiło, jak się okazało tuż po ślubie, że panną młodą nie jest ciotka Gaha, która przyjechała z Niemiec kilka miesięcy temu do nas, tylko szaman Fejrun... Faktycznie wyglądał nieco kobieco w tych swoich koralach i w czymś, co wygląda jak dosyć długo nie poddawana praniu sukienka, ale jak oni się tam podmienili, to nie wie tego nikt! Pastor będzie musiał się nieźle nagłowić co z tym zrobić, jak już do siebie dojdzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nawet nasz nowy szeryf czuje się lekko zagubiony w tej nowej rzeczywistości. Aa, nie pisałem o tym - były wybory. Zaraz po wyborach poinformowaliśmy wszystkich w mieście, że się odbyły i jest szeryf. Wszyscy mogli zgłaszać swoje ewentualne zastrzeżenia, ale tylko nowy pomocnik wydawcy gazety zgłosił, tuż przed swoim niefortunnym, przypadkowym zderzeniem z powozem Grabarza, więc jakby zastrzeżeń co do wyboru nie było.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szeryfem został Gah, chociaż - tak szczerze mówiąc, nie chciał. Ale tutaj się włączył Onufry z nalewką a potem dołączył Indianin Joe ze swoimi zdrowotnymi ziółkami i, już po paru godzinach, można było Gaha zanieść do biura szeryfa. No to jak się obudził, wyboru nie miał, bo było po wyborach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzeba powiedzieć, że nasz stary znajomy Speedy, który zajrzał do nas i już jakoś został, wpadł na ciekawy sposób wykorzystania starego dworca kolejowego. Razem z nim przyjechało kilka tancerek i pianista, bo Speedy, jak mówił - lubi jak wszystko gra. Jedna z nich, konkretnie Gorąca Lena (&lt;i&gt;Hot Layn w oryginale&lt;/i&gt;), miała nieco praktyki w pracy z telegrafem (&lt;i&gt;jej były mąż, lekko nieogarnięty człowiek, napadał na poczty i gazety - na banki nie mógł, miał uczulenie na chłód - z pracy przywoził drobiazgi i jednym z nich był telegraf&lt;/i&gt;) i same ręce jej skoczyły, jak zobaczyła ten w ruinach dworca. Okazało się, że działa! gdzie my oczy mieliśmy, szukając tych drutów! A okazało się, że oni je na drzewach pozahaczali. Tylko kto będzie głowę tak wysoko zadzierać? Jeszcze słońcem po oczach się dostanie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak Hot Layn uruchomiła ten telegraf, ktoś się odezwał. Coś tam odpowiedziała i odezwał się następny. To już nas zainteresowało! W krótkim czasie łączyli się z nami dziwni ludzie z całego Zachodu (&lt;i&gt;a i ze Wschodu też&lt;/i&gt;), pytając o różne rzeczy. Postanowiliśmy to wykorzystać i od tego momentu linia zrobiła się naprawdę gorąca! Telegrafowali do nas z pytaniami, czy mamy to i tamto, kiedy mogą odebrać, jaka cena. Ceny dawaliśmy przystępne, to i przyjeżdżać zaczęli po odbiór towaru, a nasz&amp;nbsp;Grabarz odzyskał humor.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nickt się gdzieś szlaja, a Geens robi paczki na zamówienie. Takie małe walizeczki mu wychodzą. Małe, ale jak się otwiera, to huk słychać na kilometry. Skąd wiem? hę, pierwsze testy były w Rio. Od nas Rio nie widać, ale słychać było dobrze. I potem ta chmura dymu zza horyzontu się pokazała. Musiał Geens trochę poczekać z następnymi testami, bo się odbudować musieli. No i trochę zmniejszył moc walizeczki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czyli u nas, jak mówiłem, spokojnie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2606491076929490737-7884838980528210246?l=apophiss.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apophiss.blogspot.com/feeds/7884838980528210246/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2011/10/powiao-czyms.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/7884838980528210246'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/7884838980528210246'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2011/10/powiao-czyms.html' title='Powiało czymś'/><author><name>Apophis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08497767129635473616</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/_1NnYA3PcCpA/Sz0UYPNiqsI/AAAAAAAAABA/JzkS6HhYWtM/S220/apophis2.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2606491076929490737.post-190466095755777574</id><published>2011-09-13T11:41:00.000-07:00</published><updated>2011-09-14T16:24:04.482-07:00</updated><title type='text'>Jak zwykle niezwykle spokojnie</title><content type='html'>U nas, jak zwykle spokój.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak było spokojnie, że Rohan zagadywał wszystkich, chciał gazetę wydawać i wywiady robił. Generalnie wszystko byłoby OK, gdyby nie zbyt dociekliwe zestawy pytań. Jeszcze przez jakiś czas chyba nie będzie o nic pytać, w każdym razie do momentu, kiedy mu się szczęki mniej więcej w stare miejsce zejdą. Dodatkowo przyda mu się zacząć znowu widzieć, ale na to trochę jeszcze poczeka. Chwilowo żaden kapelusz na głowę mu nie pasuje, oprócz parasola Weroniki. To znaczy, parasol Weroniki nieźle się tam dopasował i trochę trudno go na razie z Rohana zdjąć. Czyli nakrycie głowy ma, a to na Zachodzie bardzo ważne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Neoqueto, po naszemu Nowa Kita, wrócił do miasta, ale zaraz go wywiało. Nie mogło być inaczej, bo żona farmera Jonesa chciała z nim porozmawiać. Na temat tego jej portretu, co Neoqueto namalował. &amp;nbsp;Z tego, co widziałem, mocno naturalistyczny był, więc zdziwił się też farmer Jones, skąd Neoqueto wie, gdzie jego żona ma taką śmieszną małą kropkę. Ślad po tatuażu. No i teraz Neoqueto na jakiś czas zapewne będzie podróżować, a że podróże kształcą, to i kiedy wróci, może się wytłumaczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Indianin Joe znalazł kaktus, z którego pichci coś, co przebija dotychczasową produkcję ziółek. Mocne to jest i na skutki nie trzeba było długo czekać!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Onufry zdecydował o tymczasowym porzuceniu Saloonu. Włochaty namówił go najwyraźniej do (&lt;i&gt;jak mawia Pastor, który stawia właśnie drugą wieżę przy kościele&lt;/i&gt;) kontemplacji środowiska naturalnego. Początek mieli niezły: próbne rozmowy z bobrami zakończyły się unicestwieniem tamy i zalaniem Rio. Bobry najwyraźniej miały problem ze zrozumieniem o co chodzi, a Onufry i Włochaty do tej pory leczą kaca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pogi z Czarnulką pojechali na Wschód, na konkurs tańca. Pewnie pod gołym niebem będzie się odbywać, bo nazwę ma taką jakąś:&amp;nbsp;"&lt;i&gt;taniec z gwizdami&lt;/i&gt;" czy "&lt;i&gt;taniec pod gwiazdami&lt;/i&gt;" ?&amp;nbsp;Zainteresowali się nagrodą, bo to podobno najszybszy dyliżans na Wschodzie ma być. To jakie konie do niego dadzą? &amp;nbsp;Pogi to jeszcze zdaje się tańczyć umie, ostatni raz, kiedy wpadł w ognisko tańczył jak oparzony, "&lt;i&gt;baardzo energetycznie&lt;/i&gt;", jak mawia Vollt. Czyli on szanse ma, ale Czarnulka? niby niczego jej nie brakuje, ale ona to raczej taki styl ma, leśny. No dobra, drewniany ma. Jak ktoś widział sosnę jak wywija na parkiecie, to ma pojęcie. Ale nie ma się co martwić. Jak nagrody im nie dadzą, sami sobie wezmą, a zabawa będzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziadzio Vincent mało nie dostał zawału na cmentarzu, kiedy z jednego z grobów usłyszał dochodzącą muzykę, a następnie ujrzał wychodzącego z niego Borsuka z żoną farmera Jonesa. Nie wiem, czy to o Borsuka chodziło, czy o żonę farmera, w każdym razie Dziadzio leży pod opieką Weroniki. Od tego czasu sporo ludzi chodzi w nocy po cmentarzu, z nadzieją na jakiś przypadek do wyleczenia. Trochę się mogą przeliczyć, bo Gah czujny ostatnio się zrobił i z Fejrunem pilnuje okolicy. Heh, ja wiem, co ludzie gadają. Że oni tam z Fejrunem w spokoju ziółka Joego wypróbowują. Ale to nieprawda. Gah, Nickt i Silver opracowują &amp;nbsp;plan odwiedzin na Wschodnim wybrzeżu. Z pewnością będzie to ciekawe przeżycie dla tych, którzy przeżyją, bo Geens też ma zamiar dostarczyć im trochę rozrywki. Jeżeli zrobi to w podobny sposób do tego, jak na tańcach w Algarve powiększył im przestrzeń taneczną, będą mieć tam miasto od gór do morza. Może nie takie duże, ale na sto procent nieźle rozrzucone.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za to Wasai się po tym eksperymencie z kaktusem stoczył. Dosłownie. Razem z Colltem, zresztą. Obserwowali niewinnie ryby w okolicy, gdzie akurat Indianki zwykle biorą prysznic. Położenie mieli niezbyt dobrze wybrane i poruszony głaz spowodował najpierw szus na brzuchu w tumanach kurzu w kierunku rzeki, a potem szybki bieg w przeciwnym kierunku połączony ze slalomem pomiędzy nadlatującymi strzałami.&lt;br /&gt;Teraz razem z Groth'unem pojechali do szkoły w tej dziurze, Croatoan - podobno jakiś Mendelejew przywiózł tablice, to będzie można przy studni ogłoszenia przypinać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i jedynie Grabarz jest lekko zdenerwowany - mało klientów ostatnio. Ale to się da naprawić!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2606491076929490737-190466095755777574?l=apophiss.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apophiss.blogspot.com/feeds/190466095755777574/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2011/09/jak-zwykle-niezwykle-spokojnie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/190466095755777574'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/190466095755777574'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2011/09/jak-zwykle-niezwykle-spokojnie.html' title='Jak zwykle niezwykle spokojnie'/><author><name>Apophis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08497767129635473616</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/_1NnYA3PcCpA/Sz0UYPNiqsI/AAAAAAAAABA/JzkS6HhYWtM/S220/apophis2.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2606491076929490737.post-370806265487554417</id><published>2011-07-02T08:02:00.000-07:00</published><updated>2011-07-02T09:44:04.003-07:00</updated><title type='text'>Jeździec Rohan</title><content type='html'>Zaczyna być znowu wesoło, chociaż niektórzy wyglądają jak cienie przeszłości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dosłownie tak wyglądają, zastanawiamy się czasem, czy oni jeszcze istnieją, czy to już tylko ich wspomnienie w nas żyje. Nickt i Geens, Silver. Włochaty. Weronika, Pogi.&amp;nbsp; Ale co się dziwić? Ziółka Joego i nalewki Onufrego swoje robią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mieliśmy zamiar w odwiedziny do okolicznych miasteczek się wybrać, ale przyjechał do nas Rohan. Niezły z niego jeździec, trzeba powiedzieć. Na koniu siedzi jak przyklejony - z tym, to akurat w zasadzie można się zgodzić, bo nawet prawie że legenda na ten temat zdążyła powstać. Krótka bo krótka, ale zawsze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otóż Rohan, spokojny mieszkaniec jednego z (&lt;i&gt;podobno&lt;/i&gt;) większych miast, gdzieś - na Wschodzie, zapragnął pewnego dnia pooddychać świeżym powietrzem Dzikiego Zachodu. Niektórzy powiadają, że miało to coś wspólnego z opustoszałą kasą Gazety Nowojorskiej, która zaraz po tym fakcie przestała funkcjonować, łącznie z jej redaktorem naczelnym (&lt;i&gt;jego żona stwierdziła, że serce mu nie wytrzymało tak dużego stresu związanego ze zniknięciem zaufanego członka redakcji - kochanka co prawda mówiła że coś zupełnie innego nie wytrzymało i również zanikło, ale nikt nie przywiązywał wagi do jej słów&lt;/i&gt;), z tym, że być może to jedynie plotki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W każdym bądź razie, Rohan poczuł ten zew Zachodu, spakował się, osiodłał konia i zorientował się, że nie umie konno jeździć. Nie miał zbyt wiele czasu na zastanawianie się nad tym prostym faktem, ponieważ zauważył nadciągający tłumek policjantów z żoną swojego byłego już szefa na czele.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co miał robić? Wskoczył na konia, spiął ostrogami i ruszył. Świadkowie zdarzenia do dzisiaj opowiadają, że widać było doświadczenie rumaka, który z początku zataczając kręgi (&lt;i&gt;częściowo galopując poprzez pierzchający tłumek policjantów, nie mówiąc o żonie byłego, która widząc z bliska kopyta i zbliżające się chrapy, skoczyła na latarnię. Złośliwi mówią, że już tam została&lt;/i&gt;), wybrał prawidłowo kierunek i popędził na Zachód. Niemałe rozbawienie i po części zdumienie, wywołał sam Rohan, który obejmując mocno swojego&amp;nbsp; konia, w pewnym momencie wytrzeszczył oczy a następnie, z pewnym zrezygnowaniem spojrzał na spodnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To, jak się okazuje, był moment przyklejenia się do konia. Dopiero u nas, w mieście, Dziadzio Vincent odkleił spodnie Rohana wraz z Rohanem od konia, dzięki swojej maści na dziąsła (&lt;i&gt;wszystko odklejała, oprócz sztucznej szczęki Dziadzia&lt;/i&gt;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do miasta po zakupach przyjechała Depeche, prawie w tym samym momencie, w którym pojawił się Rohan. Sądziła, że to Diabeł Pustynny tak pędził i śpieszyła się do nas z pomocą. Heh, Diabeł Pustynny! Depeche długo na zakupach była, to i nie wiedziała, że to najnowszy pomysł Gaha, który razem z Indianinem Joe świętował coś z Fejrunem. Co świętowali, nie wiadomo, bo nie pamiętają, ale w rezultacie wypalenia ziółek od Joego, Fejrun tak wyrwał z zagajnika, jakby stado dzikich jeży się na niego uwzięło i odczepić nie chciało. Podczas świętowania jakoś w barwy dziwne (&lt;i&gt;niby wojenne&lt;/i&gt;) się pomalowali we trzech, a że mieli do dyspozycji jedynie czarną farbę, to trochę monotonnie ale za to groźnie wyglądali.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W każdym razie Fejrun dopalił ziółka i popędził w nieznane w kłębach kurzu i resztkach dymu z fajki. Początkowo Joe i Gah myśleli, że oddalił się w celu oczywistym w niedalekie krzaki z dużymi i miękkimi liśćmi, ale kiedy druga doba minęła a on nie wracał, postanowili go poszukać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Być może znaleźli by go w miarę szybko, gdyby nie zapomniany tunel Borsuka, do którego dostali się w najmniej oczekiwanym momencie. Trochę im zeszło, zanim z niego wyszli, gdzieś niedaleko Rio. Zdecydowali się, że w takim razie jak już tu są, to odwiedzą Rio, ale jakby nie doszli tam. Otóż podążając do Rio, zauważyli grupę jego mieszkańców obserwującą dziwnie zachowujący się pustynny piasek, który po uformowaniu chmury, pędził w kierunku Rio. Indianin Joe obdarzony sokolim wzrokiem rozpoznał Fejruna, natomiast Gah, widząc jedynie szary kurz pędzący w ich kierunku, zawołał "Ki Diabeł???", po czym zauważył, że mieszkańcy Rio rozpierzchli się we wszystkich, przeciwnych do nadciągającej chmury kurzu kierunkach, wrzeszcząc "Słyszeliście?? To Diabeł Pustynny!!". Czyli generalnie postąpili zgodnie z wysokim standardem odwagi, jak zwykle.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2606491076929490737-370806265487554417?l=apophiss.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apophiss.blogspot.com/feeds/370806265487554417/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2011/07/jezdziec-rohan.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/370806265487554417'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/370806265487554417'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2011/07/jezdziec-rohan.html' title='Jeździec Rohan'/><author><name>Apophis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08497767129635473616</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/_1NnYA3PcCpA/Sz0UYPNiqsI/AAAAAAAAABA/JzkS6HhYWtM/S220/apophis2.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2606491076929490737.post-5814050155637082618</id><published>2011-06-20T05:24:00.000-07:00</published><updated>2011-06-20T05:33:01.055-07:00</updated><title type='text'>Zjawa na cmentarzu</title><content type='html'>Obudziłem się tuż po świcie, tak około południa. Dodatkowo, miałem wrażenie, że coś dziwnego działo się w nocy, ale nie za bardzo mogłem skojarzyć, co to takiego było. Nietrudno mi było zgadnąć, dlaczego mam taki kłopot pamięciowy, bo w końcu nalewki Onufrego może najsmaczniejsze nie są, ale na całym Zachodzie są znane z tego, że kopią lepiej od całego stada mustangów. A jeszcze Indianin Joe przyszedł ze swoimi ziółkami, to co się dziwić, że więcej okien widzę, niż w całym mieście ich jest?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powoli pamięć wracała, a aby jej pomóc, wstąpiłem do Saloonu. Generalnie tłok był, ale przy naszym stoliku siedział z obolałą jakoś miną Gah i sączył coś tam. Jemu też się wydawało, że w nocy się działy dziwne rzeczy, ale nikt jakoś się nie kwapił, żeby nam cokolwiek powiedzieć. Generalnie ze strachem lekkim się nam przyglądali. Cóż, muszą uważać, specyficznie od momentu, kiedy Gahowi się rewolwer z zapalniczką nowego typu pomylił i kuzyn farmera Jonesa już po dwóch miesiącach mógł patrzeć jednym okiem. Drugim raczej nie spojrzy, bo trudno było znaleźć coś, co przypominało oko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Onufry podał nam swoja nalewkę, z lekko poprawionym smakiem, jak mówił. Kto jak kto, ale on o smaku to raczej pojęcia nie ma, wszyscy to wiedzą, którzy coś tu zjedli. Hasło Onufrego zresztą, jak chodzi o jedzenie, to "Co tam smak, byle ciepłe było i rozgrzało ryło".&amp;nbsp; Gdzie on się uczył gotować, to jest dopiero tajemnica. Pastor mawia, że pewnie we Włoszech, u Borygów, czy jakoś tak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fakt, że nalewka pomogła nieco rozjaśnić mroki nocy. Otóż, jak doszliśmy po pewnym czasie i trzech flaszkach, nad ranem zobaczyliśmy coś, co przypominało zjawę. Zobaczyliśmy to w okolicach cmentarza, gdzie wybraliśmy się celem relaksu w ciszy i spokoju.&lt;br /&gt;&amp;nbsp; &lt;br /&gt;Wydawało nam się, że to coś ma w stosunku do nas niecne zamiary, bo poruszało się wybitnie szybko najpierw dookoła nas, a potem w naszym kierunku ruszyło z pełnym impetem. Może i to by nas nie zmusiło do sięgnięcia po kolty, ale ta zjawa zaczęła takie dźwięki wydawać, że nasze spragnione spokoju głowy cierpiały mocno. No to wygarnęliśmy do tej zjawy z tego, co przy sobie nosiliśmy, a Geens dodatkowo zafundował zjawie rozrywkę na całego, turlając w jej kierunku mały pakunek. Pakunek był przeznaczony dla znajomego, zwanego Doko, który chciał jakis mały problem z sąsiadem rozwiązać. Patrząc na efekt, to mógł kazdy problem rozwiązać z sąsiadem za pomocą pakunku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Krótko mówiąc, w miejscu, gdzie była zjawa, powstał solidny dół. Jak się już dym rozwiał, przybiegł zaniepokojony Grabarz, ale kiedy nas zobaczył i ten spory dół, nawet się ucieszył, bo goście do miasta jadą, a tutaj na kilka trumien miejsce jak znalazł.&lt;br /&gt;Przy okazji opowiedzielismy mu o zjawie.&lt;br /&gt;No i trochę posmutniał, bo nie wiadomo, czy to, co wzięliśmy za zjawę, jeszcze żyje. A to jak się okazało, był nowy pomocnik naszego Grabarza, z takim trudnym imieniem: jakoś tak jak ameba... amfibomeba... ambafibia.. amebafatima.... czy no jakoś tak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka tygodni temu tu przylazł szukając pracy, i okazało się, że szczególnie dobrze idzie mu współpraca z Grabarzem, bo strasznie kopać lubi. Nie wiemy, ile w tym prawdy, ale podobno pastor ganiał już go po cmentarzu, bo ten amebo.. no jak mu tam, dożywia się po zmroku, specyficznie po świeżym pogrzebie.&lt;br /&gt;A że za zjawę go wzięliśmy? cóż, wyglądu to on nie ma zbyt ciekawego, jakieś takie blade to i długie siekacze wystawia - niezbyt popularny w mieście z tego powodu jest, bo bydło straszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;...aha, jest i nowy sąsiad, mieszka w szałasie - kuzyn Indianina Joe. Ciekawy jakiś, z łuku podobno trafia z dużej odległości. Ciekawi jesteśmy, w co trafia. Wybieramy się sprawdzić, ale najpierw się zdrzemnąć trzeba.&lt;br /&gt;...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2606491076929490737-5814050155637082618?l=apophiss.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apophiss.blogspot.com/feeds/5814050155637082618/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2011/06/zjawa-na-cmentarzu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/5814050155637082618'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/5814050155637082618'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2011/06/zjawa-na-cmentarzu.html' title='Zjawa na cmentarzu'/><author><name>Apophis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08497767129635473616</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/_1NnYA3PcCpA/Sz0UYPNiqsI/AAAAAAAAABA/JzkS6HhYWtM/S220/apophis2.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2606491076929490737.post-5303119025159420439</id><published>2011-06-19T13:37:00.000-07:00</published><updated>2011-06-19T13:42:20.648-07:00</updated><title type='text'>Czas wracać</title><content type='html'>Dawno mnie w mieście nie było.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W&amp;nbsp; zasadzie się nie ukrywałem, ale podróżowanie zajęło mi rok, a pisać nie było jak. To znaczy, może i byłoby jak,&amp;nbsp; ale nijak bym tego nie wysłał - jest kryzys pocztowy, bo gołębie się zbuntowały i poczta przyjmuje zapisy na przesyłanie listów. Jak się teraz zapiszę, to za kilka lat wyślą. Niby wielka zmiana, akurat -&amp;nbsp; przedtem zapisów nie było, ale jak już Włochaty się nauczył pisać dwa lata temu i wysłał list, to do tej pory idzie. Z tym, że teraz to na poczcie wymówkę mają.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem, co mnie podkusiło, żeby tym tunelem Borsuka sobie pójść, z tego, co pamiętam, to być może Indianin Joe miał wpływ na moją decyzję. OK, jego napar zdrowotny z jakiegoś kaktusa. W każdym razie, jak już wiedziałem jak mam na imię, to nie wiedziałem, gdzie jestem. Nie będę teraz opisywał całej wędrówki, za długo by było.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na początek poszedłem do Saloonu, żeby sprawdzić, co się dzieje. Jak zwykle Onufry prawie spał za barem, obok którego siedział Dziadzio Vincent i palił fajkę. Trochę to wyglądało, jakby w pewnym momencie fajka zaczęła palić Dziadzia, konkretnie jego brodę - ale za to jak się Dziadzio obudził, spojrzał w lustro na suficie, to na długo zaniemówił - i nie jedynie dlatego, że fajka mu się w zębach stopiła i skleiła sztuczną szczękę. Jakoś bez brody dziwnie wyglądał, a hodował ją od - jak to czasem mówił - wieku niemowlęcego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przy pianinie nikogo nie było, za to przy stoliku obok siedzieli Nickt, Gah i Unkass. Może za dużo powiedziane, że siedzieli - dobrze, że stolik mocny był i wytrzymał to ich przyłożenie. Na razie ich nie będę budzić, bo jak mi opowiedział Geens, mieli nocną wyprawę do Rio, gdzie wykonali mały eksperyment z bankiem za pomocą nowego wynalazku Geensa. On przez ten rok się nieźle rozwinął, czego nie można teraz powiedzieć o banku w Rio.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wasai na wyjeździe z Weroniką i Silverem. Pojechali szukać szamana Fejruna, którego nowy wierzchowiec poniósł gdzieś, zdaje się, że daleko. Całe szczęście, że Fejrun bardzo przywiązany do swojego konia był, dosłownie zresztą, przez Indianina Joe - nie było innego wyjścia, po tym, jak Fejrun po wygraniu butelki Whiskey zaproponował fantazyjnie skoki z dachu do beczki i wykonał pierwszy skok. Ten pierwszy na razie był i ostatnim, bo teraz Onufry nową beczkę postawił na zapleczu, za barem, żeby nikogo nie korciła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co ciekawe, Włochaty się ustatkował i już nie napada byle kogo. Zdecydował się na zmianę sposobu życia, wprowadzenie dużej dawki spokoju i samokontroli. Pod wpływem pastora, pewnie tak się stało. Teraz Włochaty już jedynie rabuje dyliżanse pocztowe. Wcale nie dla pieniędzy, jak się okazało - on po prostu uwielbia czytać, a gdzie jest więcej nowości jak nie w listach? No to czyta całymi dniami, a już jak przeczyta, to jedzie się uaktualnić do mobilnej biblioteki, jak to ciekawie nazwał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miasto się niewiele zmieniło, okolica też. Można powiedzieć, że reszta tego wielkiego kraju zafundowała sobie smród z kominów jakichś fabryk i fabryczek, a na 100 mil dookoła nas cisza, spokój i czyste powietrze. Nikt nie zaryzykuje zbytnio się do nas zbliżyć, bo znani jesteśmy z tego, że przyrodę kochamy w jej pierwotnym stylu. Próbowali kiedyś przecież z koleją i jak się okazuje, do tej pory ich główny inżynier po bagnach popyla, ze strachu przed nami. A farmer Jones nawet to wykorzystuje, bo inżynier czasem z lasu wyhynie i błaga o kawałek strawy - wtedy Jones do jakiejś sympatycznej pracy go kieruje, tak jak ostatnio - przenoszenie gnojówki z miejsca na miejsce. Nie, żeby trzeba było - ale dzieciaki farmera też jakiś ubaw mieć muszą czasem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z najnowszych wiadomości od Onufrego, to się dowiedziałem, że Weronika do stolicy pojechała i salon otworzyła. Nie bar, ale salon sukni ślubnych i pogrzebowych. Dużo nie musi inwestować, bo często jej z miasta wysyłamy podarki po odwiedzinach w Rio i w tej smutnej dziurze, Croatoan.&lt;br /&gt;A z pogrzebowymi to już sama wymyśliła, że można ich wielokrotnie używać, a grabarze chętnie jej w tym pomogą, w zamian za święty spokój i ochronę przed Colltem. Colltem Weroniki, oczywiście.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To by było na tyle, chwilowo, bo chłopaki się budzą, a Onufry flaszkę specjału postawił przed nami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;...aha, jest nowy w mieście. Jakoś tak dziwnie się nazywa, a..amfibia czy jakoś.&amp;nbsp;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2606491076929490737-5303119025159420439?l=apophiss.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apophiss.blogspot.com/feeds/5303119025159420439/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2011/06/czas-wracac.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/5303119025159420439'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/5303119025159420439'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2011/06/czas-wracac.html' title='Czas wracać'/><author><name>Apophis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08497767129635473616</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/_1NnYA3PcCpA/Sz0UYPNiqsI/AAAAAAAAABA/JzkS6HhYWtM/S220/apophis2.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2606491076929490737.post-1524640259040782269</id><published>2010-06-21T04:24:00.000-07:00</published><updated>2010-06-21T04:24:50.851-07:00</updated><title type='text'>Nowy Szeryf</title><content type='html'>Dawno nie pisałem, ale ani ochoty nie było,&amp;nbsp; ani nic takiego się nie działo, żeby opisywać. Ale kilka dni temu nadeszły zmiany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak co kilka lat musimy wybrać nowego szeryfa. To znaczy nie tak, żeby ktoś nas zmuszał, co to to nie. Ale każdy musi oddać swój głos, bo w łeb zarobi. Nie musimy zresztą wybierać nowego szeryfa, możemy i tego starego wybrać ponownie, jak nam się podoba. W zasadzie: dokładnie, jak nam się podoba. To znaczy mnie, Gahowi, Onufremu, Silverowi, Nicktowi i jeszcze paru innym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wybory muszą się odbyć, bo dostajemy na nie kasę od jakiegoś tam Waszyngtona. Kilka lat temu nie wszyscy głosowali, bo właśnie w tym czasie po sąsiedzku był cyrk. Ponieważ tym razem chcieliśmy pełnej demokracji, cyrk sprowadziliśmy do naszego miasta, żeby wymówek nie było.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wybraliśmy w saloonie kandydatów, żeby wybór jakiś był demokratyczny, jak to mawia pastor. Ośmiu sobie wybraliśmy, w tym pięciu tak beznadziejnie bez wyrazu, że w oczywisty sposób na odstrzał. Jednego takiego aspirującego, co to po wyborach będzie za nowym szeryfem kaburę nosić, i dwóch głównych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponieważ taka była potrzeba, to napisaliśmy im (w zasadzie pastor z Włochatym pisali, bo my jakoś niechętni bylismy) tak zwane programy, czyli takie teksty mówiące, co oni myślą o świecie i co by zmienili po wyborze.&lt;br /&gt;trzeba było lekko cenzurować, bo pomysły Włochaty miał jakieś takie rewolucyjne. Taki przykład pomysłu Włochatego: "Po wybraniu mnie na nowego Szeryfa, wszystkim się będzie żyć lepiej, bo będą niższe podatki". Wiadomo, że na niego by głosowali, ale obniżać podatki? A z czego będziemy sobie spokojnie żyć?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W każdym razie rozdaliśmy w mieście kartki do głosowania, uprzednio przygotowane, żeby pomyłek jakichś nie było i w niedzielę do saloonu z tymi kartkami nasi kochani mieszkańcy przychodzili. Wrzucali je do beczki, którą przygotował Onufry, a potem my liczyliśmy, kto więcej głosów dostał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na szczęście tak sobie to zaplanowaliśmy, bo się okazało, że na miastowego głupka sporo osób zagłosowało i była szansa, że mógł wygrać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na wszelki wypadek, oprócz zamiany kartek, zastrzeliliśmy łobuza z jego winy, w samoobronie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za kilka dni zrobimy drugą turę wyborów, już bez niespodzianek. Ma wygrać Jasio Wędrowniczek, a zastępcą będzie Nickt. W ten sposób za jednym zamachem załatwimy sprawę kasy od Waszyngtona i na kolejne lata będziemy mieć spokój, bo Jasio powędruje, a miastem zarządzi Nickt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czyli jak do tej pory.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2606491076929490737-1524640259040782269?l=apophiss.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apophiss.blogspot.com/feeds/1524640259040782269/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2010/06/nowy-szeryf.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/1524640259040782269'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/1524640259040782269'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2010/06/nowy-szeryf.html' title='Nowy Szeryf'/><author><name>Apophis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08497767129635473616</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/_1NnYA3PcCpA/Sz0UYPNiqsI/AAAAAAAAABA/JzkS6HhYWtM/S220/apophis2.png'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2606491076929490737.post-8531535355004766955</id><published>2010-03-22T06:00:00.000-07:00</published><updated>2010-03-22T06:04:46.832-07:00</updated><title type='text'>Borsuczy tunel....</title><content type='html'>Wreszcie wyszliśmy!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To jest sukces i nie byle jaki! Dla tych, którzy nic nie słyszeli o naszej wyprawie, krótko ją opiszę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak wiecie, Borsuk kopał tunel. Nie poprzestał na początkowym planie, który ograniczał zasięg tunelu i zdecydował się na wykopanie najdłuższego tunelu, o jakim słyszał Świat. Rekord, mówi, chciał pobić.&lt;br /&gt;Pobić to my jego chcieliśmy nie jeden raz w ciągu wyprawy, ale o tym później.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Borsukowi to kopanie tunelu spodobało się i to bardzo, tym bardziej, że sam nie kopał. Pisałem już, że wykorzystał mieszkańców Rio? Do cna ich wykorzystał, do tej pory gdzieś po tunelu błądzą, nikt ich się szybko nie spodziewa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może wszystko jakoś by spokojnie się potoczyło, gdyby Gah nie wpadł na pomysł, że skoro mamy tunel, to trzeba go wykorzystać. Usiedliśmy wtedy z Gahem w barze, Onufry polał Whiskey i zaczęliśmy się zastanawiać, do czego i jak ten tunel wykorzystać. Wiadomo, znacznie może nam ułatwić odwiedziny w innych miastach i szybkie znikanie. Unkass z Włochatym zrobili krótki wypad na próbę i w zasadzie ładnie im poszło. Wpadli do takiego jednego z bardziej bezczelnych miasteczek, Algarve i złupili bank. Bezczelne, bo samo nie chce płacić daniny, zawsze musimy sami się do nich wybierać, a już towarzystwo lekko rozleniwione, zwłaszcza w okresie, kiedy Indianin Joe pali w mieście ognisko i zaprasza do bezpłatnej degustacji nowych ziółek. Od samego dymu z ogniska pół miasta już nie może wyjść z domów. Dokładnie to nawet wstać z łóżka nie może, dym taki ciekawy jest.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W każdym razie w Algarve poszła wieść, że duchy im bank obrobiły. Czyli, cała wina poszła na Ghost Town, w którym faktycznie już nikogo nie ma i wiatr hula strzelając okiennicami, bo nic innego tam strzelać nie może.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siedzimy sobie tak i zastanawiamy się, pastor nawet pomysł zgłosił, żeby wykorzystać element strachu i religijność u ludzi podwyższyć, ale po chwili sam przyznał, że nie tędy droga. Trochę wtedy posmutniał i lekko zasnął nad szklanką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pogi zaproponował, żeby sobie ten tunel na takie bardziej turystyczne wypady zostawić, żeby szybko, po cichu i wygodnie nad wodę docierać i na łódki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Łódki... po ostatnim razie, jak się dziadziowi Vincentowi maszt z kilem pomylił i musieliśmy dwie godziny płynąć crawlem do brzegu, pomysł nie chwycił.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Weronika powiedziała, że można zrobić z tunelu świetny labirynt do zwiedzania za pieniądze. Pomysł był całkiem ciekawy i jak się później okazało, diablo prawdziwy! Ile my kasy nie dalibyśmy za to, żeby z tego tunelu wyjść! Ale nikomu się nie chciało tam wracać i czekać na turystów ze Wschodu, bo gwarancji, że się znowu uda wyjść, nie było.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I wtedy Gah rzucił myśl, żeby skolonizować jakieś miasto na Wschodzie, taki na przykład Washington, o którym w gazetach piszą sporo. Miasto rozbudowane, sporo banków - spodobało nam się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przygotowaliśmy się do wyprawy solidnie, oprócz Whiskey wzięliśmy też i amunicję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poszliśmy całym miastem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już na trzeci dzień, zaraz po tym, jak nam szlag trafił światło, bo ktoś z głodu zjadł cały zapas świec, okazało się, że Borsuk nie ma przy sobie planu tunelu. W zasadzie, gdyby miał, to i tak byłby mało widoczny, ale zawsze można by wtedy czyjeś portki podpalić i spróbować znaleźć drogę. Ale nie to było najgorsze. Wyszło na jaw, że Borsuk podczas budowania tunelu, nie kontrolował w pełni jego rozwoju i teraz dało się zauważyć, że tunel to istny labirynt! Kilka razy trafialiśmy na szkielety, ale żaden się nie przyznał, z jakiego miasta pochodzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Raz przemknęli obok nas zapomniani kopacze tunelowi, ale zrobili to tak szybko, że nie zdążyliśmy ich zatrzymać. No, oprócz jednego, z którego i tak już informacji nie wyciągnęliśmy, bo Silver za szybko strzelił i przez przypadek - bo ciemno było, trafił. Zbyt dokładnie trafił.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po jakichś dwóch miesiącach, wyszliśmy na zewnątrz, ale nawet nie zaczęliśmy się cieszyć. Widok co prawda był piękny, ale jak zejść po stromych ścianach dobre dwieście metrów w dół? Nikt nie chciał ryzykować, włącznie z Nicktem, który ostatnio nieźle się stoczył, więc powinien mieć wprawę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za drugim razem wyszliśmy w jakimś porcie, tak obstawionym przez dziwnie wyglądające wojsko w czerwonych marynarkach i wielkich, futrzanych czapach, że mowy nie było o tym, aby się jakoś przemknąć na ląd.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tyle tego wojska było, że port jak czerwona flaga wyglądał. Ze złości Geens im rzucił na pożegnanie jedną petardę, a potem trzeba było szybko zwiewać, bo się od niej wszystkie okręty w porcie zapaliły.&lt;br /&gt;Tylko zapach ładny się zrobił, jakby ktoś herbatę palił.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przez następne tygodnie wlekliśmy się w ciemności, aż Borsukowi się przypomniało, że Dziadzio Vincent ma zwój liny, którą można wykorzystać do zrobienia pochodni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale nic z tego. Dziadzio Vincent powiedział, że na wszelki wypadek, on jeden koniec liny przywiązał do studni w naszym mieście, a teraz już mu malutko zostało, a nie chce podpalać, bo nie będzie wiedział, jak wrócić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na nasze spokojne pytania, dlaczego o tym nie powiedział wcześniej, rzekł niewyraźnie, że go o to nie pytaliśmy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przez jakiś czas bardziej wyraźnie nie będzie mógł mówić, jeżeli w ogóle coś powie, ale w rezultacie do miasta właśnie wróciliśmy, a po przetrzepaniu Borsuka, będziemy do siebie dochodzić. Niektórzy dopełzają, bo sił mamy mało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pełznę do baru, coś łyknąć na wzmocnienie, a że gadać mi się nie chce, to o tym napiszę później&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2606491076929490737-8531535355004766955?l=apophiss.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apophiss.blogspot.com/feeds/8531535355004766955/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2010/03/borsuczy-tunel.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/8531535355004766955'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/8531535355004766955'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2010/03/borsuczy-tunel.html' title='Borsuczy tunel....'/><author><name>Apophis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08497767129635473616</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/_1NnYA3PcCpA/Sz0UYPNiqsI/AAAAAAAAABA/JzkS6HhYWtM/S220/apophis2.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2606491076929490737.post-5157959215173938974</id><published>2010-02-26T02:54:00.000-08:00</published><updated>2010-02-26T02:54:38.077-08:00</updated><title type='text'>'Państwo'</title><content type='html'>Wróciła część delegacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sporo nam mieli do opowiedzenia po powrocie, a my - zgromadzeni w saloonie, momentami nie mogliśmy uwierzyć w to, co słyszeliśmy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od dawna wiadomo, przynajmniej nam, że za darmo to raczej niczego nie ma. Zawsze trzeba coś włożyć, żeby później móc wyjąć. My na ten przykład wkładamy swoją pracę, czyli inwestujemy (jak to ostatnio pastor mawia), nasz cenny czas i rewolwery, żeby zdobyć różne towary i kasę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Taki już sobie wybraliśmy zawód, ścieżkę życia czy jak tam ktoś to nazwie. Popularnie nazywają nas w różnych miejscach 'bandytami'. Niesprawiedliwe, ale cóż zrobić: przecież gdyby nie my, nie byłoby wielu miejsc pracy - takich szeryfów na przykład.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tutaj, z opowieści naszych delegatów, &amp;nbsp;wygląda na to, że za darmo coś jest rozdawane. Jak to działa? Podobno bardzo prosto. Wszystkie miasta zrzeszone w tym jakimś organizmie, nazywanym 'Państwem', wpłacają do wspólnej kasy pieniądze. A potem to 'Państwo' rozdziela te pieniądze najbardziej potrzebującym, z tych samych miast, które wpłacały.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Część z pieniędzy zostaje w głównym mieście, które nazwali stolicą, po to, żeby zapewnić tam miejsca do spania i tak zwanej 'pracy', wydelegowanym ludziom ze stowarzyszonych miast. Czyli kasa zostaje na hotele i domy publiczne, bo co oni tam niby mają robić? No, ewentualnie na jakieś biuro, żeby się mieli gdzie spotykać, jak już się w saloonach zmęczą. Tak jakby biuro szeryfa nie wystarczyło. Ale tutaj wytłumaczenie było, że musi być lepiej niż w innych tego typu 'Państwach'. Niby po co?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak dla nas, to wygląda na to, że sobie wymyślili prosty sposób na okradanie banków, bez udziału broni. Chociaż to też nie do końca: bo jak któreś miasto nie wpłaci, to do niego wojsko wyślą po te datki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tu nam się zaczął cały pomysł podobać. Zdecydowaliśmy, że będziemy wpłacać, a potem - zgodnie z nowymi pomysłami, zaczniemy kasę wyciągać na tak zwany 'rozwój lokalnej społeczności', czyli - w naszym przypadku, na to, co będziemy chcieli mieć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponieważ istnieje ryzyko, że nie dostaniemy wszystkich pieniędzy, które wpłacimy, nasz delegat będzie stale pilnować, do kogo jedzie kasa i po drodze ta kasa będzie trafiać do nas, dzięki pracy naszej pozostałej części delegacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A czasem, dla zabicia nudy, nie zapłacimy i poczekamy na wojsko, to w sklepach znowu materiał będzie a i zabawa przednia się szykuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co do delegacji, to nie cała wróciła. Konkretnie to nie wrócił szeryf z jednym zastępcą, czyli Weronika z Gahem. Jak Geens mówi, planowali sprawdzenie, dokąd sięga ten tunel Borsuka, bo już legendy chodzą po Zachodzie, że jakieś niekończące się jaskinie z duchami od oceanu przez cały Wschód i Zachód się ciągną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeżeli oni mają zamiar całe te jaskinie zwiedzić, czyli przejść przez cały tunel, to prawdopodobnie z dziewięć miesięcy im to zajmie. Ale przekonamy się, bo przecież to szmat czasu, a Weronika raz na tydzień zwykle zagląda do sąsiednich miast na zakupy. Nie wyobrażamy sobie też Gaha, żeby aż tak długo nie był w saloonie, to do niego kompletnie niepodobne. Podejrzewamy, że jednak jakiś inny pomysł za tym zniknięciem się kryje, ciekawi&amp;nbsp;jesteśmy&amp;nbsp;tylko, jaki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Unkass po biesiadzie u Onufrego stwierdził, że może na pustynię pojechali, bo tam podobno jakieś bogate miasto jest, gdzie dodatkowo cała masa kościołów stoi. Tutaj pastor się zaciekawił i rozmarzył, że jednak gdzieś można, a gdyby tak u nas zamiast jednego kościoła, postawić jeszcze ze dwa chociaż, to datków w niedzielę byłoby więcej i pastor wreszcie mógłby sobie zmienić konia na lepszego, większego i szybszego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekawe w każdym razie, gdzie ich pognało.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2606491076929490737-5157959215173938974?l=apophiss.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apophiss.blogspot.com/feeds/5157959215173938974/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2010/02/panstwo.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/5157959215173938974'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/5157959215173938974'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2010/02/panstwo.html' title='&apos;Państwo&apos;'/><author><name>Apophis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08497767129635473616</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/_1NnYA3PcCpA/Sz0UYPNiqsI/AAAAAAAAABA/JzkS6HhYWtM/S220/apophis2.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2606491076929490737.post-7428185382736332834</id><published>2010-02-22T03:22:00.000-08:00</published><updated>2010-02-22T03:22:00.787-08:00</updated><title type='text'>Szeryf</title><content type='html'>Okazało się, że jednak szeryfa musimy w mieście mieć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakoś tak wyszło w momencie, kiedy przyjechała do nas delegacja ze Wschodu. Skład mieli ciekawy, czterech rewolwerowców w obstawie, dwóch grubszych w cylindrach i jeden chudy z notatnikiem.&lt;br /&gt;Weszli do saloonu, jakby u siebie byli, trzaskając drzwiami (nieźle, w końcu mamy obrotowe) i zwalili się przy dwóch stolikach w samym środku. Mnie, Unkassa i Nickta wtedy nie było w mieście, bo razem z Borsukiem sprawdzaliśmy ten jego tunel. Trzeba przyznać, że facet ma rozmach - byliśmy przekonani, że w tunelu na czworakach trzeba będzie łazić, a tu niespodzianka: spokojnie można chodzić, tunel oświetlony - niesamowite. Borsuk po pewnym czasie, jak nam już ten zachwyt wyraźnie zakwitł na twarzach, wyjaśnił, że na początku kopał sam, ale po przekopaniu się obok Rio, trochę mu się samotność znudziła, a że nie chciało mu się wracać do nas, delikatnie zaprosił do współpracy ludzi z Rio.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tunel jest niezły, nie bardzo wiemy, dokąd prowadzi, oprócz tego, że wyjście jest nad morzem chyba, albo jakimś olbrzymim jeziorem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W każdym razie po powrocie do miasta, zastaliśmy nasz stolik bezczelnie zajęty przez tę delegację.&lt;br /&gt;Po krótkiej rozmowie, do której przyłączył się Gah (ćwiczący nowe formy konwersacji za pomocą nowiutkiego tomahawka) i Onufry (którego nowa nalewka spokojnie przeżera nawet metal), a Geens przy okazji wypróbował swoje nowe cygara (trochę za dużo dynamitu tam powkładał, grabarz musiał jednego zdrapać z sufitu), odzyskaliśmy stolik a delegacja zaczęła się zachowywać jakby kulturalniej (przynajmniej tych dwóch, których z ciekawości zostawiliśmy na razie przy życiu).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Opowiadali nam grzecznie, że zapraszają nas do uczestnictwa w czymś, co nazywają 'Państwem'.&lt;br /&gt;Nam akurat do takich rzeczy się nie śpieszy, nie po to tu przyjechaliśmy, ale posłuchać można.&lt;br /&gt;Jak już poopowiadali, wyszło na to, że z tego uczestnictwa możemy jakieś środki finansowe, jak to mówili, na rozwój miasta, otrzymać. Rozwój - czyli nowe domy, nowe ulice, nowe szubienice. Warunkiem jest jednak wysłanie swojego delegata na jakiś tam zjazd, a delegatem może być jedynie szeryf. Dali nam jakieś formularze do wypełnienia i chcieli sobie pojechać, więc spokojnie im wytłumaczyliśmy, że pojechać to pojadą, ale niedaleko, bo u Jonesa na farmie nie ma komu pracować. Może im kiedyś pozwolimy na Wschód wrócić, ale powolutku, sporo roboty jest do zrobienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W każdym razie, trzeba było wybrać szeryfa i wysłać go po pieniądze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po pieniądze to kilka osób nawet chciało jechać,&amp;nbsp; więc wyznaczyliśmy szeryfa i pięciu zastępców - może dadzą radę więcej przywieźć? a nawet, jeżeli im więcej nie dadzą, zawsze będą mogli sprawdzić, które miasta dostały i dadzą nam znać, a wtedy my się tam już przejedziemy i pobierzemy dotacje, bo ostatnio jeździć nam się nie chce po okolicy, odkąd banki świecą pustkami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla zabawy pojedzie z nimi Geens, trochę się przy okazji rozerwie. No, może nie 'się', ale zawsze rozrywka jakaś będzie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2606491076929490737-7428185382736332834?l=apophiss.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apophiss.blogspot.com/feeds/7428185382736332834/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2010/02/szeryf.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/7428185382736332834'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/7428185382736332834'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2010/02/szeryf.html' title='Szeryf'/><author><name>Apophis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08497767129635473616</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/_1NnYA3PcCpA/Sz0UYPNiqsI/AAAAAAAAABA/JzkS6HhYWtM/S220/apophis2.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2606491076929490737.post-6786416012716980093</id><published>2010-02-17T01:46:00.000-08:00</published><updated>2010-02-17T01:46:03.188-08:00</updated><title type='text'>Jednoręki</title><content type='html'>Wrócił Nickt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wrócił, ale nie sam - przyjechał z nim Joe "Tasak" Jednoręki, czyli gość, który zapracował sobie na - według nas - świetną reputację, przedzierając się do naszego miasta przez cały ten rozległy kraj.&lt;br /&gt;Trzeba powiedzieć, że ma facet wyobraźnię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oprócz zwykłych napadów na banki, dyliżanse pocztowe i co bogatszych obywateli tego i sąsiedniego kraju, w pewnym momencie, jak opowiadał, znudził się takim trybem życia i postanowił wprowadzić pewne modyfikacje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W niektórych miastach, odwiedzanych przez siebie od czasu do czasu, w saloonie czekała na niego zwykle paczka z pieniędzmi, w tak zwanym podarunku od mieszkańców, w podziękowaniu za ochronę. Czyli, dziękowali mu za przybycie i cieszyli się, że jedynie paczkę zabierze. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Paczka powinna była na niego czekać w saloonie, ale - jak mówi, kilka razy musiał niestety zabrać się do roboty, bo to albo saloon zamknięty, albo paczka była jeszcze u szeryfa, a szeryf spał i tak dalej.&lt;br /&gt;W takich przypadkach, chciał nie chciał, musiał się trochę pomęczyć i samemu zebrać datki.&lt;br /&gt;Aby tego uniknąć, postanowił w pewnym sensie ułatwić mieszkańcom życie, a sobie zaoszczędzić wysiłku.&lt;br /&gt;Wymyślił, że w każdym mieście, obok saloonu, postawi taką małą budkę, podobną do dużej skrzynki pocztowej, z otworem u góry - żeby można było tam wrzucić paczkę, a z lewarem z boku, żeby po jego opuszczeniu i przekręceniu kluczyka z boku skrzynki, paczka sama wypadała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomysł się przyjął i w wielu miastach stanęły takie skrzynki - wyglądające dokładnie tak samo, po pewnym czasie pokrywane przez miejscowych artystów różnymi rysunkami. Ponieważ Joe "Tasak" Jednoręki lubił owoce (te do jedzenia i owoce pracy innych), zażądał, aby na skrzynkach były malowane wyłącznie owoce, typu jabłka, wisienki, gruszki i banany i takie tam jeszcze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystkie te skrzynki po pewnym czasie zyskały sobie jedną, wspólną nazwę - "Jednoręki". To, co prawda, nie jest pełna nazwa, bo Joe nie za bardzo lubi jej drugi człon - "Bandyta", ponieważ traktuje siebie jak biznesmana, ale już tak chyba zostanie: "Jednoręki bandyta". I wiadomo od razu, o co i o kogo chodzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A skąd Joe ma przydomek "Tasak - Jednoręki"? to w miarę proste. Zdarzył mu się nieszczęśliwy wypadek, kiedy prowadził - jak sam o tym mówi - delikatne rozmowy handlowe z opornym klientem, który nie chciał złożyć zamówienia na usługi Joe. Klient w końcu zamówienie złożył, ale w międzyczasie Joe pomógł mu pozbyć się prawej ręki a sam pozbył się lewej, nie zauważywszy, że podtrzymuje prawą rękę klienta swoją własną - a cios ma mocny, więc obie poszły za jednym ciachnięciem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapytaliśmy Nickta, gdzie jest kasa z naszego banku. No i mamy problem: odpowiedział, że nie wie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szukamy dalej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2606491076929490737-6786416012716980093?l=apophiss.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apophiss.blogspot.com/feeds/6786416012716980093/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2010/02/jednoreki.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/6786416012716980093'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/6786416012716980093'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2010/02/jednoreki.html' title='Jednoręki'/><author><name>Apophis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08497767129635473616</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/_1NnYA3PcCpA/Sz0UYPNiqsI/AAAAAAAAABA/JzkS6HhYWtM/S220/apophis2.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2606491076929490737.post-8280374149550872239</id><published>2010-02-16T03:27:00.000-08:00</published><updated>2010-02-16T03:31:06.981-08:00</updated><title type='text'>Napad na bank</title><content type='html'>No i znowu się porobiło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miał być spokój przez pewien czas, sam pastor nas o to prosił i zgodziliśmy się. Ale kto mógł przewidzieć, że zajdą takie zmiany.&lt;br /&gt;Niby prosta sprawa - jest w naszym mieście Bank - już pisałem, że wpłacamy nadwyżki, bo nie ma tego gdzie trzymać. Bank od dawna jest w zasadzie pełen, nawet kupiliśmy kilka innych w innych miastach, daleko od nas, oczywiście, żeby swoich pieniędzy zbyt często nie pobierać nieoficjalnie. Na nasze miasto nikt nie napada, kto by śmiał zresztą zabierać nam naszą pracę. Co może w związku z tym być łatwiejszego i przyjemniejszego niż prowadzenie banku w naszym mieście?&amp;nbsp; Okazało się jednak, że to nadmiar wygody może doprowadzić do kłopotów.&lt;br /&gt;Po długim czasie spokoju, bankier pojawił się w saloonie i zaczął najpierw pić, potem narzekać i potem znowu pić. Udało nam się zrozumieć, że on, bankier z dziada pradziada (bardziej chyba z dziada, bo i wygląd pasuje do określenia), wstydzi się na spotkaniach rodzinnych. Każdy tam się licytuje z pozostałymi, ile to razy jego bank był napadany i jakie olbrzymie sumy ginęły. Oczywiście nie brak też historii o bohaterskich pracownikach, którzy z narażeniem życia bronili pieniędzy klientów. W to to już nikt u nas nie wierzy, bo kiedy my się w jakimś banku pokazujemy, to w zasadzie mają już dla nas gotowe torby z pieniędzmi, żeby nam ułatwić pracę i przyśpieszyć odjazd z miasta. Ale może on taką dziwną rodzinę ma, która pracuje w dziwnych miejscach?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W każdym razie nasz bankier ze łzami w oczach opowiadał, jak to on się wstydzi bo sobie go rodzina palcami wytyka, że to niemożliwe, żeby bank prowadził, bo jak nikt nie napada, to to może być najwyżej Pasterska Kasa Oszczędności, zwykle pusta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poczekaliśmy, aż Włochaty z Borsukiem, który przerwę sobie zrobił przy kopaniu tunelu (a dokopał się już daleko za Rio) odniosą bankiera do domu i zaczęliśmy się zastanawiać. W sumie, to nasz człowiek jest i nie do pomyślenia w zasadzie, żeby dawać się komuś tam naśmiewać z niego i naszego miasta. Ponieważ to niby jego rodzina się nabijała z niego, tym razem my ich nie nabijemy na nic, ale trzeba coś zrobić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Onufry wpadł po pewnym czasie na ciekawy pomysł, żeby po prostu na nasz bank napaść.&lt;br /&gt;Wiele sensu w tym to nie było, bo jak to tak, na własne pieniądze napadać. Ale czego się nie robi dla przyjaciół!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następnej nocy Pogi, Weronika i Gah przebrali się za obcych i wjechali do miasta z Hałasem (Hałas był jeszcze niepodkuty zresztą), wynajęli pokój w hotelu i poszli spać, a nad ranem mieli napaść na bank, co spowodowałoby przyrost dumy u naszego bankiera. Wytypowaliśmy nawet ofiarę napadu, na ochotnika zresztą, bo akurat był przejazdem krewny brata siostrzeńca szeryfa z Rio, przywieziony gościnnie przez Geensa, w ramach ćwiczenia kobyły do noszenia ciężarów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ofiara już smacznie spała w banku, przygotowana przez nas wcześniej za pomocą dość dużej porcji whiskey, kiedy do miasta przyjechał Unkass a niedługo po nim Nickt.&lt;br /&gt;Zdążyliśmy im powiedzieć, co wisi w powietrzu, kiedy usłyszeliśmy strzały z okolic banku.&lt;br /&gt;Siedzieliśmy sobie spokojnie, licząc, że niedługo nasza trójka przyjdzie i opowie jak było, ale zamiast nich do saloonu wpadł jeden z naszych nowych miejskich osadników, Groth'un.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i szlag, od razu było widać, że coś źle poszło, bo za bardzo był zadowolony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Radośnie kazał Onufremu po butelczynie dać każdemu i szczęśliwy cały opowiedział, jak to zauważył, że ktoś bezczelnie włamuje się do banku, więc wywalił do niego oba magazynki swojego Colta.&lt;br /&gt;Długo nie musieliśmy czekać na odpowiedź, do kogo te magazynki wywalił.&lt;br /&gt;W saloonie pojawił się wściekły Pogi z Weroniką, szukając kogoś najwyraźniej. Już mało brakowało, żeby i oni powitali Groth'una ze swojej broni, kiedy wpadł rozradowany bankier i wykrzyczał, że był napad na bank, nawet jest ofiara!&lt;br /&gt;Trochę nas zmroziło, ale okazało się, że to nie Gah - Gah popędził do szamana Fejruna (na piechotę popędził, bo konno coś nie mógł jechać), żeby mu wyleczył siedzenie, więc to przejezdny oberwał. Myśleliśmy przez chwilę, że od Groth'una, ale okazało się, że od bankiera, łopatą, po czym udało mu się uciec, prawdopodobnie dzięki zastosowaniu biegu zygzakiem (jednak ta whiskey życie ratuje), więc ani bankier, ani Groth'un do niego nie trafili.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Coż, gdyby nie to że bankier taki szczęśliwy, marnie by się poranek skończył.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekawostką pozostaje tylko taki drobiazg, gdzie podziały się pieniądze z banku, oraz Nickt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poczekamy, zobaczymy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2606491076929490737-8280374149550872239?l=apophiss.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apophiss.blogspot.com/feeds/8280374149550872239/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2010/02/napad-na-bank.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/8280374149550872239'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/8280374149550872239'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2010/02/napad-na-bank.html' title='Napad na bank'/><author><name>Apophis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08497767129635473616</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/_1NnYA3PcCpA/Sz0UYPNiqsI/AAAAAAAAABA/JzkS6HhYWtM/S220/apophis2.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2606491076929490737.post-5442791476217691810</id><published>2010-02-12T03:45:00.000-08:00</published><updated>2010-02-12T03:45:27.253-08:00</updated><title type='text'>Ręka</title><content type='html'>Huh, wreszcie mogę pisać. Ręka się już ponownie do pióra przyzwyczaiła, chociaż uchwyt jeszcze nie jest całkiem mocny. Ale co się dziwić. Na własną prośbę sobie zafundowałem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A zaczęło się całkowicie niewinnie.&lt;br /&gt;Unkass jak zwykle niezwykle spokojnie zadowolony z siebie, przyjechał razem z Gahem z odwiedzin w Rio. Czego oni tym razem nie przywieźli.. tak łatwiej opisać, bo po zdjęciu skrzyń z wozów i ich rozpakowaniu, w którym uczestniczyło całe miasto, doszliśmy do wniosku, że tam już tylko puste domy zostały, o sklepach nie wspominając. Taki świąteczny szał zakupowy, jak mówi żona farmera Jonesa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakie Święta, ktoś może zapytać. Ano nijakie, zawsze jest u nas w mieście święto, jak ktoś zakupy zrobi. Specjalny wysłannik z tego Nowego Jorka czy jakoś tak, powiedział, że niechcący, niejako nieświadomie, przyczyniamy się do rozwoju infrastruktury w okolicy. Jak już mu opuchlizna zeszła, to wytłumaczył (trzymaliśmy już Onufrego, żeby wysłannik mógł się wytłumaczyć), że chodziło mu o prosty fakt - my robimy kompleksowe zakupy w Rio, w następstwie czego, do Rio zjeżdżają się wszelkiej maści handlarze z całego Dzikiego Zachodu, a od czasu do czasu i spece od budowy domów. Raczej odbudowy, poprawiliśmy go szybko. W każdym razie, okoliczna i nieco dalsza produkcja rośnie, konsumowana w Rio.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No za tę konsumpcję i kompleksowe zakupy to już oberwał, bo u nas w mieście to raczej nikt kompleksów nie ma, a o konsumpcji to pastor mawia, że należy ją ograniczać do prokreacji małżeńskiej. Pastorowi już tę prokreację wybaczymy, bo cokolwiek to oznacza, Pastor jest nasz i czasem nam może przygadać. Ale nie, żeby sobie obcy pozwalał!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak sobie w każdym razie na wesoło dzieliliśmy prezenty, kiedy na zadyszanym koniu wjechał spocony szaman Fejrun i, tuż po łyknięciu na uspokojenie, ostrzegł nas, że na pomoc do Rio jedzie duży oddział jakiegoś wojska. Nie mógł powiedzieć, jakiego, bo od ziółek lekko mu rozpoznawanie znaków dymnych ciężko ostatnio idzie, w każdym razie dał radę odczytać, że dużo ich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zmartwienia raczej nie było, bo nie pierwszyzna to dla nas, zaczęliśmy się więc zastanawiać, jak ich przyjąć.&lt;br /&gt;Poprzednio sprawę załatwił Indianin Joe, w zasadzie sam, to teraz, pomimo tego, że się wyrywał, zarządziliśmy losowanie, żeby sprawiedliwie było.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Losowania to moja specjalność, a że się trochę nudziłem, to postanowiłem się rozerwać i wylosowałem siebie. Nie dałem rady już przegłosować, żebym sam pojechał, bo chętnych było zbyt wielu i doszło do gorącej dyskusji. Jak to u nas zwykle bywa w takich przypadkach, dyskusja trwała dwa dni i przez ten czas weterynarz miał masę roboty. Tylko grabarz jakiś smutny chodził, że dyskusja dyskusją, a on żadnej roboty nie dostał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W każdym razie, właśnie podczas tej dyskusji złamałem sobie rękę. Nie pamiętam w zasadzie, o kogo, ale Geens opowiedział mi później, że w Saloonie przez pomyłkę zacząłem książkami rzucać, a że lekkie były, to zamachnąłem się całą półką. No i wtedy runął na mnie regał z książkami, przytrzasnął mi prawą rękę i kiedy szarpnąłem lewą ręką, chcąc tę prawą wyciągnąć, to na lewą poleciał mi księgozbiór Włochatego, zahaczył o pianolę, to się przesunęła, uderzyła w regał, który uwolnił moją prawą rękę i byłoby OK, gdybym zdążył spod pianoli wyciągnąć lewą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z zasady prawą nie piszę, żeby sobie nie popsuć precyzyjnego chwytu za rewolwer, więc z pisania były nici.&lt;br /&gt;Nie zrezygnowałem z przywitania wojska i nawet trochę było zabawy, kiedy we trzech na nich wyskoczyliśmy w nocy z lasu, przebrani za Indiańskie demony. Tak jak spali, w tych białych galotach, tak się zerwali i próbowali uciekać. Trochę im te galoty po chwili przeszkadzać zaczęły, bo ciężaru nabrały, a w wilgotnych ciuchach kiepsko się biega, a do tego ślisko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W rezultacie stadnina nam się znacznie powiększyła, zapas broni to mamy na małą wojenkę, a krawiec jest przeszczęśliwy, bo już dawno tyle materiału nie miał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No to na razie, idę do saloonu, bo nowa Whiskey przyjechała, to trzeba ją godnie powitać.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2606491076929490737-5442791476217691810?l=apophiss.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apophiss.blogspot.com/feeds/5442791476217691810/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2010/02/reka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/5442791476217691810'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/5442791476217691810'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2010/02/reka.html' title='Ręka'/><author><name>Apophis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08497767129635473616</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/_1NnYA3PcCpA/Sz0UYPNiqsI/AAAAAAAAABA/JzkS6HhYWtM/S220/apophis2.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2606491076929490737.post-5847146491403263172</id><published>2010-01-10T23:51:00.000-08:00</published><updated>2010-01-10T23:56:02.287-08:00</updated><title type='text'>Koniec celebrowania?</title><content type='html'>Chyba skończyliśmy świętować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewien nie jestem, bo to już u nas tak jest - coś się wydaje zakończone, a w rzeczywistości nawet się nie rozpoczęło. Wiem, o czym mówię, doświadczenia mamy przebogate. Wystarczy wspomnieć o moście nad rzeką, o którym powiedzieliśmy tym nowym od dyliżansów i zaznaczyliśmy na ich mapie. Dosyć długo ich później wyciągaliśmy z rzeki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W każdym razie nowy rok przyszedł i już jest. A impreza była nawet spokojna. Jedynie w Rio mieli trochę problemów z ogniami sztucznymi, bo się okazały całkowicie prawdziwe i lekko im architekturę zmieniły.&lt;br /&gt;Ale to już niech do Geensa przychodzą z pretensjami, od niego kupowali.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Orkiestra była, tak jak Czarnulka zapowiadała. Gdyby nie to, że standardowo rytm do tańca wystukiwaliśmy o podłogę, a Nickt na czyimś grzebieniu grał, to z muzyką było krucho. Co prawda, zarzekali się potem, że grali, ale najgłośniej to jednemu z nich w płucach grało. Teraz mają czas na przemyślenia, żeby w przyszłym roku jednak nie udawać, a zagrać i jaki repertuar będą mieć. Mają czas do wiosny, bo wtedy niedźwiedź z jaskinii wyjdzie, więc będą mogli powoli porozbierać ścianę z kamieni i też wyjść.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zastanawiamy się, skąd u nas na dachu saloonu taka ciekawa dekoracja się wzięła?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wygląda trochę, jakby stado ptaków swoje pióra zostawiło, a samo poleciało dalej. A może to&amp;nbsp;Indianie, których teraz Fejrun szuka, odlecieli do jakiegoś cieplejszego miejsca i wrócą na wiosnę? W każdym razie dach saloonu wygląda teraz tak, jak czapka Borsuka. Prawdę mówiąc, nam się wydawało, że też polecimy, po tym, co Onufry w saloonie przygotował. Pierwszy łyk był znośny, albo inaczej mówiąc - znieczulający.&lt;br /&gt;Jak już można było oddychać, to strasznie się chciało pić. Onufry na to był przygotowany i dawał wodę. Potem z niego wyciągnęliśmy, że nie chciało mu się mieszać składników, więc w jednej beczce miał wodę, a w drugiej to, co powinien wcześniej z nią zmieszać - a to się samo mieszało, jak mówił. Fakt, wymieszało się, ale najpierw zdrowo paliło. Pogi do dzisiaj mało mówi i jakoś tak ostrożnie chodzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Interesująco przemawiał pastor, trzeba dodać. Nie mam pojęcia, czy on taki przygotowany już był, czy ten napój Onufrego tak podziałał, ale mówił krótko, szybko i zaciekawił nas mocno. Otóż złożył nam życzenia, a my jemu i to od razu, żeby nie zapomnieć, a potem powiedział, że jest nas w mieście coraz więcej, ale nie widać, żeby jakaś taka większa więź się tutaj pojawiła i będziemy musieli skoncentrować się na budowaniu społeczności. Powiedział, nie wytłumaczył i pobiegł za saloon. Jak już wrócił, nie mieliśmy serca go pytać, o co mu chodziło z tym budowaniem, bo strasznie blado wyglądał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A właśnie, jak już przy budowaniu jesteśmy - Borsuk przed celebrowaniem nowego roku poszedł kopać przy strumieniu. Wasai z nim wcześniej rozmawiał, znając jego talent do budowania, żeby nam mały mostek nad strumieniem zrobił, to będzie wygodniej na bagna suchą nogą przejść. Chyba coś&amp;nbsp;niewyraźnie&amp;nbsp;mu powiedział, bo będziemy mieć pierwszy na Dzikim Zachodzie mostek podwodny, z tego, jak to teraz wygląda. Jeżeli mielibyśmy zaufać przerażonym kretom, uciekającym z lasu, Borsuk nawet w miarę prosto kopie. W każdym razie mały tunel pod strumieniem już jest.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym roku nikt nikogo nie postrzelił w czasie całej imprezy! I to jest coś takiego, o czym powinny pisać wszystkie gazety na Dzikim Zachodzie! Tutaj trzeba pochwalić Unkassa i Indianina Joe, którzy wszystkim gościom rewolwery pozabierali, zaraz po pierwszym łyku napoju Onufrego. Pakowali to wszystko do worków i dali Gahowi, który pognał gdzieś i po kilku godzinach wrócił zadowolony jakiś, ale już bez nich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobno to dlatego okoliczni farmerzy tyle jedzenia przywieźli, bo im obiecał, że nie będzie strzelanin, jak od niego kupią tę broń. Kupili i dostarczyli nam sporo żarcia i radości, bo strzelać to może nie będziemy tak od razu, ale od czego siekierki są? &amp;nbsp;A poza tym, swoje i tak schowaliśmy u farmera Jonesa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szukamy teraz Bubaro, któremu po północy zrobiło się gorąco i przyszło mu do głowy, żeby namówić Indian na taniec sprowadzający deszcz. Jak&amp;nbsp;się&amp;nbsp;okazało, Indianie potrafią być efektywni! Może i wszystko by było w porządku, ale po napoju od Onufrego coś im się pomyliło i zamiast deszczu, zaczął&amp;nbsp;padać&amp;nbsp;śnieg. I to jak!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rano się zorientowaliśmy, że te&amp;nbsp;śmieszne&amp;nbsp;bałwany w kapeluszach, które ktoś przed saloonem postawił, to nie bałwanki. Paru gości z okolicznych farm zasypało i tak sobie stali, czekając na odwilż. Szczególnie jeden taki nam w pamięci utkwił, farmer Lootyash, który tak się&amp;nbsp;świetnie&amp;nbsp;zakonserwował z fajką w zębach, że kiedy Dziadzio Vincent chciał tę fajkę wyjąć, to razem ze wszystkim zębami Lootyash'a przyczepionymi dookoła ustnika wyskoczyła. Czyli że Lootyash to już dołączy do specjalnej imprezy u grabarza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobno lekko drętwa jest, no ale co się dziwić, przecież wiemy, kogo zaprosił.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2606491076929490737-5847146491403263172?l=apophiss.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apophiss.blogspot.com/feeds/5847146491403263172/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2010/01/koniec-celebrowania.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/5847146491403263172'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/5847146491403263172'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2010/01/koniec-celebrowania.html' title='Koniec celebrowania?'/><author><name>Apophis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08497767129635473616</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/_1NnYA3PcCpA/Sz0UYPNiqsI/AAAAAAAAABA/JzkS6HhYWtM/S220/apophis2.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2606491076929490737.post-5668837039528315548</id><published>2009-12-30T05:00:00.001-08:00</published><updated>2009-12-30T05:00:14.945-08:00</updated><title type='text'>Przygotowania</title><content type='html'>Przygotowania do świętowania idą pełną parą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo dokładnie zresztą pełną parą, bo w tym roku wytypowaliśmy dwie osoby do zorganizowania w mieście jakichś ciekawych wydarzeń z okazji nadchodzącego Nowego Roku. Konkretnie, to na ochotnika się zgłosili, tuż po wybraniu ich w głosowaniu na terenie saloonu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trochę nie było wyboru, tak prawdę mówiąc. Po prostu my już zaczęliśmy świętować kilka dni temu, więc nie ma mowy o tym, żeby jakiekolwiek prace nam dać do wykonania, ponieważ, jak to ostatnio powiedział pastor, szukając kościoła: „ tu gdzieś powinien być, ale nie mogę skojarzyć, w którym kierunku mam spróbować pójść, więc zostanę”, a on i tak jeszcze najlepiej z nas widzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pogi z Czarnulką wrócili z jakiejś wyprawy, na którą pojechali jakiś czas temu, nic nikomu nie mówiąc. Najbardziej zdumiony to był farmer Jones, bo razem z nimi pojechała jego żona i też mu niczego o tym nie powiedziała. Sądzimy, że może się jeszcze bardziej zdziwić, bo z tego, co powiedział Pogi, żona Jonesa uczyła się strzelać i rzucać toporkiem. Przy okazji się wyjaśniło, dlaczego tak wywiało ludzi z Rio. Tam ćwiczyła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Będziemy mieć podobno zabawę z orkiestrą. Ciekawi jesteśmy, co będą grać, bo coś Czarnulka mówiła że to kapela z jakiegoś statku jest, który zatonął. Skąd oni ich ściągnęli? Jest takie przekonanie, że jak kapela gra na statku a statek tonie, to oni do końca grają. A tu się okazuje, że kapela się pierwsza zwinęła, załadowali się na szalupy i jako jedyni przeżyli. Czyli opłaca się być muzykiem, jednak, bo blisko do szalup sadzają, widocznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powinno być wesoło, jeżeli chociaż trochę będzie podobnie do zeszłego roku. Wtedy sobie zrobiliśmy ładne ognisko z tańcami po północy, z daleka już było widać, jak się Rio pali. Tańczyli głównie ci z Rio, dookoła ognia, my tam do tańca nie jesteśmy tak bardzo pozytywnie nastrojeni. Generalnie, to po prostu nie tańczymy, bo nam szkoda energii. Lepiej ją na coś bardziej pożytecznego wykorzystać, bo w całej okolicy nikt nie pilnuje banków ani poczty. Z tą pocztą w Rio to zresztą był ładny numer. Podzieliliśmy się na kilka grup i Wasai z Gahem pojechali do banku, Unkass z Silverem do szeryfa, bo miał podobno coś ciekawego zarekwirowanego, a Włochaty z Indianinem Joe śmignęli na pocztę. Co potem śmiechu było!  Zaczęliśmy pod wieczór dzielić fanty, otwieramy te worki, które z poczty przytargali a tam same listy i jakieś rachunki! Listy przeczytał jakoś Włochaty, zajęło mu to co prawda z dwa tygodnie, a rachunki do zapłacenia daliśmy do sąsiadów. A co, niech każdy coś ma i poużywa sobie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Weronika wymyśliła, żeby tym razem – oprócz mieszkańców sąsiednich miast, którzy obowiązkowo będą u nas na Sylwestra, zaprosić okoliczne plemiona Indian. Niech też zobaczą, jak blade twarze się bawią i że jednak możliwe jest osiągnięcie bielszego odcienia bladości. Specyficznie osiągalne jest podczas naszej tradycyjnej zabawy, nazywanej popularnie „Mieszanka Onufrego”. Zabawa jest w gruncie rzeczy prosta. Onufry szykuje jakiś ciekawy napój, ale musi uważać, żeby wiader nie przepalił, zanim zabawa się nie zacznie. Na wszelki wypadek, ściągnęliśmy specjalnie dla niego wielkie kubły z porcelany. Jak już napój jest gotowy, wybieramy któregoś z gości (zwykle pada na kogoś Rio, sami się nie będziemy truć) i pomagamy mu wypić taki kubeł napoju. Zabawa połączona jest z obstawianiem, kiedy zblednie najbardziej i kto przeżyje. Zwycięzca zgarnia niezłą pulę, fundowaną przez bank w Rio, a przywożoną zwykle przez bankiera, dla ułatwienia i oszczędzenia budynku – bo w zeszłym roku nagrodę odbieraliśmy sami i trzeba było bank otworzyć. Zamknąć się już nie dało, ponieważ jedynie zamknięte drzwi, całe i nienaruszone zostały.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Razem z Indianami przyjedzie oczywiście jedyny biały szaman Fejrun, który ma nowe hobby. Otóż zwiedza okolicę i oferuje za niewielkie pieniądze, taniec sprowadzający opady. W zasadzie, to ten taniec zapobiega takim opadom. Wszyscy mu chętnie płacą, po tym, jak usłyszeli, że w jednym mieście nie zapłacili i jak to Fejrun zorganizował im opady, w których wzięli udział chyba wszyscy Indianie z połowy Dzikiego Zachodu. Fejrun już nie musi wyjaśniać, co opada i dlaczego akurat jest to ucinane tomahawkiem. Już wszyscy wiedzą. Czyli Fejrun zajęcie szlachetne sobie zorganizował, a przy okazji plemiona się nie nudzą. Tylko do nas nie przyjeżdżają z taką propozycją, co jest raczej oczywiste. W końcu Indianie też nas znają i pamiętają, jak to kiedyś do nas wysłali zwiadowców, a tu akurat byliśmy po lekturze o tym gościu z dalekiego bardzo kraju, którego rozrywką było obserwowanie, jak ludzie rosną na okolicznych drzewach. Z tamtych czasów pochodzi powiedzenie, że taki jeden z drugim to mocno nadziani goście. No i akurat po tym, jak nam tę historię przeczytał pastor, przyjechali ci zwiadowcy i oferowali taniec Fejruna. Odesłaliśmy ich na jabłonkach, które zasadził Jones, ale jakoś bardzo nie wyrosły, za to świetnie się je dało zaostrzyć na czubkach.  W rezultacie odesłali nawet jabłonki, żebyśmy się nie musieli fatygować po odbiór tego, co nasze. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Idę do saloonu, podobno Borsuk się do czegoś dokopał niedaleko strumienia. Ciekawe, może znalazł nauczyciela? On lubił się zakopywać w książkach co prawda, ale może akurat nad rzeczką czytał?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2606491076929490737-5668837039528315548?l=apophiss.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apophiss.blogspot.com/feeds/5668837039528315548/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/12/przygotowania.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/5668837039528315548'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/5668837039528315548'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/12/przygotowania.html' title='Przygotowania'/><author><name>Apophis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08497767129635473616</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/_1NnYA3PcCpA/Sz0UYPNiqsI/AAAAAAAAABA/JzkS6HhYWtM/S220/apophis2.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2606491076929490737.post-5495546855508108992</id><published>2009-12-26T14:12:00.001-08:00</published><updated>2009-12-26T14:22:14.322-08:00</updated><title type='text'>Tradycja to tradycja</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Calibri; font-size: 11.0pt; margin: 0in;"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: medium;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif;"&gt;Święta bardzo świątecznie przeszły.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: medium;"&gt;&lt;span style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: medium;"&gt;&lt;span style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif;"&gt;Mieliśmy bardzo spokojne dni,&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: medium;"&gt;&lt;span style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: medium;"&gt;&lt;span style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif;"&gt;w zasadzie. Choinka była przygotowana zgodnie z instrukcjami otrzymanymi od pastora, prawie. Piszę - prawie, bo przecież pewne elementy były nasze, własne.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;W końcu pastor mówił, że zawsze trzeba coś swojego wnieść do atmosfery&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;świąt.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;To i wnieśliśmy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Na początek Geens z Unkassem i Nicktem pozawieszali ozdoby. W ramach ozdób załapał się Dziadzio Vincent, do pewnego momentu nawet bardzo z tego tytułu zadowolony.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;Oczywiście, była i gwiazda na samym szczycie choinki, a na gałęziach zawisło pełno bombek, różne świecidełka zebrane w okolicy i sporo dekoracji przygotowanych samodzielnie przez Geensa.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Najzabawniej było z wieszaniem łańcuchów. W pewnym momencie okazało się, że na tym łańcuchu, który ciągnął się od choinki do biura szeryfa, ktoś jeszcze wisi. Trochę się zdziwiliśmy, bo już musiał dosyć długo wisieć i trudno było rozpoznać, kto to był.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="font-family: inherit;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Onufry sobie przypomniał, że dosyć dawno temu, tuż przed tym, jak zniknął szeryf, Onufry grał z nim w kości i jakoś przegrał. Ponieważ kasa była pusta, Onufry dał szeryfowi w zastaw, jak to ujął wtedy - 'drogocenny zegarek ze złota'. Zegarek był po prostu pomalowany na złoty kolor, ale szeryf tego nie zauważył po tej mieszance barowej Onufrego.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Po tej mieszance, to cud, że cokolwiek widział!&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Otóż zegarek się znalazł właśnie, był przypięty do tego, który wisiał na łańcuchu. Czyli, że szeryf jednak nie wyjechał daleko. Musiał się nieźle zamotać w łańcuch i tak sobie już został za biurkiem. Jako ozdoba nie wyglądał zbyt dobrze, to się go po paru godzinach zdjęło. A Onufry zabrał ten zegarek, może kiedyś z kimś jeszcze w kości będzie grać, nie wiadomo.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Geens jak zwykle coś nie tak podłączył i zamiast lamp, na choince wieczorem zaświecił Dziadzio Vincent.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Długo nie świecił, ale atrakcja była.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Całe szczęście zresztą, że zaświecił, bo zorientowaliśmy się, że coś wisi w powietrzu (oprócz Dziadzia oczywiście) i oddaliliśmy się od choinki. Dosyć szybko się oddalaliśmy i już z pewnego oddalenia obserwowaliśmy jak te bombki na choince wybuchają, potem zapala się już sama choinka i zamiast odśpiewania kolęd na rynku, pod choinką, mieliśmy dosyć duże ognisko.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Czyli w zasadzie tradycyjnie, podzieliliśmy się kiełbasą z ogniska i poszliśmy do saloonu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Tam nas czekała część artystyczna, pod przywództwem Czarnulki. Wszystkie tancerki poprzebierała za krasnali, Onufry się przebrał za Mikołaja a największa niespodzianka czekała w szopce.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;W zasadzie tuż pod szopką.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Gah wrócił. Trudno powiedzieć, czy ma tego świadomość, bo whiskey z daleka czuć, ale jak to powiedział pastor, nawet nieźle leży. Obok Gaha siedziała Weronika i też jakoś tak widać było, że się zastanawia - po twarzy to poznaliśmy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Grunt, że przywieźli worki z prezentami. Podobno całą okolicę zjeździli, wszystkie miasta w okolicy sprawdzili i pod choinkami tam porządek zrobili. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;br /&gt;To dlatego ich tak długo nie było, chyba?&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Calibri; font-size: medium;"&gt;&lt;span style="font-size: 15px;"&gt;&lt;span style="font-family: 'Times New Roman';"&gt;&lt;span style="font-size: medium;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2606491076929490737-5495546855508108992?l=apophiss.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apophiss.blogspot.com/feeds/5495546855508108992/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/12/tradycja-to-tradycja.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/5495546855508108992'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/5495546855508108992'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/12/tradycja-to-tradycja.html' title='Tradycja to tradycja'/><author><name>Apophis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08497767129635473616</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/_1NnYA3PcCpA/Sz0UYPNiqsI/AAAAAAAAABA/JzkS6HhYWtM/S220/apophis2.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2606491076929490737.post-5510349591589445732</id><published>2009-12-21T03:33:00.000-08:00</published><updated>2009-12-26T09:55:08.137-08:00</updated><title type='text'>Cecylia...</title><content type='html'>Powoli nam się rozjaśnia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mówię tu o prostym fakcie otwierania oczu, chociaż ostatnio jest to trochę irytujące i niebezpieczne, bo światło na nas działa nieciekawie - musimy o tym porozmawiać z Onufrym, co on za domieszki stosuje w barze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sprawie Gaha nam się nieco rozjaśnia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pastor czyta gazety, jako jedyny w naszym mieście, to i informacje mamy od niego czasem. &lt;br /&gt;Tym razem nawet nie czekał, aż się u niego pokażemy, tylko z samego rana, tak - około południa, pojawił się w barze i czekał na nas. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Standardowo, zaraz po przebudzeniu, wylądowaliśmy w saloonie i tam nam pastor pokazał gazetę. Wyglądała jak każda inna, ale podobno za każdym razem coś innego w niej piszą, więc zamieniliśmy się w słuch.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A pastor zaczął od egzaminu! Zaczął nas przepytywać, co wiemy o Starym Kontynencie, o Cecylii i o jakichś tam ludziach z kosą. Taką, jak pastor mówił, Kosą Mocną. na temat kosy to farmer Jones mógłby coś powiedzieć, ale jakby zniknął parę dni temu, więc nikt z nas niczego konkretnego nie wiedział, oprócz tego, że się nią da spokojnie uciąć co nieco. Z przykładu to wiemy, bo jak sobie w zeszłym roku farmer Jones wziął pomocnika do żniw, to go potem weterynarz sklejał w całość, bo pomocnik się lekko poharatał właśnie kosą. Do tej pory jednej nogi nie znaleźli. No, ale pola duże, to i nie za bardzo się szukać chce, grunt, że mu głowę przyszyli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W każdym razie, ci od tej kosy mocnej, to jakaś niezła banda jest, z tego, co pastor mówił. U nas w mieście czuliby się jak w domu, to pewne. Na tej Cecylii, to podobno wszyscy się ich boją, nawet im płacą za ochronę! No ten pomysł nam się spodobał bardzo, bo jak się okazuje, ludzie im płacą za ochronę przed nimi, dokładnie! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oni mają tam takie zwyczaje, że jak ktoś im podpadnie, taki ważniejszy, to mu wysyłają w paczce głowę konia albo ryby (koni mniej, to częściej te rybne wysyłają). A taki delikwent, jak tę rybę dostanie, to już wie, że długo nie pociągnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tutaj to nam się Gah skojarzył i ta paczka dla niego. No, ale on im też coś wysłał. I właśnie do tego pastor doszedł. Podobno kilka lat temu na tej Cecylii czy jak tam, był człowiek, którego ta cała Kosa się bała. Nie mogli sobie z nim poradzić, bo facet kompletnie odporny był na argumenty, a rozmowy z nim nie było, bo on najpierw strzelał, a potem pytał o co chodzi. Mówili o nim, że miał masę nieciekawych kumpli na całym Starym Kontynencie i że razem z nimi rozrabiał. A tych jego kumpli to się jeszcze bardziej bali - pochodzili podobno z jakiegoś kraju, w którym prawie cały czas śnieg leżał, a niedźwiedzie chodziły ulicami miast, jak domokrążcy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I w tym momencie pastor powiedział, że ostatnio ta Kosa wysłała przez pomyłkę do kogoś paczkę z rybą, a mieli wysłać kasę, żeby ich ten groźny z kumplami w spokoju już zostawił. Co prawda, piszą, że gość wyjechał ze Starego kontynentu, ale kumple zostali. No i podobno dostali paczkę od niego, z taką zawartością, że w przerażeniu zwiali z tej Cecylii, i z tego powodu teraz jest ten facet poszukiwany przez rząd, bo mu chcą medal dać. Jeżeli chodzi im o Gaha, to się lekko przeliczyli, bo jak już mu chcą coś dać, to znając jego, weźmie znacznie więcej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aha, napisali jeszcze, że jeden z kumpli - no chyba już na pewno naszego Gaha, właśnie jedzie do niego z kumplem, bo go Gah zaprosił na Dziki Zachód. Jakoś tak go nazywają ciekawie, chyba Borsuk - bo on sobie wszędzie podobno potrafi jakąś ciekawą norę znaleźć. Już my tym pismakom damy norę, swoją drogą!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A ten Borsuk, to mile tu powitany będzie. I ten jego kumpel, nazywany 'Niezłym Ptaszkiem', czyli po naszemu Vilgee.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewnie po nich Gah pojechał?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2606491076929490737-5510349591589445732?l=apophiss.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apophiss.blogspot.com/feeds/5510349591589445732/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/12/powoli-nam-sie-rozjasnia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/5510349591589445732'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/5510349591589445732'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/12/powoli-nam-sie-rozjasnia.html' title='Cecylia...'/><author><name>Apophis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08497767129635473616</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/_1NnYA3PcCpA/Sz0UYPNiqsI/AAAAAAAAABA/JzkS6HhYWtM/S220/apophis2.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2606491076929490737.post-9154655410080081148</id><published>2009-12-20T11:04:00.001-08:00</published><updated>2009-12-20T11:04:19.916-08:00</updated><title type='text'>Te kobiety....</title><content type='html'>Koniuch w miarę dobrze widział, ale nie do końca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dyliżans, faktycznie przyjechał. I kilka koni. Bez jeźdźców, jednak. Za to pewna niespodzianka czekała na nas rzeczywiście w środku dyliżansu. Włochaty tam był, kompletnie goły ale nie za wesoły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przemarzniętym woźnicą dyliżansu zaopiekował się Nickt, a my zabraliśmy Włochatego do saloonu, bo kompletnie był zziębnięty i szczękał zębami, czy jakoś tak na odwrót, ale dźwięki metaliczne wydawał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zawołaliśmy na wszelki wypadek weterynarza, który po dwugodzinnych oględzinach Włochatego stwierdził, że wie, skąd takie dźwięki dochodzą i dlaczego.  Polecił, żeby ubrać w coś Włochatego i napoić  whiskey, to dźwięki umilkną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak weterynarz kazał, tak zrobiliśmy.  Ubraliśmy go w jakieś ciuchy Onufrego, w których trochę miał swobody ruchu, nawet sporo jej miał, bo jak schodził po schodach do baru, to on poszedł prosto, a ubranie nadal skręcało, ale zawsze mu cieplej było. Jak później opowiadał, to taką nawet falę gorąca poczuł, jak leciał ze schodów, a ubranie się wymykało spod kontroli i część po części zostawało wyżej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na dole daliśmy mu koc, to się uspokoił i jak przytomność wróciła, łyknął trochę Whiskey.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do rana mu tak pomagaliśmy w łykaniu Whiskey,  i sobie spokojnie usnął tuż obok pianoli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W międzyczasie gdzieś zniknął Nickt i woźnica dyliżansu, którego szukaliśmy, żeby mu przypadkowo znalezione pod saloonem mocno używane już i nieinteresujące w zasadzie ubranie oddać. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W międzyczasie zniknął Gah i farmer Jones. Gah podobno popędził na poszukiwanie Weroniki, a farmer Jones - własnej jak do tej pory żony.  Trochę zamieszania się wkradło, kiedy Wasai wrócił z Rio i powiedział, że tam się dopiero dzieje! Podobno zniknęła właścicielka hotelu w Rio, a bez niej nie potrafią sobie tam poradzić, z wielu powodów. W każdym razie Wasai musiał sobie sam otworzyć saloon w Rio.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nickt wrócił za jakiś czas, a u jego boku przyjechała całkiem ciekawie wyglądająca kobieta. &lt;br /&gt;Geens od razu poznał, że to szefowa hotelu z Rio, Lady Laura. Na nasze pytania, co się stało z woźnicą, Włochaty jakoś oprzytomniał,  popatrzył na Nickta, ruszył w jego kierunku i padł jak długi przed Laurą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Laura schyliła się, żeby go podnieść, ale nie dała rady. Whiskey zrobiła swoje, Włochaty był za ciężki. Jakoś go położyliśmy z powrotem obok pianoli i wysłuchaliśmy Lady Laury. Z jej krótkiego opowiadania dowiedzieliśmy się, że zakochała się nieprzytomnie we Włochatym i chciała za niego wyjść, ale on się opierał.  Laura podstępnie zwabiła go do swojego hotelu i zaproponowała schronienie, ponieważ, jak to mu wmówiła, jest poszukiwany przez Weronikę. No, a jak o tym się dowie Gah, z Włochatego szczecina zostanie! Trzymała go w szafie jakiś czas, ale w końcu jakoś się z niej wydostał. Na nic się zdały jej zabiegi, Włochaty nijak nie poczuł mięty, za to coraz częściej wspominał o Weronice… czyli rezultat odwrotny. Potem jej uciekł, znalazła go dopiero wtedy, kiedy podpalił las i dosyć jasno było widać, dokąd zmierza. Laura porwała go w końcu, pozbawiła ubrania i chciała nadal nad nim popracować, ale nie zdążyła, bo w jakiś niepojęty sposób Weronika się dowiedziała, że Włochaty pała do niej uczuciem i dorwała go w stajni. Tam solidnie przetrzepała i pojechała robić zakupy.  Wtedy Laura zapakowała Włochatego do dyliżansu i resztę już znamy. No, może nie do końca, bo się jakoś tak złożyło, że po opowiadaniu wprowadziła się do Nickta, który jakoś nie zgłaszał pretensji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym wszystkim jest jeszcze kilka zagadek - jedna, to gdzie pognał Gah?  Plotka z Rio mówi, że chce wypytać Weronikę na temat tego przetrzepania Włochatego, bo jakąś wypaczoną informację chyba dostał. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale dlaczego zniknęła żona farmera Jonesa?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2606491076929490737-9154655410080081148?l=apophiss.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apophiss.blogspot.com/feeds/9154655410080081148/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/12/te-kobiety.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/9154655410080081148'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/9154655410080081148'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/12/te-kobiety.html' title='Te kobiety....'/><author><name>Apophis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08497767129635473616</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/_1NnYA3PcCpA/Sz0UYPNiqsI/AAAAAAAAABA/JzkS6HhYWtM/S220/apophis2.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2606491076929490737.post-5463636781724154245</id><published>2009-12-15T07:12:00.001-08:00</published><updated>2009-12-15T07:15:13.750-08:00</updated><title type='text'>Zamęt w mieście</title><content type='html'>Włochaty się żeni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Taką wiadomość przekazał nam pastor, u którego Włochaty ostatnio był i wypytywał o rytuał związany ze ślubem. Wszyscy byliśmy ciekawi, kto zawładnął jego sercem w takim stopniu, że będzie gotów te swoje zbliżenia z naturą poświęcić i budować ognisko domowe. Jak się okazało, o budowaniu ogniska domowego, to pastor długo mówił Włochatemu, jakie to ważne, jak trzeba dbać, żeby ten ogień nie zgasł i tak dalej. &lt;br /&gt;Właśnie po tych odwiedzinach u pastora Włochaty zniknął a pojawiła się łuna nad lasami, daleko nad horyzontem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Myśleliśmy, że to przyszła małżonka Włochatego tak się do pomysłu zapaliła, ale okazało się, że to Włochaty ćwiczy rozpalanie ogniska domowego. Będzie musiał mu pastor trochę więcej czasu jednak poświęcić na wyjaśnienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obserwujemy wydarzenia z rosnącą ciekawością, bo Gah chodzi jakiś taki lekko podenerwowany. Może to ma coś wspólnego z przesyłką ze starego kraju? Dostał niedawno paczkę z Sycylii, widać było natychmiast, że coś nie tak, bo postrzelił pocztyliona. Zdziwiliśmy się, że komuś się chce śmierdzące ryby przesyłać w paczce, i to nie całe, ale samą głowę, ale te zwyczaje europejskie to dla nas prawdziwa chińszczyzna.&lt;br /&gt;Ale Gah się zachował zdaje się zgodnie z zasadami tych tam Sycylijczyków. Też odesłał im głowę. Posłańca. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A może chodzi o to, że w mniej więcej tym samym czasie, kiedy zniknął Włochaty, zniknęła i Weronika? Ale to już chyba jedynie Dziadzio Vincent ze swoją sklerozą i nabytkiem niemieckim, jak to nazywa pastor: Alzheimerem, mógłby połączyć, bo Weronika na sam widok Włochatego miewała dreszcze i sięgała po Whiskey.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co prawda, z tym "widokiem Włochatego", to nie można przesadzać. W zasadzie, oprócz dużej ilości włosów, to zwykle nic nie widać - podobno Geens go kiedyś zobaczył, kilka lat temu, jak się przez przypadek wykąpali w potoku. Pytaliśmy Geensa o wrażenia, ale jakoś nie pamiętał zbyt dobrze, powiedział coś takiego, że "niby widziałem, ale tak naprawdę, to nie widziałem, bo ta woda była trochę zbyt mokra i starałem się z niej jak najszybciej wyjść, żeby koszula koloru nie straciła".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fakt, koszulę ma niezłą, a ta ciemno-czerwona barwa nieźle się prezentuje. Coraz ciemniej-czerwona zresztą, w miarę upływu czasu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może Weronika nie lubi widoku tak dużej ilości włosów? W pewnym sensie tłumaczyłoby to zachowanie wiecznie w niej zakochanego - bez wzajemności, niestety - barmana. Strasznie często goli głowę ostatnio.&lt;br /&gt;A Gah czas temu jakiś zgolił brodę, co byłoby teraz zrozumiałe, bo się zastanawialiśmy, dlaczego takiej skrytki się pozbył?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No więc Włochaty odpada, jako przyczyna zniknięcia Weroniki, pożar lasów się wyjaśnił, ale w dalszym ciągu nie wiemy, kto to będzie ta jedyna, wybranka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Unkass mówi, że niewykluczone jest, że to żona szeryfa z Rio. Faktycznie, szeryf z Rio też zniknął, ale wiązaliśmy to z wizytą Indianina Joe i Wasai, którzy pojechali po Bubaro, który przestawiał tam stajnię. Nieźle mu to poszło, bo teraz w miejscu banku stoi stajnia, a bank jakby trochę zniknął.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czyli, że to już by można powiedzieć, ewentualnie "była żona szeryfa", albo żona "byłego szeryfa". &lt;br /&gt;I po co im tam był szeryf, zresztą?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Farmer Jones też trochę w nerwach jest, bo jego żona się ostatnio za siebie wzięła, nawet się kąpie i bywa, że się ją zobaczy w czystym ubraniu. Czyli Jones ma się czym martwić, chyba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaprzyjaźniony, wiecznie pijany okoliczny szaman Fejrun, jedyny zresztą biały szaman na Dzikim Zachodzie, też jakoś dziwnie się zachowuje i podobno nie odstępuje od namiotu swoich córek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ależ się ten Włochaty popularny wśród kobiet zrobił! Nie tylko zresztą, bo ostatnio o niego pytał jakiś przejezdny handlarz perfumami. Swoją drogą jechało od niego! Kto to by wytrzymał? Wykąpaliśmy go w studni, wysuszyliśmy w stajni i jakoś można było koło niego przejść. Perfumy zabrała żona Jonesa, przez co Jones zaczął sypiać w oborze. Ja tam zresztą nie wiem, czy to była jedyna przyczyna, ale niech tam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kończę, bo przyleciał koniuch i wysapał, że jakiś dyliżans jedzie i kilku konnych. Idę do saloonu, może być ciekawie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A może się wyjaśni w końcu i okaże się, że to ta wybranka przyjechała?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oby.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2606491076929490737-5463636781724154245?l=apophiss.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apophiss.blogspot.com/feeds/5463636781724154245/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/12/zamet-w-miescie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/5463636781724154245'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/5463636781724154245'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/12/zamet-w-miescie.html' title='Zamęt w mieście'/><author><name>Apophis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08497767129635473616</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/_1NnYA3PcCpA/Sz0UYPNiqsI/AAAAAAAAABA/JzkS6HhYWtM/S220/apophis2.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2606491076929490737.post-5616508808704110839</id><published>2009-12-10T04:57:00.000-08:00</published><updated>2010-01-14T02:20:49.806-08:00</updated><title type='text'>Odnalezione szkice</title><content type='html'>Tia, poszperałem dzisiaj w szafie i znalazłem kolejne szkice.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym razem zobaczycie naszego barmana Onufrego i pół-francuzo-anglika, czyli byłego Niemca, Gaha.&lt;br /&gt;Pomimo pewnego wpływu napojów mocniejszych od zwykłej wody, które zażywałem leczniczo w trakcie szkicowania, muszę podkreślić, że patrząc na oryginały, szkice wyglądają lepiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może taki dzień mieli? Faktycznie wtedy barman coś narzekał na zdrowie, być może to po konkursie "kto może więcej". Co prawda, nie chodziło o to, kto może więcej Whiskey w ciągu jednego dnia wydudlać, ale wtedy Onufry był mocno zajęty żoną farmera Jonesa (rozmawiał z nią podobno o jakiejś bardzo ważnej sprawie, do momentu, kiedy nie musiała uspokoić Jonesa, który czekał na nią w barze).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gah też jakoś tak, jak sobie teraz wspominam, mało zadowolony był. Być może szkicowałem go w dniu, w którym zniknęła Weronika? Na krótko co prawda, bo wyskoczyła sobie do Rio na zakupy, a że jeszcze sklepów po ostatniej wizycie nie wyremontowali, to i wybierać nie było w czym. Heh, Weronika i tak sobie całkiem nowe wdzianko przywiozła z Rio, a tamtejszy burmistrz długo jeszcze swojej żonie tłumaczył, jak to się stało, że obcą do domu wpuścił i jeszcze szafy pootwierał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie musiał wpuszczać, Weronika potrafi tak kopnąć, że i bramę przestawi, więc sama sobie otworzyła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobra, na dzisiaj i tak więcej nie napiszę, bo mamy uroczystość ciekawą: Włochaty się żeni. Zaskoczeni to wszyscy jesteśmy, że taką decyzję podjął, ale czekamy na tę jego wybrankę. Ma dopiero przyjechać, na razie zwiedza okolicę. Ciekawe, czy to od tego zwiedzania taka łuna na horyzoncie? niedługo się pewnie przekonamy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ok, to teraz szkice. Pierwszy barman, Onufry:&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://img132.imageshack.us/img132/5306/onufry9206912.jpg" imageanchor="1" linkindex="19" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://img132.imageshack.us/img132/5306/onufry9206912.jpg" width="219" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;A teraz Gah.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://img694.imageshack.us/img694/3413/gah9181814.jpg" imageanchor="1" linkindex="20" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://img694.imageshack.us/img694/3413/gah9181814.jpg" width="218" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Idę do saloonu, czekamy na oblubienicę Włochatego, jak to ją pieszczotliwie nazywa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Strasznie ciekaw jestem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2606491076929490737-5616508808704110839?l=apophiss.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apophiss.blogspot.com/feeds/5616508808704110839/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/12/odnalezione-szkice.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/5616508808704110839'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/5616508808704110839'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/12/odnalezione-szkice.html' title='Odnalezione szkice'/><author><name>Apophis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08497767129635473616</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/_1NnYA3PcCpA/Sz0UYPNiqsI/AAAAAAAAABA/JzkS6HhYWtM/S220/apophis2.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2606491076929490737.post-3987433565867004724</id><published>2009-12-04T11:37:00.001-08:00</published><updated>2009-12-04T13:15:25.149-08:00</updated><title type='text'>Pierwsze gwiazdy</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Calibri; font-size: 11.0pt; margin: 0in;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: medium;"&gt;&lt;span style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif;"&gt;Wydarzyło się trochę u nas.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Po pierwsze, Nickt zobaczył pierwsze gwiazdy! A po drugie, w sumie, to nie wiem, czy nie ważniejsze nawet, pastor nam wyjaśnił ten spokój i kontemplację. Od razu nam się zrobiło weselej, tym bardziej, że grabarz nieco posmutniał.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Łatwo co prawda nie będzie, bo i spokój u nas trochę w mieście inaczej wygląda, niż gdzie indziej no i ta kontemplacja jeszcze. Tutaj wszyscy pewne problemy widzimy, bo pastor nam powiedział, że częściowo polega to na dokładnym przemyśleniu swoich uczynków, przypomnienia sobie wydarzeń w dotychczasowym życiu i wyciąganiu wniosków. Takich jakby decyzji, jak żyć dalej.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Same problemy. W zasadzie można zacząć od końca - u nas z pamięcią nie jest najlepiej. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Generalnie po prostu za wiele nie pamiętamy, w czym nie ma niczego dziwnego, biorąc pod uwagę zdrowy tryb życia, jakie prowadzimy od kołysek.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Skoro się nie pamięta, to pastor powiedział, żeby żałować swoje grzechy z przeszłości i przyrzec sobie, że się ich ponownie nie popełni. To akurat jest proste, przyrzekliśmy już wszyscy, pastor co prawda lekko dziwnie na nas patrzył i zapytał, czy wiemy, czego nie będziemy już robić.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;No dziwny pastor się robi, naprawdę.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Skąd mamy wiedzieć?&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Uczciwie powiedzieliśmy, że nie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Pastor na to, że przyrzekliśmy przecież? To my mu na to, że o to nas prosił. On na to nas pyta, czy w takim razie przestaniemy się rozbijać po okolicy z bronią? A my mu na to, czy ma jakieś inne zajęcie dla nas? Pastor powiedział, że nie ma, naturalnie, żadnego zajęcia dla nas, bośmy tłumoki i niczego nie potrafimy, może oprócz farmera Jonesa. To my mu na to: czyli, nie możemy przestać, bo niczego innego na tym świecie dla nas nie ma. Pastor popatrzył, zadumał się, założył melonik i poszedł z nami na whiskey do Onufrego. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;W zasadzie to ten dzień się skończył po dwóch następnych, tylko pastor jakoś się wymknął w miarę wcześnie. Ciekawe co prawda jak, bo wszystkie drzwi i okna były pozamykane od wewnątrz. Ale, jak to mówi Onufry, po whiskey ludzie tacy jacyś uduchowieni bywają, to może i pastor przeniknął przez ściany jakoś. W każdym razie, tuż za drzwiami, wyraźne ślady dłoni pastora prowadziły wprost do kościoła, więc to możliwe.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Aha, miałem napisać o tym, jak to Nickt pierwsze gwiazdy zobaczył. Dziadzio Vincent, jak się okazało, pochodzi z dawnego rodu z Palestyny, jako taki sporo ma zawijanych bokobrodów i tak zwaną starą wiarę. Krótko mówiąc, według niego, jak na niebie jest gwiazda, to jakby jeszcze jej nie było. Jak są dwie, to jakby było jedna, więc dopiero jak zabłysną&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;trzy, to u nich mówi się, że gwiazdy już świąteczne widać.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;A Nickt zobaczył w jednym momencie kilka setek gwiazd, jak to zaraz po tym, kiedy przytomność mu wróciła, opowiadał. Też chciał w taki uduchowiony sposób przez ścianę przejść, nawet się rozpędził - ale jakby za mało widocznie whiskey miał w sobie, bo ściana go dosyć skutecznie powstrzymała.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;I wtedy właśnie te gwiazdy na moment zobaczył. Do świątecznych ich nie zaliczymy jednak na razie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Calibri; font-size: 11.0pt; margin: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;span style="font-size: medium;"&gt;To idę do saloonu, uduchowić się nieco.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2606491076929490737-3987433565867004724?l=apophiss.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apophiss.blogspot.com/feeds/3987433565867004724/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/12/pierwsze-gwiazdy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/3987433565867004724'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/3987433565867004724'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/12/pierwsze-gwiazdy.html' title='Pierwsze gwiazdy'/><author><name>Apophis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08497767129635473616</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/_1NnYA3PcCpA/Sz0UYPNiqsI/AAAAAAAAABA/JzkS6HhYWtM/S220/apophis2.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2606491076929490737.post-4872763753454707448</id><published>2009-12-03T12:53:00.000-08:00</published><updated>2009-12-04T13:13:38.564-08:00</updated><title type='text'>Idą Święta</title><content type='html'>&lt;div style="color: black; font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;; font-size: 11.0pt; margin: 0in;"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span style="font-size: medium;"&gt;"Nadchodzi czas spokoju i kontemplacji"&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black; margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="font-family: inherit;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black; margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Cokolwiek to nie miałoby oznaczać, wypowiedział te słowa pastor. Zabił nam ćwieka tym zdaniem, naprawdę. Podejrzewamy, że pastor wie o czymś, czego my nie wiemy i z jakiegoś powodu nie chce się tym z nami podzielić. Czyli, coś wisi w powietrzu i to pewnie niebezpiecznego, w innym przypadku pastor po prostu by nam coś powiedział.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black; margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="font-family: inherit;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black; margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Specyficznie ta kontemplacja nas kompletnie pogubiła, zwłaszcza w zestawieniu ze spokojem. No, może nie wszyscy jesteśmy z tego powodu zmartwieni, ale tym bardziej zastanawiamy się, co się stanie. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black; margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;W końcu, jeżeli grabarz wydaje się zadowolony, to coś na rzeczy jest.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black; margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="font-family: inherit;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black; margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Ale na chwilę zmienię temat, bo przecież Święta idą. W Rio to nawet domy i ulice udekorowali, łańcuchami kolorowymi, bombkami i świerkami z lasu nieopodal. Głośno w okolicy o tym się zrobiło, nawet pastor powiedział, że powinniśmy przykład z mieszkańców Rio brać - no to pojechaliśmy tam i można teraz te dekoracje u nas pooglądać.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black; margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="font-family: inherit;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black; margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Jest co prawda mały kłopot. Kiedy montowaliśmy te dekoracje, to okazało się, że mamy większy rynek niż mieli w Rio, a w związku z tym, ten ich świerk, który ma być choinką, jest zupełnie niewidoczny, taki bardziej mało reprezentacyjny, jak na nasze standardy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black; margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="font-family: inherit;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black; margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Nie było się nad czym zastanawiać, trzeba było ruszyć do lasu i zdobyć pokaźne drzewo. Największe świerki rosły w okolicy bagien, więc tam ruszyła niechętnie wyprawa.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black; margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="font-family: inherit;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black; margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Poszedł Indianin Joe, farmer Jones i Włochaty - jak zwykle chętny do zbliżenia z przyrodą. Nie potrwało długo i znaleźli odpowiednie drzewo. Chwycili siekiery i zaczęli rąbać. Po chwili trzasnęło, Jones z uśmiechem powiedział - "no, już" i wtedy&amp;nbsp;właśnie&amp;nbsp;okazało się, że zamiast drzewa, wyrąbali nogę Włochatego. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black; margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Trochę było dziwne i to, że Włochaty też się do tego przyłożył, ale jak to mówią, praca zespołowa zespala.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="font-family: inherit;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black; margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Fakt faktem, weterynarz mówi, że Włochaty ma szansę kiedyś na tej nodze jeszcze stanąć, pod jednak jednym warunkiem - że ją znajdzie. Do tej pory, to raczej ta drewniana, piracka proteza musi mu wystarczyć.&amp;nbsp; Sam Włochaty uważa, że wreszcie ma coś solidnego, na czym się może opierać.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black; margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="font-family: inherit;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black; margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Drzewo w każdym razie mamy, tylko przy ustawianiu musieliśmy uważać, bo Dziadzio Vincent znowu chciał się dostać na szczyt - ale jako Anioł nie za bardzo pasuje, na gwiazdę nie wygląda. Dla świętego spokoju powiesimy go jako kolorową dekorację, może jako ognie sztuczne? Już Geens coś wymyśli, z pewnością Dziadzio jako ozdoba wypali.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black; margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="font-family: inherit;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black; font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;; font-size: 11.0pt; margin: 0in;"&gt;&lt;div style="color: black; margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: medium;"&gt;Heh, miałem w planach odwiedzić Saloon, ale wszyscy poszli do pastora, to i ja idę. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black; margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: medium;"&gt;Może nam wyjaśni o co mu chodziło z tym spokojem?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black; margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: medium;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; &lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: medium;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: medium;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black; margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: medium;"&gt;Na wszelki wypadek jednak po drodze wstąpię do saloonu i wezmę coś na wzmocnienie. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; margin-left: 0in; margin-right: 0in; margin-top: 0in;"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: medium;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: medium;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: medium;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: medium;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black; font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;; font-size: 11.0pt; margin: 0in;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: medium;"&gt;Whisky będzie OK.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2606491076929490737-4872763753454707448?l=apophiss.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apophiss.blogspot.com/feeds/4872763753454707448/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/12/ida-swieta.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/4872763753454707448'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/4872763753454707448'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/12/ida-swieta.html' title='Idą Święta'/><author><name>Apophis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08497767129635473616</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/_1NnYA3PcCpA/Sz0UYPNiqsI/AAAAAAAAABA/JzkS6HhYWtM/S220/apophis2.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2606491076929490737.post-589752898518392699</id><published>2009-11-24T05:26:00.000-08:00</published><updated>2009-12-04T13:08:25.769-08:00</updated><title type='text'>Maskotki Wasaia</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Pisałem czas temu jakiś o tym, że niedaleko od nas będzie budowany dworzec kolejowy. Na bagnach, generalnie w samym środku nawet. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Właśnie wczoraj posłaliśmy na bagna Indianina Joe, żeby zasięgnął języka. Dwa razy go posyłaliśmy, bo za pierwszym razem przywiózł język, ale żadnych informacji. Po krótkim wytłumaczeniu, że w zasadzie bardziej nam zależy na informacjach niż na kolejnym języku, pojechał ponownie i na drugi dzień wrócił. Tym razem przywiózł jakiegoś obszarpanego gościa, który po wstępnej akcji higienicznej - czyli kąpieli w potoku - przedstawił się jako wice-szef budowy. Obszarpany był, bo Joe przywiązał go do siodła, na dosyć długiej lince i tak sobie z nim z bagien spokojnie dojechał. A tereny mamy głównie porośnięte ostrą trawą, to i ubranie się zużyło.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Okazało się, że nasz gość to nawet zadowolony był, że Joe go przywiózł, bo co prawda dworzec jest już wybudowany, ale po libacji dla uczczenia zakończenia budowy wszyscy się pogubili i już kilka tygodni wędrowali po bagnach. Gdzie jest dworzec, tego nikt chyba nie wie, bo na miejsce budowy skradali się nocami, żeby nas nie denerwować, a jedyna mapa, jaką mieli, utonęła w bagnie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Gość, jak mówił, był podobno krewnym jakimś burmistrza z Rio Grande. Zaczął się odgrażać, że jak go nie odwiążemy od pala obok studni, to z całą pewnością zaraz po tym, jak do Rio wróci, poskarży się na złe traktowanie i szeryf z Rio tu przyjedzie, żeby nas aresztować.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Dziwny człowiek. A przy okazji jak widać, bardzo daleki krewny i to z bardzo daleka, bo nic o nas nie wiedział. Ale już wie. Do Rio to raczej nie wróci, chyba, że się komuś będzie chciało kilka paczek nadać.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;W zasadzie, to przez przypadek tak się stało, bo właśnie mieliśmy przygotowania do rozpoczęcia się karnawału, a jak wiadomo, karnawał bez ogni sztucznych i petard to żaden karnawał. No i ten pal, do którego przywiązaliśmy gościa, okazał się pokaźną racą, która odpaliła trochę za wcześnie, tuż po tym, jak iskra z ostrogi Unkassa padła na lont.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Nawet ciekawe efekty były, jak raca wystrzeliła. Dosyć wysoko się wzbiła a potem było głośne łubudu! i wybuchła. Gość też jakby wybuchł, chociaż nie wyglądał na aż tak nerwowego, ale pozory mylą.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Nie tylko pozory mylą. Tuż po tym interesującym pokazie nauki latania, usłyszeliśmy jakieś wrzaski dochodzące z małego jeziorka niedaleko od potoku. Poszliśmy tam z ciekawości, zaraz po obiedzie, bo trochę zgłodnieliśmy w międzyczasie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Cóż, kiedy tam doszliśmy, zobaczyliśmy dwie ładnie wyczyszczone czaszki pływające swobodnie w szuwarach i jednego ciężko przerażonego półnagiego mężczyznę, wiszącego na gałęzi tuż nad wodą.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Trochę długo na drzewie wisiał, to oprócz tego, że najwyraźniej już dojrzał, sił na wrzaski już nie miał.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Okazało się, że to trzech innych budowniczych tego dworca na bagnach, po śladach jakie zostawił w trawie ich szef ciągnięty przez konia Indianina Joe, tutaj dotarło. Dawno nie widzieli tak czystej wody to chcieli się wykąpać i iść dalej. W wyniku braku rozpoznania terenu, nie zauważyli maskotek Wasai'a, które przywiózł z wyprawy na południe. A tam w jeziorku pływają takie cwane rybki z olbrzymimi zębami, które czasem karmimy, chociaż zwykle sobie same doskonale radzą, tak jak dzisiaj. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Już jak się dowiedzieliśmy o co chodzi, to zawróciliśmy spokojnie do saloonu, kontynuować celebrację.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Jest nowa Whiskey to jest i co celebrować.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;A gość tak sobie jeszcze powisiał trochę.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2606491076929490737-589752898518392699?l=apophiss.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apophiss.blogspot.com/feeds/589752898518392699/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/11/maskotki-wasaia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/589752898518392699'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/589752898518392699'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/11/maskotki-wasaia.html' title='Maskotki Wasaia'/><author><name>Apophis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08497767129635473616</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/_1NnYA3PcCpA/Sz0UYPNiqsI/AAAAAAAAABA/JzkS6HhYWtM/S220/apophis2.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2606491076929490737.post-4601123109447910214</id><published>2009-11-20T09:38:00.000-08:00</published><updated>2009-11-24T05:30:43.298-08:00</updated><title type='text'>Arka Pastora</title><content type='html'>Mieliśmy niezłą zabawę ostatnio.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W całej okolicy lał deszcz przez cały ostatni miesiąc. Nawet może dłużej trochę, bo pastor zdążył zbudować arkę, na wzór arki Noego z tej jego grubej księgi, którą lubi czytać i często cytuje. Stwierdził przy tym, że co prawda zwierząt takich jak na arce Noego to on nie zbierze, ale w naszym mieście i tak już zezwierzęcenie takie, że nikt się nie pozna w razie czego. Przy budowie arki pomagało mu kilka osób, w tym Dziadzio Vincent, który jakby zniknął w pewnym momencie, żeby po kilku dniach dać się odnaleźć Geensowi, który właśnie stawiał maszt razem z żoną farmera Jonesa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do tej pory nie mamy pojęcia, w jaki sposób Dziadzio Vincent tam się znalazł. Już po postawieniu masztu, żona Jonesa spojrzała w górę i trochę zaniemówiła na chwilę - być może z powodu widoku, jaki zobaczyła, a być może z powodu wyglądu twarzy farmera Jonesa, który biegł w jej kierunku, wściekle coś charcząc w stylu "&lt;i&gt;ja ci dam z obcymi maszty stawiać!&lt;/i&gt;" - ale jaki tam Geens obcy? wszyscy go doskonale znamy, faktycznie, może tylko nie tak dobrze jak żona farmera.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracając do widoku na maszcie, to trzeba przyznać, że Dziadzio Vincent był nieźle nadziany, a do tego kompletnie bez spodniego odzienia. Chyba już się od niego nie dowiemy, co go skłoniło do tak desperackiego ruchu, bo maszt mu tuż obok ucha wychodzi, zahaczając o wąsy, więc zapewne może mieć problemy z poprawnym wysławianiem się. Może trochę dziwne jest, że przeżył, ale u nas w mieście nie takie rzeczy już widzieliśmy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak już pastor arkę wybudował, okazało się, że nigdzie nie popłynie, jeżeli się w ogóle oderwie od dna. Taki niby drobiazg, a jak namieszać potrafi niesamowicie: dzwon z dzwonnicy pastor jako dzwon okrętowy wmontował. A to przecież waży więcej niż cały były kościół! Piszę '&lt;i&gt;były kościół&lt;/i&gt;', bo z czegoś tę arkę pastor budować musiał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W zasadzie po paru dniach okazało się, że już nigdzie płynąć nie trzeba, bo deszcze ustały i powoli poziom wody malał. Skończyły się dobre czasy dla barmana, który w saloonie od czasu do czasu patelnią w wodę walił i łososia przysmażał po chwili wesoło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przy okazji przenoszenia naszego skromnego dobytku na piętra i dachy, w celu uratowania go przed zalaniem, przez czysty przypadek znaleźliśmy dawno zagubioną sakwę Gaha. Nikt nie wiedział, czyja to sakwa, dopiero po jej otwarciu się dowiedzieliśmy. Sakwę znalazł Włochaty z Nickt'em i w sekrecie powiedzieli nam wszystkim, że Gah to nie Niemiec!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trochę nas zatkało (&lt;i&gt;najbardziej Onufrego, bo akurat flaszkę Whiskey otwierał i jak to usłyszał, to mu korek do gardła wpadł i trzeba było weterynarza wołać, żeby spróbował go odetkać. Na szczęście mieliśmy pod ręką pogrzebacz, to się Weronice po godzinie udało&lt;/i&gt;) bo byliśmy przekonani, że jednak z niego Niemiec jest, chociaż czasem się upierał, że chyba nie, ale już sam pewien nie był.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem w sakwie był list, w którym wyraźnie było napisane, że Gah to pół-anglik i pół-francuz. Samo imię mu dobrali słuchając dźwięków, jakie wydawał (&lt;i&gt;gah gah! he he!&lt;/i&gt; - ale to by było za długie, więc skrócili). Całego listu nie było, tylko fragmenty, więc dużo więcej się nie dowiedzieliśmy, ale to i tak nam wystarczyło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pół-anglik, to tłumaczy ten melonik. Pół-francuz, to też trochę inne rzeczy tłumaczy, jak mawiają w naszym mieście kobiety. Pewnie chodzi im o to, że taki &lt;i&gt;charmant&lt;/i&gt; z niego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz mu parę osób zazdrości, bo się podwójnie popularny zrobił. Tylko zachodzimy w głowę, po której stronie walczył w tej wojnie o Dolinę Rzeki Ohio?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2606491076929490737-4601123109447910214?l=apophiss.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apophiss.blogspot.com/feeds/4601123109447910214/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/11/mielismy-nieza-zabawe-ostatnio.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/4601123109447910214'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/4601123109447910214'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/11/mielismy-nieza-zabawe-ostatnio.html' title='Arka Pastora'/><author><name>Apophis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08497767129635473616</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/_1NnYA3PcCpA/Sz0UYPNiqsI/AAAAAAAAABA/JzkS6HhYWtM/S220/apophis2.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2606491076929490737.post-8750449700399025155</id><published>2009-11-10T03:12:00.001-08:00</published><updated>2009-12-03T11:55:48.043-08:00</updated><title type='text'>Ratusz</title><content type='html'>Ostatnio dzięki dość dużej grupie nowych osadników zmierzających dalej na Zachód, kasa miejska nam się znacznie wzbogaciła. Osadnicy zapewne będą trochę dłużej podążać na Zachód, bo jednak konie szybciej ciągną wozy niż ludzie, ale za to jak im krzepa wzrośnie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wpłacamy od pewnego czasu pieniądze do banku, bo już nie wiemy, co z nimi robić, tak naprawdę. Każdy z nas ma w piwnicy taki ścisk, że nawet nowy, pojedyńczy banknot się nie wciśnie. No to zdecydowaliśmy, że do banku będziemy nowe nabytki wpłacać, może się miasto trochę rozbuduje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak się zastanowić, to chyba dobrze robimy. Gah wpadł na pomysł, żeby zbudować ratusz. Na początku wszyscy myśleliśmy, że kolejny saloon chce stawiać, tylko inaczej to nazywa, ale okazało się, że jednak nie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To będzie budynek dla Rady Miasta. Szczerze mówiąc, to nie za bardzo wiadomo, co tam będziemy robić, ale to podobno standard - buduje się budynek, wstawia jakieś meble i czasem tam bywa. Jak to Gah mówi, nieistotne, żeby Rada coś faktycznie robiła, wystarczy że jest i że będzie kolejny powód, żeby kasę w okolicy zabierać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No jak tak to ujął, to nam się nawet spodobało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak już wybudujemy ratusz, to się roześle informacje w całej okolicy, że podatki zbieramy, które będą wykorzystane z pożytkiem dla mieszkańców. Nie musimy mówić, że dla mieszkańców naszego miasta, dla nas to jest jasne, a dla innych niedługo będzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak tak dalej pójdzie, to będziemy - jak z kolei mówi Weronika, "awangardą postępu na Dzikim Zachodzie". Onufry się lekko żachnął jak usłyszał o tej awangardzie, ale mu Weronika wytłumaczyła o co chodzi i się rozweselił.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Rio też zaczęli budować ratusz, jak się o naszym dowiedzieli, ale im Geens podesłał specjalne materiały budowlane i jak na razie mają fajną dziurę w ziemi w środku miasta. Tych, którzy budowali im ratusz, do tej pory jakoś nie znaleźli. Powinni się dobrze zastanawiać, co mają ochotę budować w przyszłości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miał podobno cyrk przyjechać. Był jakiś czerwononosy pajac w cylindrze co prawda, wypytywał nas o jakieś pole do popisu, ale Dziadziowi Vincentowi nie spodobał się jego wyraz twarzy i poprosił Włochatego, żeby go pomógł zmienić. Jak Włochaty się do tego zabrał, to pajac jakoś dziwnie przez chwilę wrzeszczał, zacharczał i zemdlał, tak, że w zasadzie pożytku większego to z niego już nie będzie. Farmer Jones zaczął go używać jako strach na wrony z niezłym skutkiem, to i niech tak zostanie.&lt;br /&gt;Ale twarz teraz faktycznie inaczej wygląda, pod warunkiem, że Włochaty pokaże, gdzie jest.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Idę do saloonu, trochę rozrywki nie zaszkodzi.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2606491076929490737-8750449700399025155?l=apophiss.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apophiss.blogspot.com/feeds/8750449700399025155/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/11/ratusz.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/8750449700399025155'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/8750449700399025155'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/11/ratusz.html' title='Ratusz'/><author><name>Apophis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08497767129635473616</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/_1NnYA3PcCpA/Sz0UYPNiqsI/AAAAAAAAABA/JzkS6HhYWtM/S220/apophis2.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2606491076929490737.post-3329581043642270435</id><published>2009-11-06T03:46:00.000-08:00</published><updated>2009-12-03T11:57:10.538-08:00</updated><title type='text'>Powrót</title><content type='html'>Dawno nie pisałem. Miałem trochę powodów, nawet pióra do ręki nie chciało mi się brać.&lt;br /&gt;Dziać - jak zwykle się działo, ale humor mi kompletnie nie dopisywał.&lt;br /&gt;Niby coś się poprawia, a w zasadzie nastąpiła pewna stabilizacja, więc - może znowu trochę popiszę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mamy nowego lekarza w mieście od niedawna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W zasadzie nie byłoby konieczności wymiany starego na nowego, gdyby Unkassowi nie zechciało się pewnego pięknego dnia zrezygnować z broni palnej, na rzecz broni białej. Krótko mówiąc, opił się Whiskey i postanowił odłożyć rewolwery i zacząć operować nożem i tomahawkiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Operować to całkiem zasadne słowo tutaj, bo nigdy się nie posługiwał nożem, a jak już zaczął, to faktycznie wyglądało trochę jak operacja. Generalnie Indianin Joe zaczął go uczyć rzucania tomahawkiem, zaraz po tym, jak Indianin Bubaro uczył Unkassa walczyć nożem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bubaro jakoś to przeżył, gorzej z przyjezdnym szeryfem, który widząc walkę, chciał ją przerwać i zażądał, żeby Unkass dał mu nóż.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Unkass chyba lekko nie dosłyszał, i zamiast oddać szeryfowi nóż, dosyć dokładnie mu go dopasował do kamizelki, z tym, że przy okazji zrobił dwie dziury: z przodu nad kieszenią z zegarkiem (zegarek teraz nosi Nickt), i na wylot z tyłu, tuż nad paskiem zwężającym w talii. Zamiast zostawić już ten nóż, starał się go wyciągnąć i w zasadzie mu się udało, ale jakoś tak mało szczęśliwie, przez rękaw koszuli szeryfa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szeryfem zajął się grabarz, mustanga wzięliśmy dla Bubaro, bo jak będzie już mógł siedzieć w siodle, to z pewnością mu się przyda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z nożem to w zasadzie pestka, ale jak Unkass zaczął ćwiczyć rzuty tomahawkiem, to się dopiero zaczęło.&lt;br /&gt;Na samym początku dołączył się do niego Gah i Onufry, który zostawił bar pod opieką Erq'a (niezbyt dobrze na tym wyszedł, bo Erq doszedł do wniosku, że czas na Happy Hour i za darmo drinki rozdawał, a w zasadzie polewał, bo siły na rozdawanie go opuściły już po pierwszym garnku Whiskey).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Indianin Joe namawiał ich, żeby raczej z nim pojechali na prerię poćwiczyć, &amp;nbsp;tam ruchome cele też są i to dobre, bo ci na dyliżansach starają się zwykle uniknąć trafienia. Ale towarzystwo zadecydowało, że jednak poćwiczą w mieście, przed saloonem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszy oberwał Dziadzio Vincent - teraz zanim pociągnie z fajki, minie parę tygodni, bo na razie ma zbyt szeroki uśmiech. Następny był koniuch od Jonesa, ten to jeszcze długo nie pojeździ konno, chociaż ma jedyną w życiu okazję wsiadać na konia spokojnie i po kolei: najpierw przerzucić prawą nogę, potem wciągnąć się na siodło, sięgnąć po lewą rękę i w końcu umocować lewą nogę. Aha, zapomniałbym o założeniu głowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tutaj wracam do sprawy lekarza: wmieszał się trochę niepotrzebnie, a z pewnością zbyt szybko. Lekarz chciał pomóc Gahowi wyjąć z Onufrego tomahawk, bo Onufry lekko wierzgał, ale akurat wszedł na linię rzutu Unkassa. No i w rezultacie musieliśmy nowego lekarza ściągnąć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzeba powiedzieć, że objawił się pewien talent w rzutach tomahawkiem - Weronika. Jak ona ćmajtnęła tą siekierką! Świst, gwizd, ostrze błysnęło w powietrzu i rozległ się krzyk Czarnulki, a zaraz po nim wrzasnął Pogi. Jak się okazało, Czarnulka właśnie strzygła Pogiego, kiedy tomahawk rzucony przez Weronikę zerwał jej perukę z głowy i wbił ją w ścianę tuż nad Pogim. Czarnulka tak się przestraszyła, że drgnęła jej ręka, w tym samym momencie Pogi zobaczył Czarnulkę bez peruki i też drgnął, no i od tej pory już raczej nie będzie mieć warkocza, bo nawet jak mu się zagoi, to włosy nie wyrosną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tyle na dzisiaj, może coś dopiszę jutro.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Idę na Whiskey, nadal jest za darmo, bo Onufry dochodzi do siebie na zapleczu, a barem zarządza Geens.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2606491076929490737-3329581043642270435?l=apophiss.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apophiss.blogspot.com/feeds/3329581043642270435/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/11/powrot.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/3329581043642270435'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/3329581043642270435'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/11/powrot.html' title='Powrót'/><author><name>Apophis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08497767129635473616</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/_1NnYA3PcCpA/Sz0UYPNiqsI/AAAAAAAAABA/JzkS6HhYWtM/S220/apophis2.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2606491076929490737.post-5863457016172181368</id><published>2009-10-22T03:08:00.001-07:00</published><updated>2009-12-03T11:57:55.168-08:00</updated><title type='text'>Powoli po staremu jest</title><content type='html'>Generalnie wszystko wraca do normy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po ostatnim zdemolowaniu miasta przez Nickta, już wszystko odbudowane. Pastor się teraz zastanawia, czy nie warto zburzyć kościółka, bo w porównaniu z miastem wygląda przestarzale. Niech się zastanawia, ale kto by go teraz chciał odbudowywać, zwłaszcza z tym dzwonem potężnym?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten dworzec kolejowy obok naszego miasta to już chyba taki bez szyn pozostanie. Żaden z mieszkańców okolicznych miasteczek i farm nie chce korzystać z dworca (pomijając brak szyn, po protu się boją przejeżdżac blisko naszego miasta) i ktoś tam doszedł do wniosku, że ponieważ dworzec jest potrzebny, to go wybudują, ale spory kawałek dalej od nas.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na wszelki wypadek wybrali takie miejsce, gdzie nas można rzadko spotkać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i tu im medal się należy. Nas to rzadko można jedynie w okolicy bagien spotkać, to i tam będą dworzec budować. W samym środku bagien będzie stać. Tak sobie wymyślili, że nam się nie będzie chciało często na dworcu bywać, to i pasażerowie w miarę bezpieczni będą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tu się pomylili. Owszem, bagna nas jakoś nie ciągną zbytnio, korzystamy z nich jedynie dla zabawy, jak akurat jakąś grupkę przejezdnych zobaczymy i chce się nam trochę pojeździć po oklicy konno. Wtedy ich zaganiamy na bagna i czekamy trochę. Potem sprawdzamy, gdzie utknęli, a że Indianin Joe zna te bagna jak Onufry własną sakiewkę, to szybko ich znajdujemy.&lt;br /&gt;Jak już ich znajdziemy, to sam Joe do nich idzie i pomaga wyjść z bagna. Pokazuje im - nie za darmo, oczywiście, drogę i mamy niezły ubaw, jak próbują pływać w tym błocku za chwilę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nikomu się jeszcze nie udało z bagien wyjść, niektórzy opowiadają, że tam jakieś duchy są. Jakie tam duchy. Tam kilku przejezdnych na stałe zostało, boją się wyjść i już kilka lat na bagnach się ukrywają. To może im się ten dworzec przyda?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zainwestowaliśmy w wynalazek ostatnio. Zaraz po tym, jak Geens dał laskę dynamitu pianiście, zamiast cygara.&lt;br /&gt;Muzyka się przydaje, zwłaszcza, że tancerki narzekały, że nikt im rytmu nie podaje, to i tańczyć za bardzo nie chciały. Nam się znowu klaskać nie chciało, co prawda Dziadzio Vincent spróbował raz, ale efekt kiepski był, bo akurat trzymał w dłoniach flaszkę i szklankę, jak mu się klaskać zachciało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No to kupiliśmy pianolę. Sama gra, tylko nakręcać trzeba. Jak to działa, diabeł jeden wie, ale gra.&lt;br /&gt;Teraz czasem mamy niezły ubaw, bo przedtem to pianista przerwy sobie robił, a teraz, jak się któraś tancerka bardziej podoba, to co chwila ktoś pianolę nakręca i muszą tańczyć cały czas. Raz nawet strajk próbowały zrobić, a jak już do siebie doszły, to skądś ściągnęły taką tancerkę, że nawet pianola się nie chce dać nakręcić, więc jak się zmęczą, to ją wystawiają i mają chwilę odpoczynku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekaw jestem tego cyrku, co to ma do nas przyjechać. Dowiedzieli się jakoś, że w naszym mieście sami rozrywkowi ludzie mieszkają i już do nas jadą. Heh, myślą, że interes zrobią. Przez jakiś czas powstrzymamy Geensa, żeby tej rozrywki im nie dostarczył za szybko, rozejrzymy się, co oni tam ze sobą przywiozą i zorganizujemy im ciekawy pobyt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Idę do baru, jakieś szczegóły musimy uzgodnić, bo Włochaty mówi, że oni tam mają kobietę z brodą i dziwne zwierzęta jakieś. Znaczy, fryzjer się musi wypowiedzieć i farmer Jones, co oni tam będą potrzebować.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2606491076929490737-5863457016172181368?l=apophiss.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apophiss.blogspot.com/feeds/5863457016172181368/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/10/powoli-po-staremu-jest.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/5863457016172181368'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/5863457016172181368'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/10/powoli-po-staremu-jest.html' title='Powoli po staremu jest'/><author><name>Apophis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08497767129635473616</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/_1NnYA3PcCpA/Sz0UYPNiqsI/AAAAAAAAABA/JzkS6HhYWtM/S220/apophis2.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2606491076929490737.post-6392326237270661458</id><published>2009-10-20T03:43:00.000-07:00</published><updated>2009-10-20T03:45:46.636-07:00</updated><title type='text'>Nie chce mi się pisać dzisiaj</title><content type='html'>Nie chce mi się pisać o tym, co się ostatnio u nas dzieje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie, żeby się nie działo. Co to - to nie. U nas zawsze się coś dzieje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj, na przykład, żona Jonesa gania go z siekierą, bo podobno zbyt się dokładnie przyglądał jednej z naszych tancerek. Jakie tam zbyt dokładnie. Po prostu się przyglądał, bo dawno już kobiety nie widział, a myślał, że żona tego nie zobaczy. A ona, jak na złość, do saloonu wparowała, bo miała jakąś sprawę do barmana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i zobaczyła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale co się Jones naoglądał, to jego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponieważ nie chce mi się pisać, to pokażę wam, jak my tu wyglądamy. Zdjęć co prawda nie mamy, bo jedyny fotograf zbyt dokładnie robił zdjęcia i musieliśmy mu podziękować (za to ma jeden z najładniejszych nagrobków, taki&amp;nbsp; z wielką lampą), ale za to kiedyś było więcej czasu i po pewnej dawce Whiskey, rysowałem co widziałem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wszystko oczywiście narysowałem, co widziałem, ale wystarczy. Będę co pewien czas umieszczać tu nasze portrety - dzisiaj zaczynam od Unkassa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_1NnYA3PcCpA/St2UMwC4D-I/AAAAAAAAAAw/7fWzZkz5Omc/s1600-h/unkass_png.png" imageanchor="1" linkindex="15" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_1NnYA3PcCpA/St2UMwC4D-I/AAAAAAAAAAw/7fWzZkz5Omc/s320/unkass_png.png" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem, co tam w swojej szafie znajdę, ale zawsze trochę zobaczycie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No to do następnego razu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2606491076929490737-6392326237270661458?l=apophiss.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apophiss.blogspot.com/feeds/6392326237270661458/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/10/nie-chce-mi-sie-pisac-dzisiaj.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/6392326237270661458'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/6392326237270661458'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/10/nie-chce-mi-sie-pisac-dzisiaj.html' title='Nie chce mi się pisać dzisiaj'/><author><name>Apophis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08497767129635473616</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/_1NnYA3PcCpA/Sz0UYPNiqsI/AAAAAAAAABA/JzkS6HhYWtM/S220/apophis2.png'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_1NnYA3PcCpA/St2UMwC4D-I/AAAAAAAAAAw/7fWzZkz5Omc/s72-c/unkass_png.png' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2606491076929490737.post-6129051198216436712</id><published>2009-10-16T05:09:00.000-07:00</published><updated>2009-10-16T12:45:37.882-07:00</updated><title type='text'>Impreza</title><content type='html'>Dzisiaj w mieście tłok jak rzadko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mamy okazję do celebrowania, bo odbudowaliśmy już miasto i zakończyliśmy przebudowę cmentarza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W efekcie mamy - jak się okazało, pierwszy piętrowy cmentarz na całym Dzikim Zachodzie i - podobno, bardziej&amp;nbsp;cywilizowanym i rozwiniętym Wschodzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A wyszło trochę przez przypadek...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dwa tygodnie temu przyjechał do nas wysłannik negocjatora z bardzo dalekiego miasta, gdzieś na Wschodzie, o dziwnej nazwie Nowy Krok, Rok czy może Jork. Mocno zestrachany, przybył z pokojową misją, jak się okazało, bardzo nietypową i delikatną. Przynajmniej tak uważał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sprawa w zasadzie była prosta, bo chodziło o jakiegoś rewolwerowca, który dawno temu do nas trafił i już został, a miał przy sobie jakieś papiery, które były ważne w sprawie spadkowej. Byłoby może prościej go znaleźć, gdybyśmy wszystkim przyjezdnym na nagrobkach pisali nazwiska, ale że bardzo często nie zdążyli się przedstawić, więc takiej możliwości nie było.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nikt go u nas nie kojarzył i już się zabieraliśmy do zapoznania tego wysłannika &amp;nbsp;naszą gościnnością, chcąc mu jednocześnie umożliwić przebywanie niedaleko tego, którego szuka, gdy powiedział, że za te papiery, to nagroda jest i jeżeli się znajdą, tuż po nadaniu telegramu do zleceniodawcy, do naszego miasta przybędzie kasjer z wypłatą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nagroda była spora, można by za nią kupić sporo amunicji i Whiskey, czyli istotnych produktów, trzymających nas przy życiu, więc postanowiliśmy poszukać tego rewolwerowca, bo wszystko wskazywało na to, że papiery miał przy sobie, a my się jakimiś tam świstkami z reguły nie interesujemy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale do tego trzeba było przekopać cmentarz, który już się gdzieniegdzie pokrył krzakami i całkiem dorodnymi drzewami. Czy może to myśmy pokryli te drzewa i krzaki cmentarzem, ale kto by to pamiętał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i całe miasto poszło kopać. Grabarz podzielił nas na grupy i po tygodniu trudno się było zorientować, czyja ręka leży obok jakieś nogi, bo wszyscy tylko szukali kurtki i papierów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W końcu go znaleźliśmy, faktycznie miał jakieś papiery przy sobie i okazało się, że to właśnie te. Dziury po kulach nie przeszkadzały w odczytaniu zawartości i szczęśliwy wysłannik nadał telegram.&lt;br /&gt;Sądził, co prawda, że damy mu pojechać i poczekamy na nagrodę, ale trochę nas mało znał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przywiązaliśmy go do słupa w stajni, a papier mu zabraliśmy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po czterech dniach przyjechał ten kasjer, ale miał przy sobie jedynie połowę nagrody. No to wysłaliśmy kolejny telegram, informujący uprzejmie, że kasjer nas rozczarował i właśnie dlatego przeznaczyliśmy go do przetestowania pobliskiej jaskinii niedźwiedzi, z której do tej pory nie wrócił. Dodaliśmy, że jeżeli w ciągu trzech dni nie pojawi się kolejny kasjer z drugą częścią narody, do jaskinii poślemy wysłannika razem z papierami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nagroda przyjechała i tym razem już wszystko było w porządku, w związku z czym nie posłaliśmy kasjera z wysłannikiem do niedźwiedzi, ale posadziliśmy ich na takim sympatycznym kopcu czerwonych mrówek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Papiery sobie na razie zostawiamy, zawsze jeszcze może ktoś po nie chcieć do nas wpaść.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aha, no i dzięki temu przekopaniu cmentarza, wszystkie groby były jeden na drugim. To już tak zostawiliśmy, a potem się okazało, że nasz wynalazek został doceniony praktycznie na całym Świecie. Dlatego jest dzisiaj impreza, a przyjechało tyle gości, że kolejne piętro dojdzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To idę sobie postrzelać z nowej broni, którą sobie kupiłem za moją część nagrody.&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2606491076929490737-6129051198216436712?l=apophiss.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apophiss.blogspot.com/feeds/6129051198216436712/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/10/impreza.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/6129051198216436712'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/6129051198216436712'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/10/impreza.html' title='Impreza'/><author><name>Apophis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08497767129635473616</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/_1NnYA3PcCpA/Sz0UYPNiqsI/AAAAAAAAABA/JzkS6HhYWtM/S220/apophis2.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2606491076929490737.post-689838975985641170</id><published>2009-10-14T06:35:00.001-07:00</published><updated>2009-10-14T06:41:08.286-07:00</updated><title type='text'>Cicho w mieście</title><content type='html'>Trochę cicho u nas ostatnio.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Saloon już odbudowany, a to podstawa w mieście, grabarz już też urządzony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Grabarzowi pomagali wszyscy, żeby spokojnie sobie egzystował, bez nerwów. Bez grabarza przecież już nikt sobie miasta nie wyobraża, biznes by kompletnie stanął, nie byłoby gdzie nawet przechować tych, którzy do nas wpadli na chwilę, a zostali na stałe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedyś dla żartu podrzuciliśmy jednego na sam środek ulicy, obok studni. Wyglądał, jakby się oparł i spał. Zapomnieliśmy o nim całkowicie, aż pewnego dnia zniknął.&lt;br /&gt;Zastanawialiśmy się, gdzie się podział, bo sam jakby chodzić nie mógł, ale sprawa się wyjaśniła, jak Dziadzio Vincent chciał sobie ze studni kubeł wody wyciągnąć i zamiast wody, wyciągnął czaszkę z zegarkiem w zębach. Jak my ten zegarek przeoczyliśmy, to do tej pory się zastanawiamy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hotel po odbudowie jeszcze tylko trzeba wymalować, ale poczekamy na jakichś gości, sami nie będziemy się przemęczać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wczoraj próbowałem z Gahem nowej nalewki barmana, to dzisiaj w mieście zostaliśmy sami, bo reszta do Rio po meble się wybrała. Jak już będziemy się mogli ruszać, to może też się przejedziemy, ale nie do Rio, bo tam już mebli nie będzie. Może zajrzymy do Croatoan? Dawno nas tam nie było, a trzeba by się przejechać, bo słuchy chodzą, że dla zmylenia nazwę miasta zmienili.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobno myślą, że nie trafimy. Jakby nazwa miasta coś znaczyła? Meble jeszcze mają, to sobie jakieś dobierzemy. Ja sobie na pamiątkę wezmę tablicę z nazwą miasta, akurat na ogrodzenie się przyda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A właśnie, nic nie napisałem, że założyłem interes nowy. W zasadzie, to sam się założył, bo co kto przyjechał, to potem koń zostawał i coś trzeba było z nim zrobić. Stajni w mieście już nie ma, farmer Jones wiecej koni już nie pomieścił u siebie, to sobie zacząłem kolekcję robić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i teraz tych koni to już tyle jest, że ktoś mi zaproponował przeprowadzenie całego stada dalej, na zachód. Ale na razie mi nie przeszkadzają, zresztą same się żywią, więc problemu jakby nie ma.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Problem to mieliśmy z Włochatym, bo za nic nie chciał do miasta wrócić od Jonesa. Mówił coś już wcześniej o zbliżeniu z przyrodą, myśmy myśleli, że lekko zwariował, ale okazało się, że wszystko z nim w porządku.&lt;br /&gt;To znaczy, jak już dojdzie do siebie, po tym, jak mu Jones widłami wygląd poprawił, to będzie z nim w porządku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;On tam u Jonesa w oborze po prostu odkrył tajemnicę Jonesa, a w zasadzie, to i Jonesowi ją odkrył.&lt;br /&gt;Wiecie, że Jones ma córki. Wszyscy wiedzieliśmy, że chyba ma trzy. A tu się okazało, że miał cztery! Tylko o jednej zapomniał, jak kiedyś poszła do lasu i jak wróciła, to sobie spokojnie zamieszkała w oborze. Mieszkała tak już pewnie z dziesięć lat, bo jak do lasu szła, to miała tyle samo lat, co jej siostry, a one już w zasadzie dorosłe są.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie chciało się jej na farmie pracować, to udawała jakiegoś zwierzaka, a że Jones o zwierzaki dba, to i dorodnie sobie wyrosła. Na ubranie to sobie wzięła skórę z jakiejś kozy, a dla niepoznaki udawała, że mleko daje, które krowie udoiła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i napatoczył się Włochaty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zorientował się, że sympatycznie trafił i szybciuko córka Jonesa edukacyjnie nadrobiła stracony czas. Włochaty już blisko był przekonania jej, że powinna jednak do domu wrócić, jak akurat w czasie tego przekonywania Jones do obory wszedł. Jak zobaczył Włochatego z kozą, to się dosyć mocno zbulwersował i złapał za widły. Zaraz potem Włochaty się za siedzenie złapał i do miasta biegiem wrócił.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sumie później Jones go przeprosił i podziękował za odnalezienie córki. Mimochodem wspomniał, że wydaje mu się, jakby jeszcze jednego syna miał, ale Włochaty jakoś chętny do szukania tym razem nie był.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No to do saloonu idę, sprawdzę, czy Gah się już rusza. Jeżeli tak, to na drugą nóżkę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2606491076929490737-689838975985641170?l=apophiss.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apophiss.blogspot.com/feeds/689838975985641170/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/10/cicho-w-miescie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/689838975985641170'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/689838975985641170'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/10/cicho-w-miescie.html' title='Cicho w mieście'/><author><name>Apophis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08497767129635473616</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/_1NnYA3PcCpA/Sz0UYPNiqsI/AAAAAAAAABA/JzkS6HhYWtM/S220/apophis2.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2606491076929490737.post-7479947417365286571</id><published>2009-10-12T02:36:00.000-07:00</published><updated>2009-10-12T02:37:06.014-07:00</updated><title type='text'>Urodziny</title><content type='html'>Bardzo nam się przewiewnie zrobiło w mieście i to nie jedynie za sprawą zmiany pory roku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W zasadzie te zmiany pór roku u nas są delikatne, raz jest sucho, raz mokro.&lt;br /&gt;Tak jesteśmy usytuowani, że drzewa zawsze są zielone, no chyba, że je ktoś przemaluje, jak na przykład pastor parę świerków machnął na srebrno, co wywołało sporą konsternację, czyli - w naszym przypadku, niepewność i niespójność oczekiwań z tym, co się widzi. krótko mówiąc, wszyscy przez pewien czas nie braliśmy do ust Whiskey, aż nam pastor wyjaśnił, że to on pomalował, a nie nam się zdawało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Łatwo mu teraz mówić. Nie musiał przy okazji tych niedźwiedzi i bizona na srebrno malować, teraz ciekawe które stado je zaakceptuje, dziwaki takie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przewiewnie to się u nas zrobiło zaraz po tym, jak Nickt wpadł na pomysł, żeby fajerwerki zrobić z okazji urodzin.&lt;br /&gt;Geensa nie było, to Nickt sam poszedł do jego warsztatu i wziął, co potrzeba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Całe szczęście, że coś nam nie pasowało, jak zobaczyliśmy ten kabel poowijany praktycznie wszędzie, a dodatkowo, te zwisające laski dynamitu z różnych sufitów, drabin i schodów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nickt nie dał sobie wyperswadować, żeby poczekać na Geensa, zresztą po ziółkach był lekko nieobecny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No to w trosce o nasze zdrowie, jakoś się z saloonu wspólnie wyprowadziliśmy i poszliśmy nad potok, kawałek za miasto. Tam sobie usiedliśmy, żeby odpocząć po tej męczącej wyprawie, wznieśliśmy toast za zdrowie tego, co to dzisiaj urodziny ma i jakoś tak usnęliśmy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obudził nas jakiś grzmot, a że ciemno było, to pomyśleliśmy, że idzie burza.&lt;br /&gt;Po pewnej dyskusji, doszliśmy do wniosku, że trzeba się schować przed deszczem, a gdzie się chować jak nie w saloonie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poszlismy do miasta, ale tak cos długo idziemy, a miasta nie ma. Pomyśleliśmy, że w tych ciemnościach drogę pomyliliśmy, to z powrotem nad potok ruszyliśmy, a znad potoku, na węch, do saloonu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale znowu nic z tego. Minęliśmy co prawda jakieś składowisko desek, ale naszego saloonu nie ma!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zatrzymaliśmy się i wtedy usłyszeliśmy jakieś jęki. Po chwili znaleźliśmy ich źródło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pod stertą desek leżał sobie spokojnie Nickt i składał sobie życzenia, a to rumowisko to kiedyś był nasz saloon, jak się okazało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znowu trzeba będzie wypożyczyć parę osób do odbudowy od sąsiadów z Rio.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aha - te urodziny, to nie Nickta były, ale jego syna, który się wczoraj urodził. A Nickt sobie życzył wszystkiego dobrego, co mu się na pewno przyda, jak się jego kobieta o tym dowie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No to trochę sobie pokoczujemy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale whiskey jest.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2606491076929490737-7479947417365286571?l=apophiss.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apophiss.blogspot.com/feeds/7479947417365286571/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/10/urodziny.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/7479947417365286571'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/7479947417365286571'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/10/urodziny.html' title='Urodziny'/><author><name>Apophis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08497767129635473616</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/_1NnYA3PcCpA/Sz0UYPNiqsI/AAAAAAAAABA/JzkS6HhYWtM/S220/apophis2.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2606491076929490737.post-6692542928419733725</id><published>2009-10-09T04:55:00.000-07:00</published><updated>2009-10-10T04:20:11.154-07:00</updated><title type='text'>Ruletka</title><content type='html'>Do tego doszło, że ludzie z Rio uciekli z miasta!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może nie byłoby w tym nic dziwnego, bo oni słyną ze swojej odwagi, gdyby nie to, że uciekli do nas.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To, jak powiedział pastor, jest niesłychanym aktem desperacji, który musi mieć swoje źródło w jakimś wydarzeniu, które wywołało potężną traumę i w rezultacie doprowadziło do powstania imperatywu kategorycznego, który przyćmił instynkt samozachowawczy aż do tego stopnia, że ruszyli w paszczę lwa z uśmiechem i nadzieją na lepszy byt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cokolwiek pastor powiedział, pomimo tego, że go nie zrozumieliśmy, z pewnością miał rację.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaciekawiło nas, może nie tyle, dlaczego uciekli, ale co ich podkusiło, żeby do nas lecieć? Mieliśmy już dla nich zaplanowaną rozrywkę, ale musieliśmy się chwilę wstrzymać, żeby zdążyć się dowiedzieć, o co chodzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zebraliśmy ich na ulicy przed saloonem, żeby było wygodniej i daliśmy dziadkowi Vincentowi po pakunku dla każdego.&amp;nbsp; Dziadzio chodził między nimi i wręczał pakunki, a Geens ich instruował, żeby tego nie otwierali, zanim nie wyjaśnimy im, co to jest.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Unkass rozdał każdemu tablicę z numerem, Neoqueto do każdego pakunku dociągnął kabelek i czekaliśmy na pastora.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pastor poprosił jednego z mieszkańców Rio, takiego, który jeszcze wyglądał w miarę inteligentnie, czyli, że na pytania będzie potrafił odpowiedzieć jakieś proste, o wyjaśnienie ich dziwnego zachowania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wkrótce dowiedzieliśmy się, co zaszło i wyobraziliśmy sobie całą sytuację.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otóż ludzie z Rio zaplanowali niejako, że ponieważ dosyć często ich odwiedzamy, a po naszych odwiedzinach i ludzi u nich mniej się robi, nie mówiąc o koniecznych nakładach na odbudowę miasta, odgryzą się na nas.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym celu zebrali swoich - jak im się wydawało - najmądrzejszych mieszkańców, ci, z kolei, zarządzili demokratyczne zebranie się całego miasta i ogólną dyskusję na temat: "co zrobić i w jaki sposób im dołożyć".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomysły padały różne, od wyprowadzenia się gdzieś daleko (no ten pomysł był jeszcze w miarę dobry), do podjęcia walki i pojechania do nas z rewizytą. Jak zaczęli sprawdzać, kto pojedzie, to się okazało że być może ich głuchy cieśla, bo jemu i tak wszystko jedno, a dużo z tego nie rozumiał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaczęli kombinować i w końcu doszli do wniosku, że muszą zebrać kasę, jaka im jeszcze po naszych wizytach została i wynająć bandę Czwororękiego, to oni nas rozjadą. Jak uchwalili, tak i zrobili. Posłali bankiera do Czwororękiego, uzgodnili cenę i umówili się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wzięli jednego tylko pod uwagę - Czwororęki kasę wziął, z ludźmi przyjechał, ale na wszelki wypadek zamiast na nas, zrobił najazd na Rio.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No po prostu Czwororęki nas się bardziej boi, niż ludzie w Rio.&lt;br /&gt;Przydomek też mu został z czasów, jak u nas chciał rozróbę robić. Akurat mieliśmy dobre humory, to i puściliśmy go z życiem, tylko zanim wyjechał, grabarz z weterynarzem przyszyli mu jeszcze jedną parę rąk, która akurat niczyja była, a zalegała obok cmentarza parę tygodni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak już się dowiedzieliśmy wszystkiego, to po dojściu do siebie, bo ze śmiechu trudno było wytrzymać,&amp;nbsp; Geens im przekazał informację o tych pakunkach, które dostali.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To była taka nasza miejscowa wersja ruletki. W każdym pakunku był dynamit, kabelki trzymał dziadzio Vincent i na nasz znak, łączył kilka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przed podłączeniem kabelków, każdy z nas wybierał kilka numerów z tablic i obstawialiśmy, na kogo padnie. Wygrana mogła być całkiem spora.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No to obstawiliśmy, daliśmy dziadziowi znak (znaczy grabarz przyładował mu kijem, bo dziadzio generalnie mało widział) i Vincent połączył kabelki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nikt w zasadzie nie wygrał, bo coś się Geensowi popierniczyło i wszystko wybuchło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobra, my do salonu idziemy, a dziadzio Vincent posprząta, razem z tym od Jonesa, koniuchem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2606491076929490737-6692542928419733725?l=apophiss.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apophiss.blogspot.com/feeds/6692542928419733725/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/10/ruletka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/6692542928419733725'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/6692542928419733725'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/10/ruletka.html' title='Ruletka'/><author><name>Apophis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08497767129635473616</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/_1NnYA3PcCpA/Sz0UYPNiqsI/AAAAAAAAABA/JzkS6HhYWtM/S220/apophis2.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2606491076929490737.post-7677597306212361465</id><published>2009-10-07T05:29:00.000-07:00</published><updated>2009-10-07T05:30:41.865-07:00</updated><title type='text'>Mała zadymka</title><content type='html'>Zezowaty Frank miał rację. Jest ich dwóch.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie do końca mu wierzyliśmy, bo zwykle wyolbrzymia problemy, z czym zetknęliśmy się parę miesięcy temu dosyć boleśnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Frank wpadł do miasta - całkowicie dobrze użyte słowo, bo tuż przed miastem zrzucił go osioł, i zaczął nerwowo krzyczeć, że jesteśmy w niebezpieczeństwie i lada chwila przybędzie tu jakieś całkowicie obce plemię Indian. Obcych plemion to my już dawno tu nie widzieliśmy, bo z kim jak z kim, ale z Indianami to żyjemy za pan brat. Wspólnie przeganiamy to śmieszne wojsko w niebieskich mundurkach z naszych okolic. Czyli, generalnie, Indianie to żadni tam obcy dla nas.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może jakoś byśmy spokojniej zareagowali, ale akurat w mieście byli handlarze i ledwo zaczynaliśmy z nimi negocjować ceny, więc dopiero jeden się powiesił. Swoją drogą pierwszy raz takich handlarzy widzieliśmy, cali na czarno ubrani, długie kapoty, włosy w strąkach wystają spod kapelusza i tak jakoś dziwnie mówią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do tego farmer Jones szukał córek po mieście, więc bałagan był spory. W tym poszukiwaniu to my mu za bardzo nie pomagaliśmy, bo córki ma całkiem, że tak powiem, sympatyczne i zawsze chętnie nam pomocy udzielają, razem z żoną Jonesa, jak mu akurat coś strzeli do głowy i na pole jedzie. Ale spokojnie, nie na swoje - tam to i chwasty nie urosną, dzięki jego metodom, ale do sąsiadów. Tam coś zwykle rośnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sytuacja wyglądała więc tak, że Jones wpadł do saloonu, z rozpędu potraktował widłami jednego z handlarzy - okazało się potem, że gość nieźle nadziany był, Frank lata po ulicy i wrzeszczy, że Indianie nas atakują, handlarze próbują zdjąć ze sznura jednego ze swoich, a dodatkowo jeszcze ten młody od Jonesa, co to się końmi opiekuje (jakieś takie zamiłowanie do zwierząt ma), pomylił się i dał koniom ziółka od Indianina Joe, więc te konie dawaj w te pędy po mieście galopują, no porobiło się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale to nie wszystko. Taki dzień był jakiś ciekawy, że od drugiej strony miasta jakiś kurz na drodze się robi coraz bliżej nas. Czyli, jak to barman powiedział, okrążyli nas z dwóch stron.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziadek Vincent usiadł już pod budynkiem poczty z fajką, no, a to wróżyło wyłącznie jakąś lepszą bijatykę.&lt;br /&gt;Dziadzio pewnego dnia się u nas pojawił, nie wiadomo skąd i zamieszkał. Ma jakiś taki dar przewidywania przyszłości, chociaż trudno w to do końca uwierzyć, bo bez żadnego wspomagania przewiduje. Znaczy, ani Whiskey nie machnie, ani ziółek nie próbuje. Dziwny pod tym względem jest, ale już ze dwa razy przewidział przyszłość. Raz nas ostrzegł, że ta krowa, którą Jones trzyma przy domu, to zmieni się w byka i trochę nam poprzestawia miasto, a drugi raz, że jednak ten byk się w krowę zmieni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedno się sprawdziło: obok domu Jonesa jest jakby krowa, więc coś tam połowicznie przewidział.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W każdym razie chwyciliśmy za rewolwery i co tam jeszcze pod ręką było, pobiegliśmy do koni, koni nie ma bo galopują po mieście, no to biegiem na granicę miasta i czekamy na Indian.&lt;br /&gt;Przez to bieganie to zadyszki dostaliśmy, stoimy i sapiemy, a tu drogą spokojnie sobie idzie jakiś przebieraniec z walizką, na głowie jakiś dziwny kapelusz z piórkiem, na plecach siekiera i coś sobie nuci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pytamy go, czy tych Indian nie widział gdzieś, ale on nie zrozumiał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapytaliśmy go jeszcze raz, tym razem dokładniej, ale zanim przytomność stracił, nic nie zdążył powiedzieć. To przez Jonesa, bo za szybko mu deską z płota wygarnął.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W każdym razie my czekamy, Jones się wścieka, ten tu leży, a Indian ani widu, ani słychu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rano następnego dnia się okazało, że Zezowaty Frank Fejruna spotkał przez przypadek, a że Fejrun dziwnie ale w dobrym humorze był, to w masce łaził. No i Frank się przeraził, a jak się przestraszy, to jeszcze gorzej rozpoznaje rzeczywistość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dwa dni zmarnowane po prostu. Weterynarz tak się wściekł, że z pomocą Jonesa wyprostowali zeza Frankowi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jak my go teraz będziemy nazywać?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aha, na początku napisałem, że Frank miał rację, bo ich było dwóch. No było. Fejrun jeden i ten wędrowniczek dziwny drugi. Brat Fejruna, się okazało później, z Niemiec przyjechał.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2606491076929490737-7677597306212361465?l=apophiss.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apophiss.blogspot.com/feeds/7677597306212361465/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/10/zezowaty-frank-mia-racje.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/7677597306212361465'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/7677597306212361465'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/10/zezowaty-frank-mia-racje.html' title='Mała zadymka'/><author><name>Apophis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08497767129635473616</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/_1NnYA3PcCpA/Sz0UYPNiqsI/AAAAAAAAABA/JzkS6HhYWtM/S220/apophis2.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2606491076929490737.post-7424654407172760126</id><published>2009-10-07T01:03:00.000-07:00</published><updated>2009-10-07T02:42:33.436-07:00</updated><title type='text'>Przerwa w pisaniu</title><content type='html'>Dziki Zachód to w zasadzie nudne miejsce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na tyle nudne, że jak człowiek ma takie szczęście jak ja, a pisać mu się nie chce, to różne myśli do głowy przychodzą i na papier same wlatują. Na szczęście co prawda narzekać nie powinienem, bo w końcu to jedynie lewą rękę mi przestrzelili, a mogło być jednak gorzej, bo akurat do baru wszedłem, jak Silver z Unkassem rozkosznie testowali nowy nabytek, który Indianie zwędzili wojsku. Bar trzeba będzie wyremontować, tak samo sąsiednie domy, bo ten karabin strzelał nie dość, że szybko, to jeszcze równo do wszystkiego i spore dziury zostawiał. Grabarz też ma robotę, bo akurat dyliżans przez barem stanął z jakimiś goścmi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak, z nudy, a trochę na prochach od Joe, które mi łagodzą ból, myślę sobie o tym naszym Dzikim Zachodzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Farmerzy ciężko pracują na farmach, żeby złodzieje mieli co ukraść, krawcy szyją ubrania, często w porozumieniu z grabarzem. Ci, którzy umieją budować domy, przyjechali ze Wschodu i wrócili na Wschód, bo tam jest cała masa leni, którzy sami sobie nie zbudują, nie tak, jak tu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wędrowni muzycy osiadają w miasteczkach, bo w każdym, nawet najmniejszym, musi być bar, a jak jest bar, to jest pianino. Jak jest bar i pianino, na którym gra pianista, to są i dziewczyny. Tancerki, mam na myśli. Czasem trafi się tancerka, która ma ładniejszy od pianisty głos i wtedy już jest to piosenkarka. Może ewentualnie po prostu lepiej od pianisty wyglądać, też będzie piosenkarką. Była taka jedna u nas niedawno, ale od jej ryku nawet owce Jonesa przestały wełnę dawać, to poprosiliśmy ją o zmianę miasta. Nazywała się tak jakoś DooDee, trochę łysa to zawsze w białej peruce łaziła. Teraz grabarz ma białą miotłę, bo DooDee z miasta nie chciała się ruszyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pracę mają i barmani w takich miasteczkach, chociaż to często niebezpieczna robota, zwłaszcza wtedy, kiedy &lt;br /&gt;towarzystwo sobie zdrowo golnie a płacić nie ma ochoty. No to barmani zwykle są potężnej postury, żeby łatwiej im szło wyrzucanie takich gości. Taka postura ma też minus - do barmana łatwiej trafić. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miasteczka starają się mieć chociaż jednego lekarza i ten ma w miarę bezpieczną pracę. W końcu musi leczyć wszystkich, to i bandyci go omijają. Poza jakimiś tam niewidocznymi zarazkami, to lekarz ma zwykle spokój.&amp;nbsp; Czasem lekarz to głównie weterynarz, ale tym lepiej dla niego. Dla ludzi trochę gorzej, ale zwierzęta ważniejsze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kowal: ten ma sporo pracy wszędzie na Dzikim Zachodzie. Oprócz tego, z czym kowal się kojarzy zwykle, musi jeszcze współpracować z lekarzem jako dentysta. To jest jedno z niewielu zajęć, których lekarz się nie podejmuje. I słusznie. Ludzie różnie reagują na ból w gębie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najwięcej pracy na Zachodzie ma zwykle grabarz. Taki to pożyje. Codziennie coś się zdarzy ciekawego, po czym grabarz ma robotę. Niektórzy już mają zapisy na rok z góry w kalendarzu, tak są popularni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niezłą fuchę ma też zwykle pastor. Nie dość, że dostaje sporo datków od wiernych i takich tam innych, którzy na wszelki wypadek wolą zapłacić, zyskują wtedy złudne prawo do lepszego życia po śmierci, to jeszcze z grabarzem ma spółkę i tam też zawsze coś mu do kieszeni wpadnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miasta, które chcą mieć rozróby cały czas, zatrudniają szeryfa. Niektóre nawet im płacą. Z tym, że jak się zatrudnia szeryfa, to zwykle płaci mu się mało, bo i tak wiadomo, że długo nie pociągnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od pewnego czasu w miarę popularnym i dobrze płatnym zawodem jest szewc. Od pewnego czasu - to znaczy od momentu, kiedy ludzie zorientowali się, że buty można zdejmować i czasem zmieniać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fryzjer też się ma dobrze, zwłaszcza taki, który potrafi tak fryzurę i brodę przemodelować, że i szeryf, choćby widział, nie rozpozna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiadomo po co, ale zaczęły się pojawiać szkoły i razem z nimi, nauczycielki. Nauczycielki, bo nauczać to typowe kobiece zajęcie. Przyjeżdżają na Zachód młode, ambitne i wyzwolone kobiety, po czym nerwowo i ambitnie się szybko starzeją. Przez pewien czas jest zabawa, bo żony farmerów raczej ich nie lubią, w przeciwieństwie do farmerów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cóż, są jeszcze handlarze różnym towarem, ale oni mają ciężkie życie. Zwłaszcza, jak przez przypadek droga ich rzuci do miasta, gdzie zapotrzebowanie na towary jest duże, a wydawać ludzie nie lubią. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Są jeszcze miasteczkowi debile i złodzieje. Ci zwykle są całkiem normalnymi ludźmi, ale taką sobie pozę wynaleźli i im z tym dobrze. Nie muszą się uczyć, nikt ich do tego nie zmusza. Ktoś ich nakarmi, gdzieś się prześpią, śmierdzą potwornie, bo się im myć nie chce, przy okazji napadów nikt na nich nie zwraca uwagi. Czyli mogą się przemknąć przez życie spokojnie, a jak się już znudzą, jadą na Wschód i robią kariery w gazetach, opisując przygody wszystkich spotkanych ludzi jako swoje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W barach można spotkać namiętnych graczy w pokera. No, to elita oszustów, z nich to tylko mogą w przyszłości być gwiazdy polityki. Jak się czasem gazeta trafi ze Wschodu, to człowiek na zdjęciu widzi, że Połamany Jack już się tak nie nazywa, ale - jak to nazywają, w kongresie zasiada, jako J.P. Colter, na przykład.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i doszedłem do nas. Rewolwerowcy, jak nas nazywają niektórzy. Trochę myląca nazwa, bo niektórzy z nas wolą noże. My się po prostu bawimy. Robimy to, co lubimy, wszędzie tam gdzie mamy na to ochotę. Niektórzy z nas są lepsi i dłużej się pobawią, niektórzy już się przestali bawić, bo ktoś był szybszy. Zwykle w miastach na Dzikim Zachodzie zdarza się jeden rewolwerowiec, no - czasem, jeżeli szeryf się spije, to dwóch.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale nie u nas. Nasze miasto jest kompletnie wyjątkowe. Wszyscy mieszkańcy to rewolwerowcy. Jakoś tak samo wyszło, a sławni się staliśmy zaraz po tym, jak tuż po mszy, wkurzony pastor wyeliminował z dalszej zabawy kilka osób, które na budowę dzwonnicy nie wpłaciły ani centa. W rezultacie jak ogłosił zbiórkę na dzwon, to z zebranych pieniędzy i bryłek złota (heh, niedaleko są kopalnie, tam się zawsze coś znajdzie u ludzi), taki wielki dzwon pastor kupił, że dzwonnica siadła z wrażenia i trzeba było ją zbudować od nowa. Podobno to największy dzwon na świecie, z czego jesteśmy dumni, z tym, że nie za bardzo go słychać, bo rozbujać cholernie trudno. Pastor ćwiczy codziennie to bujanie dzwonem, ale na razie jeszcze nic nie dzwoniło - oprócz momentu, kiedy Geens ten dynamit zdetonował w dzwonie. Nie mam jedynie pewności, czy mi po prostu w uszach od tego huku nie dzwoniło, no ale w końcu coś dzwoniło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sumie to mi się nie chciało pisać za bardzo dzisiaj, ani też czasu nie mam, bo idę obejrzeć to, co barman ściągnął do siebie, do baru. Nazywa się to wanna - ale do czego jest, nie mam pojęcia. Barman też nie ma, ale podobno Weronika gdzieś o tym czytała i ma nam opowiedzieć, jak to działa. Na razie barman schował to po dach, żeby się nie zamoczyło, bo to metalowe jest i od wody pewnie by zardzewiało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aha, przypomnieliśmy sobie o Włochatym, którego zostawiliśmy parę dni temu u Jonesa. Pastor po niego poszedł, ale wrócił sam i powiedział, że Włochaty nie chce się ruszać i coś o zbliżeniu z naturą gada.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zbliżenie to OK, ale z którą naturą? Musimy to wyjaśnić, więc idziemy do niego za chwilę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2606491076929490737-7424654407172760126?l=apophiss.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apophiss.blogspot.com/feeds/7424654407172760126/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/10/przerwa-w-pisaniu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/7424654407172760126'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/7424654407172760126'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/10/przerwa-w-pisaniu.html' title='Przerwa w pisaniu'/><author><name>Apophis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08497767129635473616</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/_1NnYA3PcCpA/Sz0UYPNiqsI/AAAAAAAAABA/JzkS6HhYWtM/S220/apophis2.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2606491076929490737.post-4329032544860889209</id><published>2009-10-06T06:05:00.000-07:00</published><updated>2009-10-07T02:42:01.496-07:00</updated><title type='text'>Zakład</title><content type='html'>Obudził mnie dzisiaj łoskot końskich kopyt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zwykle mnie coś takiego nie budzi, dodatkowo konie przemykają w miarę cicho obok hotelu, najwyżej ich kopyta stukają, czyli zwykle bym powiedział - 'stukot końskich kopyt'. Tak, zwykle, ale nie dzisiaj.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj to jest łoskot. Nawet kapelusza na głowę nie będę próbować zakładać, bo się nie zmieści, tak podejrzewam.&lt;br /&gt;No i po czym to..?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ehh, Neoqueto, nasz weterynarz, założył się z Onufrym, że zrobi mocniejszy trunek niż Onufry, z tych samych, ogólnie dostępnych składników.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szykowali te swoje trunki parę godzin, a my w tym czasie zdążyliśmy nawet porozmawiać z przejezdnym handlarzem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dużo to on tego towaru nie miał jak do nas wjeżdżał, bardziej się Jonesowi nowy koń przyda. Dlaczego nowy? Ten stary już nie chce pracować, jakoś znarowił się. Może to dlatego, że Jonesowi się nie chciało drzew powycinać z pola, a koń jak to zwierzę domowe, nie za bardzo lubił kluczenie między nimi z pługiem? Zwłaszcza, że te drzewa ciężko pewnie było zaorać. Na mój gust, to Jones musi się trochę pouczyć tego farmienia jeszcze. Lepiej mu wychodzi w Croatoan.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak się już z handlarzem u grabarza pożegnaliśmy, a trochę to trwało, bo pastora trzeba było ściągać (&lt;i&gt;dbamy o te sprawy w naszym mieście&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;a pastor to nawet lubi parę słów na pożegnanie powiedzieć&lt;/i&gt;), akurat na obiedzie był u naszej tancerki, która lekko samotna się czuje, bo Pogi pojechał gdzieś i już go nie ma parę dni. Podobno pojechał do rodziny. Unkass to nawet chyba wie, czyjej, ale go nie wypytujemy za mocno na razie, czekamy, aż mu pamięć wróci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W każdym razie, Neoqueto i Onufry trunki zrobili, bo jak wróciliśmy do saloonu, to bardzo spokojnie sobie obaj leżeli obok pianina. Neoqueto był trudniejszy do zlokalizowania w pierwszej chwili, bo na ścianie jakaś lekko żółtawa tapeta jest i się kolorystycznie wtopił, ale go znaleźliśmy po śladach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zorientowaliśmy się dosyć szybko, że przez pewien czas nie będzie można z nimi porozmawiać, więc zaczęliśmy się sami obsługiwać. Trochę nam jakoś tak dziwnie pachniało z butelek, ale w całym saloonie zapach był taki, jakby na prerii ktoś trawę palił, więc nie zwracaliśmy na to większej uwagi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dowiedziałem się dwa dni później, już jak mogłem jako tako chodzić, że my też przetestowaliśmy te ich trunki przez przypadek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sumie nic takiego się nie stało, że nas dwa dni nie było, bo saloon też zamknięty, a akurat gości nie było, jedynie Indianin Joe wściekły chodzi, bo mu ktoś ze sklepu cały zapas tych jego leczniczych ziółek gwizdnął.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Swoją drogą, to muszę wspomnieć o nowym rzeźniku. Ciekawy człowiek jest, a przyjechał do nas z daleka jak diabli.&lt;br /&gt;Podobno kiedy przeczytał gdzieś w gazecie (&lt;i&gt;następny mądrala, co czytać umie, swoją drogą&lt;/i&gt;) na Wschodzie, że jest gdzieś miasto rzeźników, to za punkt honoru sobie postawił, że tam zamieszka. No i trafił jakoś do nas, lekko zdziwiony, że zawodowo to on jest pierwszy u nas.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zorganizowaliśmy mu sklepik tuż przy wjeździe do miasta, nawet nieźle się prezentuje no i od razu wiadomo, gdzie się przyjechało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Imię to mu sami musieliśmy nadać, bo kiedy go pytaliśmy w trakcie powitania, skąd do nas jechał, był w stanie wymówić lekko pokaleczonym angielskim, '&lt;i&gt;noo, z far, far away&lt;/i&gt;', czyli że niby z daleka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nazwaliśmy go Nosebum, brzmi jak brzmi, ale pasuje. Zwłaszcza, że faktycznie przy okazji nos ma wielki jak Indiańska stopa, a wygląda jak włóczęga ostatni. No i myśleć mu się zwykle nie chce. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Idę wyleczyć ten ból głowy. Coś znajdę za barem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2606491076929490737-4329032544860889209?l=apophiss.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apophiss.blogspot.com/feeds/4329032544860889209/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/10/zakad.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/4329032544860889209'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/4329032544860889209'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/10/zakad.html' title='Zakład'/><author><name>Apophis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08497767129635473616</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/_1NnYA3PcCpA/Sz0UYPNiqsI/AAAAAAAAABA/JzkS6HhYWtM/S220/apophis2.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2606491076929490737.post-5777213850653562416</id><published>2009-10-05T04:28:00.001-07:00</published><updated>2009-10-05T04:33:40.864-07:00</updated><title type='text'>Kłopot grabarza i nowy nabytek</title><content type='html'>Rio będzie musiało zainwestować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do wczoraj były tam sklepy, w których można było kupić różne rzeczy. Od najpotrzebniejszych, czyli broń, do takich, tam - mniej istotnych, jak jedzenie i ubranie. &lt;br /&gt;No i właśnie. Jak pamiętacie, Depeche pognała do Rio kupić ubrania. Tamtejsi handlarze już się do nas przyzwyczaili i nawet nie chcieli pieniędzy od niej, ale coś mały wybór mieli widocznie, bo Depeche się zirytowała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W rezultacie wróciła do nas w swoim starym ubraniu, a w Rio się teraz zastanawiają, jak odróżnić co było sklepem z ubraniami, a co z jedzeniem. Ale to ich problem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;My się zastanawiamy, jak usprawnić grabarzowi pracę, bo coś markotny chodzi. W zasadzie trochę mu się nie dziwimy, sam musi wszystko robić w końcu. Nie, żebyśmy mu nie chcieli pomóc, co to to nie. Załatwiliśmy mu czas temu jakiś pomocnika, Kulawego Johna, z sąsiadującej z naszym miastem farmy. Grabarz go przyuczył, John nawet szybki i pojętny był (mając na uwadze prosty fakt, że jak się grabarz wkurzy, to lepiej go omijać z bardzo daleka, bo wtedy sam sobie klientów znajduje, to nic dziwnego).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Był, bo go grabarz przez nieuwagę zakopał razem z jakimś przejezdnym, który miał sporo szczęścia, że sam sobie kark skręcił przy studni, jak próbował powyciągać z niej swoje ubranie. Gdyby sam sobie nie pomógł, już na niego czekały bardziej ciekawe zajęcia, bo barman chciał wypróbować nowe danie, na które przepis dostał od swojego dobrego znajomego kucharza z jakichś tam wysp Fici czy Fidżi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i Kulawy John generalnie zniknął, co zauważyliśmy dopiero po jakimś tygodniu, więc już go nie było sensu wykopywać. Potrzebny jest ktoś bardziej świeży do tej roboty u grabarza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A pracy jest sporo, bo dla ułatwienia zajęć zarobkowych, grzecznie poprosiliśmy mieszkańców najbliższego miasta, o pomoc w przesunięciu drogi, do której mieliśmy do tej pory pół dnia podróży. Nawet kilku prawie przeżyło to przesuwanie, więc zostawiliśmy ich na starej drodze ku przestrodze, że tamtędy to raczej jeździć się nie powinno. Przy niewielkiej dozie dobrej woli, mogliby służyć jako strachy na ptaki, ale szkoda ptaków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od tamtej pory droga jest znacznie bliżej, więc do pracy wypadamy w przerwach pomiędzy kolejnymi specjałami z saloonu. Czasem tylko musimy pilnować się rozkładu jazdy dyliżansów, bo ci od pewnego czasu na skróty jeżdżą, starając się omijać nasze okolice. Ale co z tego? Drogę przecina potok, który już zdążyliśmy pogłębić, więc mogą gnać, jak szybko chcą, a i tak ich tam zastaniemy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z tym, że nikt z nas nie lubi niepotrzebnie do wody wchodzić, bo znowu się może okazać, że czegoś nowego się o sobie dowiemy, a komu to potrzebne?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale mieliśmy w mieście małą sensację niedawno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do naszego Niemca, przyjechała siostra! Znaczy, nie jego siostra, ale taka zakonna bardziej osoba. Przynajmniej tak mówili, zanim pastor przez przypadek nie zobaczył starego listu gończego, którego jeszcze nie wykorzystał na podpałkę. Okazało się, że żadna tam siostra zakonna, ale siostra jednego z najciekawszych ludzi na Dzikim Zachodzie,&amp;nbsp; jedynego białego szamana na prerii, Fejruna! List był porwany nieco, więc wszystkiego się o niej nie dało przeczytać, ale z tego, co zostało, to wyraźnie widać, że trafiła do dobrego miasta. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Weronika, bo tak ma na imię, jest piękną kobietą, jak się można przekonać od momentu, kiedy ten strój zrzuciła.&lt;br /&gt;Piękną i nieśmiałą. Tak bardzo jest nieśmiała, że nawet na tym liście gończym o tym napisali! Podobno wyłącznie w nocy napada na banki, bo nie chce, żeby ją ktoś zobaczył. No my tacy nieśmiali nie jesteśmy, ale ona też osiągnięcia ma niezłe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W każdym razie, zgodnie z tym, co na liście gończym napisali, mamy w mieście bardzo cenny nabytek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No to idę na Whiskey, w końcu już kogut Jonesa piał, czyli jest koło południa.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2606491076929490737-5777213850653562416?l=apophiss.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apophiss.blogspot.com/feeds/5777213850653562416/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/10/kopot-grabarza-i-nowy-nabytek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/5777213850653562416'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/5777213850653562416'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/10/kopot-grabarza-i-nowy-nabytek.html' title='Kłopot grabarza i nowy nabytek'/><author><name>Apophis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08497767129635473616</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/_1NnYA3PcCpA/Sz0UYPNiqsI/AAAAAAAAABA/JzkS6HhYWtM/S220/apophis2.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2606491076929490737.post-5127504263251453090</id><published>2009-10-02T06:07:00.001-07:00</published><updated>2009-10-02T06:07:31.965-07:00</updated><title type='text'>Włochaty czyta, Depeche się przebiera...</title><content type='html'>Włochaty przeczytał gazetę!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakby wszystkiego w mieście mało było, Włochaty zaczął czytać. Tego się nikt nie spodziewał, nawet Włochaty.&lt;br /&gt;Szczerze mówiąc, to nawet nie wiadomo, skąd on wytrzasnął gazetę. Podejrzenia padły na pastora, w końcu czasem go widzimy z grubą książką pod pachą (ostatnio, to nawet często, na tych imprezach u grabarza).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale pastor się wyparł, mówił, że to dzieło jakiegoś santana czy coś, w każdym razie on do rąk tego nie bierze. Wiadomo, ostatni raz coś papierowago do rąk brał, jak w tym była zawinięta butelka Whiskey. Można mu wierzyć, na mój gust.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nikt poza pastorem - no i Forwallem, jak się okazało, nie umie u nas czytać zbyt dobrze. Bo i po co? Poszliśmy do Forwalla, ale w saloonie go nie było. Znalazł się w dzwonnicy, spał sobie wygodnie na deskach, głowę położył na jakiejś książce. Co było najdziwniejsze, on przy sobie nie miał broni! To nas utwierdziło, że czytanie jest niebezpieczne i znacznie obniża szansę przetrwania. Dla nauczki, przenieślismy Forwalla do obory u Jonesa i położyliśmy go (przedtem rozbierając do golasa), między krową i czymś, o czym Jones mówił, że to zdaje się dzika owca jest. Trochę nas dziwiło, że owca mleko daje, ale w końcu to Jones jest farmerem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracając do Włochatego. Przeczytał gazetę i powiedział, że na Wschodzie nowa moda nastała. Znaczy, ktoś coś durnego wymyślił i teraz wszystkim się to podoba. My w śmiech, że co z tego. A Włochaty, że pieniądze można łatwo zarobić.&lt;br /&gt;My w jeszcze większy śmiech! A jak on sobie wyobraża, że można łatwiej niż my to robimy? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A on swoje: można łatwiej i jeszcze przyjemność będzie. No tu już nas zaciekawił, specyficznie tą przyjemnością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak zaczęliśmy się tym bardziej interesować, to się okazało, że w tych miastach na Wschodzie, to mają po prostu we łbach poprzewracane. No organizują sobie pokazowe walki, jak to nazywają, "Dzikich rewolwerowców z Dzikiego Zachodu". Latają ci z rewolwerami po okolicy, strzelają do siebie a ludziska im za to płacą. Podobno tłumy przychodzą, piękne kobiety obok swoich grubych mężów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale nikt nie ginie, to i gdzie tu zabawa?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Włochaty się zasępił, bo faktycznie. Człowiek coś robi, to i rezultat musi zobaczyć. Grabarz stwierdził, że nie dla niego takie zabawy i że on popierać nie będzie. Ja mu się nie dziwię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Barman zaproponował, żeby małe zmiany zrobić i zobaczymy, może się i u nas przyjmie zabawa. Tuż za budynkiem saloonu jest stara, duża szopa, naszego miejskiego pracza. Można w niej zawody zrobić, będą do siebie ludziska zza skrzynek celować. Amunicję im damy ostrą, to będzie weselej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dajemy ogłoszenie i zobaczymy, co z tego wyjdzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aha, zabawna historia się przydarzyła ostatnio, większość z nas do tej pory ma bóle brzucha ze śmiechu. Oprócz farmera Jonesa, bo oberwał zdrowo od żony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A zaczęło się niewinnie. Poszliśmy do rzeki, żeby zobaczyć, czy gdzieś jeszcze można ją pogłębić, żeby ułatwić przeprawę dyliżansom, a przy okazji trochę się wykąpać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i ściąnęliśmy ubrania (prawie wszyscy, tylko syn Jonesa nie dał rady, tak się przykleiły), a potem do wody.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jones akurat był obok Depeche, który dość wysoko trzymał nogę w deskach, kiedy się zaczęło. Z brzegu leci piorunem do nas żona Jonesa z kijem w ręce i prosto w łeb Jonesa! Jones w zasadzie nic nie robił, bo stał jak wryty dobre parę minut, gapiąc się na Depeche. Depeche stał obok i też się sobie przyglądał, z niejakim zdziwieniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po chwili zrozumieliśmy, dlaczego Jones stoi w rzece i jakoś się mu wychodzić nie chce, kiedy Depeche krzyknął: "jestem kobietą!". Też mi wielka sprawa, od dawna się dziwnie zachowywał, to już teraz się wyjaśniło. A że do tej pory nie zauważył? Hę, woda zimna jak diabli, to za często się nie kąpiemy, prawdę mówiąc, to nie pamiętam, kiedy tak zupełnie na trzeźwo do wody wchodziłem ostatnio.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i Jones w łeb oberwał, że się na kobitę gapi (całkiem całkiem ta Depeche się okazała zresztą), my ze śmiechu z wody nie mogliśmy wyjść, a Depeche pognała do Rio się przebrać. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tam jakiś sklep zdaje się jest.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2606491076929490737-5127504263251453090?l=apophiss.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apophiss.blogspot.com/feeds/5127504263251453090/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/10/wochaty-czyta-depeche-sie-przebiera.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/5127504263251453090'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/5127504263251453090'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/10/wochaty-czyta-depeche-sie-przebiera.html' title='Włochaty czyta, Depeche się przebiera...'/><author><name>Apophis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08497767129635473616</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/_1NnYA3PcCpA/Sz0UYPNiqsI/AAAAAAAAABA/JzkS6HhYWtM/S220/apophis2.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2606491076929490737.post-8297251634680417328</id><published>2009-10-02T01:55:00.000-07:00</published><updated>2009-10-02T01:56:00.784-07:00</updated><title type='text'>Samobójca</title><content type='html'>Mamy problem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rano, jak zwykle, poszedłem do saloonu, żeby się wzmocnić.&lt;br /&gt;Było już koło południa, więc słońce jak najbardziej świeciło i to w miarę mocno, a już z daleka widziałem, że coś nie tak jest -tłum stał przed wejściem do saloonu i widać było, że ludzie wzburzeni jacyś.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chciałem ich jakoś wyminąć i wejść do saloonu, ale złapał mnie za rękę Forwall i pokazał na dach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No jasna cholera! Barman Onufry stał na dachu, wściekły jakoś i trzymał się komina! Samobójca w mieście!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystkich bym podejrzewał o słabość, ale nie jego! ten saloon ma taką sławę na Dzikim Zachodzie, że matki dzieciom mówią: "jak się nie będziesz uczyć, to poślemy cię do baru, tam, gdzie jest barman Onufry!" - no i najgorszy tuman nagle zaczyna być prymasem. Czy prymusem, jakoś tak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ludzie zdenerwowani, bo przyszli, jak ja, dzień rozpocząć od wzmocnienia organizmu, a tutaj barman chyba ze sobą kończyć chce. Zastanawialiśmy się, kogo wezwać, żeby z barmanem porozmawiał, żeby jakoś go przekonał, że to nie ma sensu skakać z tego dachu (trudno powiedzieć, czy by się zabił, ale coś by mógł uszkodzić - tuż pod nim były schody do domu uciech, zwanego hotelem, jakby tak skoczył, to schody by połamał. I jak tam potem wejść??).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyszło komuś o głowy, że może pastora zawołać? No durny pomysł kompletnie. Po pierwsze można sobie go wołać i wołać, a on i tak nie usłyszy. Po ostatnim eksperymencie Geensa, jeszcze nie słyszy zbyt wiele.&lt;br /&gt;A mówiliśmy Geensowi, że dzwon w dzwonnicy to nie jest najlepsze miejsce na próbę nowych materiałów wybuchowych, zwłaszcza wtedy, kiedy pod spodem stoi pastor i buja dzwonem. Ale do Geensa też można gadać, stwierdził, że to doświadczenie na żywym organizmie. No faktycznie, pastor jakimś cudem to przeżył.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po drugie, jak ostatnio pastor komuś coś tłumaczył, to tamten momentalnie wiarę zmienił. Więc pastor odpada.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No to może Czarnulkę poprosić, żeby zatańczyła? Barman coś mocno podatny na wdzięki Czarnulki był, ale chyba Pogi by się nie ucieszył, a do tego jego trzeba, żeby Czarnulkę odwiązał od krzesła w domu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Staliśmy tak jeszcze z godzinę, barman coś tam na dachu się wścieka, w końcu ktoś otworzył saloon i poszliśmy to omówić przy Whiskey.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pod wieczór nam się przypomniało, że Onufry na dachu został, to ktoś poszedł sprawdzić, czy jeszcze się trzyma. Był, a jakże, ale trochę mniej wściekły, jakby się zmęczył trochę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak już w nocy cicho było, to wyszedłem przed saloon, spojrzałem na piękne niebo pełne gwiazd i wtedy usłyszałem, jak barman coś pojękuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podszedłem bliżej, żeby lepiej słyszeć i wtedy&amp;nbsp; do mnie doszło, jak Onufry, błagającym tonem, mocno zachrypiały mówi: " niech mnie ktoś stąd zdejmie, mam lęk wysokości..."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Okazało się, że barman rano z hotelu wychodził, ale mu się kierunki pomyliły i na dach wlazł. Zdążył się komina złapać i tak się trzymał, bo klapa na dachu się zatrzasnęła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rano przyjedzie stolarz, to klapę wywali, albo się Geensa poprosi, to ją w powietrze wysadzi.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2606491076929490737-8297251634680417328?l=apophiss.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apophiss.blogspot.com/feeds/8297251634680417328/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/10/blog-post.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/8297251634680417328'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/8297251634680417328'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/10/blog-post.html' title='Samobójca'/><author><name>Apophis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08497767129635473616</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/_1NnYA3PcCpA/Sz0UYPNiqsI/AAAAAAAAABA/JzkS6HhYWtM/S220/apophis2.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2606491076929490737.post-1005857276012483010</id><published>2009-10-02T00:29:00.000-07:00</published><updated>2009-10-02T00:31:15.022-07:00</updated><title type='text'>Telegraf</title><content type='html'>Dobrze jest się czasem obudzić. Dzisiaj zadanie było mocno utrudnione, bo wczoraj była okazja i nieco świętowaliśmy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mamy nowego poczmistrza i telegrafistę w jednej osobie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niektórzy powiedzą, co za okazja... i nie będą mieć racji. Pisałem już, że przyszedł telegram od Gaha? no właśnie, z Rio szedł razem z telegrafistą, bo tam najbliższy posterunek telegrafu był do wczoraj. Jak to Szrama celnie zauważył, skoro telegrafista jest u nas, to teraz potrzebny jest sam telegraf.&lt;br /&gt;No i pojechał do Rio z jak zwykle napiętym jakoś Volttem i mizernie wyglądającym, też jak zwykle (za dużo mleka pije) Indianinem Bubaro.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wczoraj przywieźli telegraf razem z kompletnie zalanym chińczykiem.&lt;br /&gt;Oczywiste, że zaciekawiło nas nie to, w jaki sposób zwinęli telegraf z Rio, ale ten chińczyk. Szrama się upierał, że to nie chińczyk, Bubaro tak samo - to podobno handlarz z Rio, mający kontakty tam, gdzie trzeba i że on nam do tego telegrafu załatwi drut. A że taki żółty? oj, tam - mieli celebrację, to lekko kolor zmienił.&lt;br /&gt;Żona farmera Jonesa razem z córkami (i jednym synem), wyszorowali tego 'chińczyka' i okazało się po paru godzinach, że faktycznie, tak po prawdzie, to on jest w zasadzie biały.&lt;br /&gt;No, może nie całkowicie, bo nie wszystko się dało zmyć, ale przeważnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak już doszedł do siebie, dowiedzieliśmy się, że to weterynarz, którego Indianie nazywają Nowa Kita. Nie za bardzo nam to pasowało, więc pastor po butelce Whiskey wymyślił, że nazwiemy go Neoqueto. Niby to samo, a lepiej brzmi, bardziej po naszemu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trochę się zdziwił, że ma drut załatwić, ale u nas to się już przyjęło, że jak coś jest do zrobienia, to nie ma co za długo dyskutować, tylko do roboty się należy szybko zabrać. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Telegrafiście się u nas podoba, bo jak na razie roboty nie ma zbyt wiele, jak to ujął. Hehe, przekonamy się, bo ludzie jak się dowiedzieli, że jest telegrafista, to szykują już telegramy. A że drutu nie ma, to będzie musiał je poroznosić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gah też coś pisze. W tym przypadku chyba nowego telegrafistę znajdziemy, bo jak ten pójdzie do Niemiec, to go długo nie zobaczymy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A mamy chętnego - ostatnio, w czasie polowania na bobry, Depeche złamał nogę. Nudzi się jak diabli, więc powiedział, że chętnie czymś się zajmie. Na razie pilnuje telegrafisty, żeby nam nie zwiał za szybko. Jak telegrafista chce gdzieś dalej odejść, to Depeche wyje tak, że go słychać w wiosce Indian za rzeką - przywiązał sobie linkę do tej złamanej nogi, którą mu w deski włożyliśmy i jak się linką szarpnie, to Depeche czujnie wyje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Plushack wczoraj przyprowadził swojego kuzyna, szamana Fejruna. Zamknęli się z Indianinem Joe w jego sklepiku i strasznie tam nadymili. Po prostu konno nie można było obok przejechać, żeby się koń nie znarowił.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem przynieśli Fejruna do saloonu i Fejrun mówił, a Plushack tłumaczył.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fejrun miał wizję! widział, jak z Rio wychodzi tłum i idzie w naszą stronę, co pewien czas wbijając w ziemię drzewo. Widział, jak ten tłum dochodzi do naszego miasteczka i jak później biegnie do Rio, już bez tych drzew, a po drodze jakiś sznur na tych już zasadzonych zostawia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pastor, po głębszym zastanowieniu (tak, mniej więcej pół litra), stwierdził, że Fejrun przepowiada uruchomienie telegrafu!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No to fajnie będzie, bo jeszcze zabawa z gośćmi z Rio będzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A potem wpadniemy do Croatoan.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2606491076929490737-1005857276012483010?l=apophiss.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apophiss.blogspot.com/feeds/1005857276012483010/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/10/telegraf.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/1005857276012483010'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/1005857276012483010'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/10/telegraf.html' title='Telegraf'/><author><name>Apophis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08497767129635473616</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/_1NnYA3PcCpA/Sz0UYPNiqsI/AAAAAAAAABA/JzkS6HhYWtM/S220/apophis2.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2606491076929490737.post-1452062137378394765</id><published>2009-10-01T06:04:00.001-07:00</published><updated>2009-10-01T06:04:50.287-07:00</updated><title type='text'>Nowi sąsiedzi...</title><content type='html'>... generalnie to mi się pisać nie bardzo chce, znacznie mam obniżoną wolę utrzymania pióra po przyjęciu w saloonie, ale..&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nasza okolica jest spokojna, mieszkańcy okolicznych farm i miasteczek już od dawna wiedzą, że nie warto bez powodu nas odwiedzać, bo nasza gościnność może przejść wszelkie oczekiwania. Nie bez powodu grabarz wywiesił tabliczkę przy drodze wjazdowej do nas: "Western Point. 49 mieszkańców. Cmentarz na 9789 klientów ma jeszcze 15 wolnych miejsc".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak po prawdzie, to on to pisał czas temu jakiś i od tamtej pory jest już nowy cmentarz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale nie o tym chciałem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten dworzec kolejowy, który u nas wybudowano, straszy nie od dziś. Szyny, jak pamiętacie, na złom do Meksyku poszły, a dachu jak nie było, tak  nie ma (tutaj aż się prosi dodać, że nad saloonem dach jest całkiem nowy).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dojechać do nas można, kiedy jest sucho. Jak popada, to żadnej drogi nie ma, a lasami to ludziska się boją jeździć, żeby nie spotkać Indianina Joe i naszego pastora nowego. Band żadnych nie ma, dawno pouciekali wszyscy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Krótko mówiąc, niedaleko nas zaczęło się budować miasto. W gazecie w Rio, zaraz pod ogłoszeniem tej informacji i tuż pod zaproszeniem do zasiedlania nowego miasta, redakcja umieściła swoją notkę, że za bezpieczeństwo i długie życie osadników nie odpowiada i tu proszą o zwracanie się do tych, którzy zaproszenie opublikowali.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nazwali się Croatoan, że niby tacy Indianie z wysp są, jak nam ten Niemiec, Gah, wyjaśnił. On sporo czyta (podobno wzięło mu się to z niestrawności, czy jakoś tak), to i o tym wiedział. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A z nich tacy Indianie, jak z nas farmerzy! (Jones to mówi, że on chętnie będzie cokolwiek farmić, nawet to nowe miasto).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pojechał do nich Nickt, żeby się przywitać, ale tylko w nerwach wrócił, bo ani saloonu nie mieli, ani nawet porządnego hotelu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To nas trochę zastanowiło, a pastorowi do głowy wpadło, że to jest jakaś zasadzka.&lt;br /&gt;No bo jak w mieście bez saloonu i hotelu??&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tylko kto taką zasadzkę chce robić i na kogo? w całej okolicy tylko my jesteśmy i jakieś małe farmy, więc pewnie na nas. Ale kto? Odważni jacyś czy bez wyobraźni? tutaj się lekko pogubiliśmy, ale może i nie czas już był na zastanawianie się, bo Whiskey się skończyło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nic to, Geens będzie mieć trochę więcej roboty z materiałami wybuchowymi, a na dodatek jeszcze Erq dojechał, więc zabawa się dopiero zacznie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Będziemy ich często odwiedzać, to jest pewne.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2606491076929490737-1452062137378394765?l=apophiss.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apophiss.blogspot.com/feeds/1452062137378394765/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/10/nowi-sasiedzi.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/1452062137378394765'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/1452062137378394765'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/10/nowi-sasiedzi.html' title='Nowi sąsiedzi...'/><author><name>Apophis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08497767129635473616</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/_1NnYA3PcCpA/Sz0UYPNiqsI/AAAAAAAAABA/JzkS6HhYWtM/S220/apophis2.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2606491076929490737.post-4873589553343739111</id><published>2009-10-01T01:20:00.000-07:00</published><updated>2009-10-01T01:20:16.224-07:00</updated><title type='text'>Koniec, wbrew wszystkiemu, oznacza początek</title><content type='html'>Nasze małe miasto przeżywało już wzloty i upadki, pożary i powodzie, a co najistotniejsze - nas przeżywało.&lt;br /&gt;Geens po długiej nieobecności wrócił do swojego warsztatu, Unkass wypolerował rewolwery i nawet farmer Jones znowu mieszka z żoną. I to swoją, dla odmiany.&lt;br /&gt;Silver też się pojawił, nieco odchudzony (czyli już przez drzwi saloonu może przejść), a Indianin Joe znowu otworzył sklep z ziółkami.&lt;br /&gt;Barman się cieszy prawie tak samo jak nasz grabarz, bo nasz powrót to dla niego perspektywa znacznego wzrostu dochodów.&lt;br /&gt;Pozostali mieszkańcy odetchnęli z ulgą, bo okres nudy i zastoju się kończy. Wiadomo, że będzie się działo. Forwall z Włochatym coś szykują, a poznać można po tym, że czytają książkę - kompletnie do nich niepodobne, więc coś wisi w powietrzu.&lt;br /&gt;Szeryf wyjechał, lepiej w zasadzie to określić - zniknął, zaraz po naszym powrocie. Nie ma problemu, wybierzemy nowego, zrobimy konkurs po staremu. Który zawodnik przeżyje, ten dostanie gwiazdę.&lt;br /&gt;Co prawda chętny jest Wasai, ale on się przyda żywy. Spidi też coś na ten temat mówił, ale ostatnio trudno go zrozumieć, bo ze Szramą zbyt często palą te ziółka od Joe.&lt;br /&gt;Wczoraj wieczorem wjechał Nickt. Nieźle to wyglądało - najpierw usłyszeliśmy jakiś łoskot, więc wybiegliśmy z saloonu, a tam stoją cztery konie. Niedaleko leżały części dyliżansu, obok których siedział mocno zdziwiony woźnica, a tuż za nim siedział na ziemi Nickt, jakoś bardzo zadowolony.&lt;br /&gt;Okazało się, że był kawał drogi stąd, w Rio i chciał wracać, ale jedyny dyliżans odjeżdżał w drugim kierunku.&lt;br /&gt;Ponieważ było już późno, grzecznie poprosił o zmianę rozkładu jazdy dyliżansu i po chwili, tuż po tym, jak szeryf z Rio rozpoznał Nickt'a i jakby zniknął, Nickt dosiadł woźnicy i ruszył do nas.&lt;br /&gt;Idziemy do saloonu ustalić co robimy, a podobno nowe Whiskey jest.&lt;br /&gt;Aha, jeden z Niemców też wraca, wysłał telegram.&lt;br /&gt;Ten Gah tu jedzie, spodobało mu się u nas.&lt;br /&gt;Pastor się ucieszy, będzie miał z kim pogadać na mszy.&lt;br /&gt;No to znikam.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2606491076929490737-4873589553343739111?l=apophiss.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://apophiss.blogspot.com/feeds/4873589553343739111/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/10/koniec-wbrew-wszystkiemu-oznacza.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/4873589553343739111'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2606491076929490737/posts/default/4873589553343739111'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://apophiss.blogspot.com/2009/10/koniec-wbrew-wszystkiemu-oznacza.html' title='Koniec, wbrew wszystkiemu, oznacza początek'/><author><name>Apophis</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08497767129635473616</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://2.bp.blogspot.com/_1NnYA3PcCpA/Sz0UYPNiqsI/AAAAAAAAABA/JzkS6HhYWtM/S220/apophis2.png'/></author><thr:total>1</thr:total></entry></feed>
