sobota, 2 lipca 2011

Jeździec Rohan

Zaczyna być znowu wesoło, chociaż niektórzy wyglądają jak cienie przeszłości.

Dosłownie tak wyglądają, zastanawiamy się czasem, czy oni jeszcze istnieją, czy to już tylko ich wspomnienie w nas żyje. Nickt i Geens, Silver. Włochaty. Weronika, Pogi.  Ale co się dziwić? Ziółka Joego i nalewki Onufrego swoje robią.

Mieliśmy zamiar w odwiedziny do okolicznych miasteczek się wybrać, ale przyjechał do nas Rohan. Niezły z niego jeździec, trzeba powiedzieć. Na koniu siedzi jak przyklejony - z tym, to akurat w zasadzie można się zgodzić, bo nawet prawie że legenda na ten temat zdążyła powstać. Krótka bo krótka, ale zawsze.

Otóż Rohan, spokojny mieszkaniec jednego z (podobno) większych miast, gdzieś - na Wschodzie, zapragnął pewnego dnia pooddychać świeżym powietrzem Dzikiego Zachodu. Niektórzy powiadają, że miało to coś wspólnego z opustoszałą kasą Gazety Nowojorskiej, która zaraz po tym fakcie przestała funkcjonować, łącznie z jej redaktorem naczelnym (jego żona stwierdziła, że serce mu nie wytrzymało tak dużego stresu związanego ze zniknięciem zaufanego członka redakcji - kochanka co prawda mówiła że coś zupełnie innego nie wytrzymało i również zanikło, ale nikt nie przywiązywał wagi do jej słów), z tym, że być może to jedynie plotki.

W każdym bądź razie, Rohan poczuł ten zew Zachodu, spakował się, osiodłał konia i zorientował się, że nie umie konno jeździć. Nie miał zbyt wiele czasu na zastanawianie się nad tym prostym faktem, ponieważ zauważył nadciągający tłumek policjantów z żoną swojego byłego już szefa na czele.

Co miał robić? Wskoczył na konia, spiął ostrogami i ruszył. Świadkowie zdarzenia do dzisiaj opowiadają, że widać było doświadczenie rumaka, który z początku zataczając kręgi (częściowo galopując poprzez pierzchający tłumek policjantów, nie mówiąc o żonie byłego, która widząc z bliska kopyta i zbliżające się chrapy, skoczyła na latarnię. Złośliwi mówią, że już tam została), wybrał prawidłowo kierunek i popędził na Zachód. Niemałe rozbawienie i po części zdumienie, wywołał sam Rohan, który obejmując mocno swojego  konia, w pewnym momencie wytrzeszczył oczy a następnie, z pewnym zrezygnowaniem spojrzał na spodnie.

To, jak się okazuje, był moment przyklejenia się do konia. Dopiero u nas, w mieście, Dziadzio Vincent odkleił spodnie Rohana wraz z Rohanem od konia, dzięki swojej maści na dziąsła (wszystko odklejała, oprócz sztucznej szczęki Dziadzia).

Do miasta po zakupach przyjechała Depeche, prawie w tym samym momencie, w którym pojawił się Rohan. Sądziła, że to Diabeł Pustynny tak pędził i śpieszyła się do nas z pomocą. Heh, Diabeł Pustynny! Depeche długo na zakupach była, to i nie wiedziała, że to najnowszy pomysł Gaha, który razem z Indianinem Joe świętował coś z Fejrunem. Co świętowali, nie wiadomo, bo nie pamiętają, ale w rezultacie wypalenia ziółek od Joego, Fejrun tak wyrwał z zagajnika, jakby stado dzikich jeży się na niego uwzięło i odczepić nie chciało. Podczas świętowania jakoś w barwy dziwne (niby wojenne) się pomalowali we trzech, a że mieli do dyspozycji jedynie czarną farbę, to trochę monotonnie ale za to groźnie wyglądali.

W każdym razie Fejrun dopalił ziółka i popędził w nieznane w kłębach kurzu i resztkach dymu z fajki. Początkowo Joe i Gah myśleli, że oddalił się w celu oczywistym w niedalekie krzaki z dużymi i miękkimi liśćmi, ale kiedy druga doba minęła a on nie wracał, postanowili go poszukać.

Być może znaleźli by go w miarę szybko, gdyby nie zapomniany tunel Borsuka, do którego dostali się w najmniej oczekiwanym momencie. Trochę im zeszło, zanim z niego wyszli, gdzieś niedaleko Rio. Zdecydowali się, że w takim razie jak już tu są, to odwiedzą Rio, ale jakby nie doszli tam. Otóż podążając do Rio, zauważyli grupę jego mieszkańców obserwującą dziwnie zachowujący się pustynny piasek, który po uformowaniu chmury, pędził w kierunku Rio. Indianin Joe obdarzony sokolim wzrokiem rozpoznał Fejruna, natomiast Gah, widząc jedynie szary kurz pędzący w ich kierunku, zawołał "Ki Diabeł???", po czym zauważył, że mieszkańcy Rio rozpierzchli się we wszystkich, przeciwnych do nadciągającej chmury kurzu kierunkach, wrzeszcząc "Słyszeliście?? To Diabeł Pustynny!!". Czyli generalnie postąpili zgodnie z wysokim standardem odwagi, jak zwykle.

0 komentarze:

Prześlij komentarz