niedziela, 19 czerwca 2011

Czas wracać

Dawno mnie w mieście nie było.

W  zasadzie się nie ukrywałem, ale podróżowanie zajęło mi rok, a pisać nie było jak. To znaczy, może i byłoby jak,  ale nijak bym tego nie wysłał - jest kryzys pocztowy, bo gołębie się zbuntowały i poczta przyjmuje zapisy na przesyłanie listów. Jak się teraz zapiszę, to za kilka lat wyślą. Niby wielka zmiana, akurat -  przedtem zapisów nie było, ale jak już Włochaty się nauczył pisać dwa lata temu i wysłał list, to do tej pory idzie. Z tym, że teraz to na poczcie wymówkę mają.

Nie wiem, co mnie podkusiło, żeby tym tunelem Borsuka sobie pójść, z tego, co pamiętam, to być może Indianin Joe miał wpływ na moją decyzję. OK, jego napar zdrowotny z jakiegoś kaktusa. W każdym razie, jak już wiedziałem jak mam na imię, to nie wiedziałem, gdzie jestem. Nie będę teraz opisywał całej wędrówki, za długo by było.

Na początek poszedłem do Saloonu, żeby sprawdzić, co się dzieje. Jak zwykle Onufry prawie spał za barem, obok którego siedział Dziadzio Vincent i palił fajkę. Trochę to wyglądało, jakby w pewnym momencie fajka zaczęła palić Dziadzia, konkretnie jego brodę - ale za to jak się Dziadzio obudził, spojrzał w lustro na suficie, to na długo zaniemówił - i nie jedynie dlatego, że fajka mu się w zębach stopiła i skleiła sztuczną szczękę. Jakoś bez brody dziwnie wyglądał, a hodował ją od - jak to czasem mówił - wieku niemowlęcego.

Przy pianinie nikogo nie było, za to przy stoliku obok siedzieli Nickt, Gah i Unkass. Może za dużo powiedziane, że siedzieli - dobrze, że stolik mocny był i wytrzymał to ich przyłożenie. Na razie ich nie będę budzić, bo jak mi opowiedział Geens, mieli nocną wyprawę do Rio, gdzie wykonali mały eksperyment z bankiem za pomocą nowego wynalazku Geensa. On przez ten rok się nieźle rozwinął, czego nie można teraz powiedzieć o banku w Rio.

Wasai na wyjeździe z Weroniką i Silverem. Pojechali szukać szamana Fejruna, którego nowy wierzchowiec poniósł gdzieś, zdaje się, że daleko. Całe szczęście, że Fejrun bardzo przywiązany do swojego konia był, dosłownie zresztą, przez Indianina Joe - nie było innego wyjścia, po tym, jak Fejrun po wygraniu butelki Whiskey zaproponował fantazyjnie skoki z dachu do beczki i wykonał pierwszy skok. Ten pierwszy na razie był i ostatnim, bo teraz Onufry nową beczkę postawił na zapleczu, za barem, żeby nikogo nie korciła.

Co ciekawe, Włochaty się ustatkował i już nie napada byle kogo. Zdecydował się na zmianę sposobu życia, wprowadzenie dużej dawki spokoju i samokontroli. Pod wpływem pastora, pewnie tak się stało. Teraz Włochaty już jedynie rabuje dyliżanse pocztowe. Wcale nie dla pieniędzy, jak się okazało - on po prostu uwielbia czytać, a gdzie jest więcej nowości jak nie w listach? No to czyta całymi dniami, a już jak przeczyta, to jedzie się uaktualnić do mobilnej biblioteki, jak to ciekawie nazwał.

Miasto się niewiele zmieniło, okolica też. Można powiedzieć, że reszta tego wielkiego kraju zafundowała sobie smród z kominów jakichś fabryk i fabryczek, a na 100 mil dookoła nas cisza, spokój i czyste powietrze. Nikt nie zaryzykuje zbytnio się do nas zbliżyć, bo znani jesteśmy z tego, że przyrodę kochamy w jej pierwotnym stylu. Próbowali kiedyś przecież z koleją i jak się okazuje, do tej pory ich główny inżynier po bagnach popyla, ze strachu przed nami. A farmer Jones nawet to wykorzystuje, bo inżynier czasem z lasu wyhynie i błaga o kawałek strawy - wtedy Jones do jakiejś sympatycznej pracy go kieruje, tak jak ostatnio - przenoszenie gnojówki z miejsca na miejsce. Nie, żeby trzeba było - ale dzieciaki farmera też jakiś ubaw mieć muszą czasem.

Z najnowszych wiadomości od Onufrego, to się dowiedziałem, że Weronika do stolicy pojechała i salon otworzyła. Nie bar, ale salon sukni ślubnych i pogrzebowych. Dużo nie musi inwestować, bo często jej z miasta wysyłamy podarki po odwiedzinach w Rio i w tej smutnej dziurze, Croatoan.
A z pogrzebowymi to już sama wymyśliła, że można ich wielokrotnie używać, a grabarze chętnie jej w tym pomogą, w zamian za święty spokój i ochronę przed Colltem. Colltem Weroniki, oczywiście.

To by było na tyle, chwilowo, bo chłopaki się budzą, a Onufry flaszkę specjału postawił przed nami.

...aha, jest nowy w mieście. Jakoś tak dziwnie się nazywa, a..amfibia czy jakoś. 

1 komentarze:

  1. Wracasz do gry? Wiele się zmieniło na s1. Wielu graczy już nie gra, ale układ sił prawie bez zmian. Dalej Vendetta przewodzi wśród sojuszy na s1.

    No i Twoje dawne miasto Croatoan już nie jest dziurą, jak to było ponad pół roku temu, ale jednym z czołowych miast świata pierwszego.:-)

    OdpowiedzUsuń na zawsze